Jack White: Relacja z koncertu w Warszawie [9.10.2018]

0

Po czterech długich latach Jack White wreszcie wrócił do Polski. Wynagrodził fanom czekanie nie jednym, lecz aż czterema koncertami! Każdy z nich był pełen niespodzianek i zebrał znakomite recenzje. My byliśmy w Gdyni, w Warszawie oraz w Krakowie.

Na Torwarze byłego muzyka White Stripes supportowała Hańba!, czyli zyskujący coraz większy rozgłos zespół mający na siebie oryginalny pomysł. Polska grupa gra piosenki inspirowane okresem przedwojennym. Jeżeli w latach 30-tych XX-wieku istniałby punk, z pewnością brzmiałby właśnie tak. Kwartet do realizacji swych celów używa akordeonu, bębnów, instrumentów dętych, a wokalista Andrzej Zamenhof dzierży w ręku banjo. Miałem okazję widzieć ich parę lat temu podczas OFF Festivalu w namiocie i już wtedy budzili wśród słuchaczy pozytywne emocje. Fajnie, ze Jack dał szansę młodym lokalnym zespołom zaprezentować się przed swoim koncertem (w Gdyni wspierała go Trupa Trupa, w Poznaniu Nagrobki, a w Warszawie oraz Krakowie właśnie Hańba!).

White na scenie skąpanej w niebieskim świetle pojawił się parę minut po 21. Ściślej mówiąc, najpierw pojawili się muzycy i podczas ich jamu wszedł Jack, dołączając do wyżywania się na instrumentach. Bardzo fajny patent na rozładowanie kłębiących się przedkoncertowych emocji. Zaczęli tak jak podczas większości wieczorów od ‘Over and Over and Over’, natomiast każda kolejna piosenka była kwestią otwartą. White znany jest z tego, że na występy nie przygotowuje listy piosenek. Gitary stoją wokół niego i po prostu po każdym utworze wyrywa wtyczkę z instrumentu i sięga po ten, na jaki akurat ma ochotę. Zespół musi mieć doskonale opanowany materiał i być gotowy na wszelkie zwroty akcji i tak też było podczas koncertu na Torwarze. Jackowi towarzyszą zupełnie inni muzycy niż cztery lata temu w Starej Zajezdni w Krakowie. Szczególnie sekcja rytmiczna składająca się z perkusistki Carli Azar i basisty Dominica Davisa sprawiała doskonałe wrażenie i była solidną podstawą brzmienia. Dwóch klawiszowców umiejscowionych po drugiej, prawej stronie sceny było odpowiedzialnych między innymi za ubarwienie utworów elektroniką, której na ostatniej płycie „Boarding House Reach” jest przecież aż nadto. Koncert był jednak w większości mocnym, rockowym uderzeniem.

Główny aktor spektaklu chętnie sięgał po starsze piosenki z repertuaru White Stripes. Jeden po drugim wybrzmiały zgrzytliwe ‘Dead Leaves and the Dirty Ground’ i ‘When I Hear My Name’, by przejść w eksperymentalny, mający luźną formę ‘Corporation’ z ostatniego albumu. Pięknie zrobiło się przy akustycznym, folkowym ‘Hotel Yorba’ i poruszającym ‘Apple Blossom’ zadedykowanym mamie Jacka. Okazało się, że syn zabrał ją ze sobą w trasę, by pokazać jej kraj – White ma polskie korzenie właśnie ze strony swojej mamy Teresy i dlatego też nasz kraj jest dla niego szczególny. Ponadto 88-latka obchodziła dzień wcześniej urodziny, dlatego nie mogło zabraknąć chóralnego ‘Sto lat’. Wracając do repertuaru – zaskoczeniem okazał się z pewnością cover Leadbelly’ego ‘Where Did You Sleep Last Night?’ spopularyzowany przez Nirvanę. Nie wiem czy artysta kiedykolwiek wcześniej go wykonał. W drugiej części koncertu utworów White Stripes było już mniej (dokładnie jeden – ‘Black Math’), a Jack zdecydował się wypełnić ją kawałkami z solowych płyt. Moim zdaniem szczególnie dobrze wypadły te z konkretnymi „White’owymi” riffami – ‘Black Bat Licorice’ i ‘Freedom at 21’. Okazuje się, że muzyk ma już naprawdę pokaźny dorobek solowy, którym z powodzeniem może wypełnić występ.

Bis rozpoczął się od ‘Steady as She Goes’ co było wymowne po dopiero co ogłoszonej reaktywacji The Raconteurs. Zaskoczyły rozimprowizowany ‘Icky Thump’ i ‘My Doorbell’, podczas którego Jack usiadł za perkusją. Chwilowe wyciszenie wprowadził ‘Humoresque’, lecz następnie popłynęły dwa klasyczne już riffy – ‘Lazaretto’ i przeżywający drugą młodość ‘Seven Nation Army’. Po prawie dwóch godzinach zmęczony, lecz niezwykle szczęśliwy Jack White pożegnał się z rozentuzjazmowanymi słuchaczami. Koncert trwał prawie 2 godziny i był chyba najdłuższym na trasie. Naprawdę był to wyjątkowy wieczór, a White potwierdził, że jest jednym z najbardziej kreatywnych rockowych artystów na tej planecie. Przez te dwie godziny Jackowi udało się mnie przekonać nawet do paru kompozycji z eklektycznego „Boarding House Reach”.

Warto wspomnieć, że Jack White jest propagatorem systemu Yondr. Polega on na schowaniu telefonu do specjalnego futerału zapinanego na magnes. Można go otworzyć dopiero po wyjściu z koncertu. Tym samym nareszcie pierwszy raz od wielu lat nie widziałem przed sobą ekranu telefonu osoby filmującej cały koncert. Ponadto dzięki temu rozwiązaniu naprawdę można bardziej skupić się na tym, co dzieje się na scenie oraz na samej muzyce. I wiecie co? Koncerty bez telefonów to naprawdę doskonały pomysł!

Jack White Setlist Hala Torwar, Warsaw, Poland 2018, Boarding House Reach

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!