Frontside: Recenzja płyty “Prawie Martwy”

0

W zeszłym roku Frontside przeszedł (kolejną w swojej karierze) metamorfozę. Zespół, grający do tej pory solidny, ciężki metalcore, postanowił wydać płytę z hard rockiem. Ów album, „Sprawa jest osobista”, podzielił fanów zespołu na zwolenników i przeciwników nowego wizerunku. Muzycy postanowili jednak kontynuować swoją przygodę w świecie rock’n’rolla i tym sposobem w tym roku światło dzienne ujrzał „Prawie Martwy”.

Frontside

Jeszcze zanim album ujrzał światło dzienne, do sieci trafił teledysk do utworu ‘Lubię pić’. Gościnnie pojawił się w nim znany z Decapitated Wacław „Vogg” Kiełtyka, tym razem dzierżący w swych dłoniach nie gitarę, a akordeon. W tym kiczowatym, nieśmiesznym żarcie muzycznym fani dopatrywali się wpływu takich artystów jak Donatan i Cleo, czy nawet oficjalnie ogłaszali artystyczną śmierć kapeli z Sosnowca. Jest to stwierdzenie dosyć pochopne, ponieważ sama płyta ma do zaoferowania znacznie więcej niż promujący ją, biesiadny singiel.

Na powitanie, w kompozycji ‘Tak to się robi tu’, Demon i Daron, serwują nam prosty, treściwy riff, który nabiera mocy wraz z wejściem perkusji. Auman wyśpiewuje przemyślenia na temat aktualnej sytuacji polityczno-gospodarczej w naszym kraju. Teksty napisane przez Demona nawiązują do tego tematu kilkakrotnie. Takie klasyczne, rockowe granie bez większych komplikacji, towarzyszy słuchaczowi przez resztę płyty. Niekiedy muzycy przypominają o swoich metalowych korzeniach, które ujawniają się w szybszych kompozycjach, jak chociażby ‘Na Sprzedaż’.

Growle na płycie pojawiają się bardzo rzadko, a odpowiedzialny za nie jest zazwyczaj gitarzysta Mariusz Dzwonek. Wokalista Marcin Rdest prezentuje częściej swoje bardziej liryczne, momentami wręcz ckliwe oblicze wokalne, które niestety, ukazuje niedoskonałości wokalne frontmana. Zmniejszenie ciężaru materiału nie wychodzi na dobre także zasiadającemu za perkusją Tomie, który wybija proste rytmy, lecz niekiedy trochę bez polotu. Wielkim plusem kapeli są jednak bardzo dobre gitarowe solówki. Mieszają bluesowe frazowanie i świetne melodie, chociaż nie brakuje i momentów popisowych. Swoje pięć minut ma też bas w zamykającym płytę ‘Moje ego’

W tytułowym utworze, ‘Prawie Martwy’ po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat gardła udziela założyciel Frontside, Astek. Jego partia przypomina momentami… Elvisa Presleya i, w przeciwieństwie do gościnnego występu Vogga, nadaje trackowi ciekawego klimatu. Jest to zdecydowanie najlepszy, najbardziej oryginalny utwór na płycie. Na dobre wyszła również produkcja. Brzmienie, jak na rock’n’rolla XXI wieku przystało, jest nowoczesne, ale przybrudzone odpowiednią dawką przesteru na gitarach, przez co zachowuje odpowiedni klimat.

Album ma momenty zarówno mocne, jak i bardzo przeciętne. Najbardziej ortodoksyjnym fanom nie pozostawia nadziei na powrót metalcore’owego oblicza kapeli, zaś tym bardziej otwartym serwuje kilka dobrych utworów, które będą się świetnie sprawdzać na koncertach. I choć wielu będzie z tęsknotą i melancholią wracać do poprzedników najnowszego dzieła, Frontside zdecydowanie nie jest jeszcze ‘Prawie Martwy’. Ma się po prostu całkiem przyzwoicie.

1.Tak to się robi tu
2. Barykady stoją wciąż
3.Lubię pić
4.Na sprzedaż
5. Ona jest zła
6. Serca głos
7. S.O.S.
8. Prawie martwy
9.Nie ma już nic
10.Moje ego

Frontside-prawie-martwy

Wyro(c)k

58%
58%
Proud Mary

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    5
  • Brzmienie
    7
  • Repeat mode:
    5
  • Oceny czytelników (11 głosów)
    4.4
Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.