Recenzja płyty Foo Fighters – “Sonic Highways”

0

Ostatnimi czasy artyści prześcigają się w pomysłach na wydawanie swoich płyt. W sytuacji gdy U2 oraz Thom Yorke skłaniają się ku nowoczesności, Dave Grohl wraca do korzeni muzyki. W przypadku płyty “Wasting Light” zamknął się z zespołem w swoim garażu by nagrać analogowy krążek. Pomysł na ósmą płytę Foo Fighters był jeszcze bardziej ambitny – muzycy postanowili stworzyć muzyczną mapę Ameryki i udokumentować swoją podróż to na potrzeby serialu HBO. Pomysł nad wyraz ambitny, więc i oczekiwania fanów były bardzo duże. Sprawdźmy zatem, gdzie zabrały nas wspomniane “dźwiękowe autostrady”.

foo_fighters_sonic_highways_winyl.jpg

Nie bez przyczyny już we wstępie wspomniałem o wydanym w 2011 roku poprzednim longplayu Foo Fighters. Przez wielu jest on bowiem traktowany jako szczytowe osiągnięcie Dave`a Grohla i jego przyjaciół. Nie ma się zatem co dziwić, iż nagrywając “Sonic Highways” postanowiono podejść do tematu jeszcze bardziej alternatywnie. Plan był jasny: na ósmą płytę w dyskografii składać się będzie osiem kompozycji nagranych w ośmiu różnych miastach USA. Fanom pozostało jedynie wyczekiwać na ósmy cud świata.

Dla wielu współczesnych gwiazd wycieczka od Chicago przez Waszyngton, Nashville, Austin, Los Angeles, Nowy Orlean, Seattle aż po Nowy Jork, to już wielkie wyzwanie. Nie wspominając o fakcie, że w 7 dni należy nagrać utwór “od A do Z” i pojechać do następnego miasta. Mając jeszcze w pamięci spontaniczne prace nad “Lulu” aż boję się pomyśleć, co zrodziłoby się z takiej trasy w wykonaniu Metalliki. Na szczęście, punkowa dusza Dave`a Grohla do założonego planu pasowała idealnie. Głęboko przekonany o wpływie otoczenia na finalny kształt kompozycji, a jednocześnie pewny, wypracowanego na przestrzeni dwudziestu lat własnego stylu, DG wyruszył w drogę.

W pierwszej kolejności zderzenie z “Sonic Highways” doprowadza do stwierdzenia, iż Foo Fighters znacząco swojego stylu nie zmienili. Butch Vig sprawdził się jako współproducent, ale być może cały projekt zyskałby na większej świeżości w tym zakresie. Z drugiej strony przypomnieć należy, iż “zwycięskiego składu się nie zmienia”. Choć na ósmym krążku Foos jest mniej nowości niż oczekiwano, pewne kompozycje od razu się wyróżniają. Należy do nich z całą pewnością najbardziej przebojowy ‘Something From Nothing’ oraz zamykający płytę melancholijny ‘I Am a River’. Uwagę przykuwa również nagrany w Waszyngtonie, punkowy ‘The Feast and The Famine’, a także ‘In The Clear’ z niebagatelną rolą Preservation Hall Jazz Band, który wzbogacił brzmienie FF o instrumenty dęte oraz fortepian.

Najnowsze dzieło Foo Fighters to poza wymienionym przed chwilą zespołem jazzowym aż dziewięciu gości. Najdobitniej zaznaczyli się swoimi gitarowymi solów
kami Joe Walsh (‘Outside’) oraz Zac Brown (‘Congregation’). Pierwszy z nich błysnął minimalizmem oraz dbałością o przestrzeń w płynącej przez kalifornijskie pustynie piosence. Drugi zaś dodał muzyce FF charakterystycznego dla siebie uroku. Opowiadając o solówkach, nie sposób jednak nie wspomnieć o popisie Chrisa Shifletta w utworze otwierającym album. Szybkie solo oraz poprzedzający je gitarowy zgrzyt pokazuje, że spontaniczność w procesie nagrań wyszły Foo Fighters n
a dobre.

Wspomniana swoboda jeszcze wyraźniej została zaznaczona przez Grohla w tekstach, które trafiły na “Sonic Highways”. Lider Foo Fighters wykorzystał do ich napisania słowa osób, z którymi miał przyjemność rozmawiać odwiedzając kolejne miasta. W ten sposób otrzymaliśmy wspomnienia walczących o zmiany zbuntowanych dzieciaków Waszyngtonu (‘The Feast and The Famine’), opowieść o pasji którą można w sobie obudzić z niczego (‘Something From Nothing’) oraz poszukiwania odpowiedniego dla siebie miejsca (‘Congregation’). Na tej płaszczyźnie obejrzenie serialu przygotowanego razem z HBO ma kolosalne znaczenie i dodaje płycie jeszcze więcej wyjątkowości.

Najnowsza płyta Foo Fighters to materiał, który będzie zyskiwał jeszcze większą wartość wraz z upływem czasu. Na “Sonic Highways” zostały bowiem zawarte nie tylko piękne słowa i dźwięki, ale przede wszystkim historie oraz klimat kilku niezwykle barwnych dla świata muzyki miejsc. Na trwającym 42 minuty krążku znajdują się momenty słabsze, przywodzące słuchaczowi myśli “ale to już było”. Tym samym, utwory takie jak ‘Subterranean’ czy ‘What Did I Do?/God As My Witness’ być może szybko przepadną bez większego echa. Jednak płyta jako całość zdecydowanie się broni. Być może szumne zapowiedzi oraz bardzo wysoki poziom poprzedniego LP umniejszają sukces “Sonic Highways”. Niemniej, nie wyobrażam sobie, by móc przejść wobec tej płyty obojętnie. Dave Grohl zasila przecież bardzo wąską rockową ekstraklasę przełomu XX i XXI w. Jego twórczość, nawet jeśli nie spełni pokładanych nadziei w 100%, i tak zasługuję na wysoką notę. Podróż “dźwiękową autostradą” z Foo Fighters oceniam zatem na “8”. Czyż można znaleźć bardziej adekwatną ocenę dla tej płyty?

1. Something From Nothing
2. The Feast and The Famine
3. Congregation
4. What Did I Do?/God As My Witness
5. Outside
6. In The Clear
7. Subterranean
8. I Am a River

Foo-Fighters-Sonic-Highways.jpg

Wyro(c)k

88%
88%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    9
  • INSTRUMENTARIUM
    8
  • BRZMIENIE
    9
  • REPEAT MODE
    9
  • Oceny czytelników (4 głosów)
    9.2
Udostępnij to

O autorze

Piotr Wasilewski

Księżyc milczy piotrek665