Dealer: Recenzja albumu “Dealer”

0

Hardcore to nie muzyka mająca ujmować za gardło epickimi i podniosłymi dźwiękowymi pasażami. Nie znajdziecie w niej progresywnych roszad. Dobry album hardcorowy poznaje się po tym, że łapie słuchacza za twarz i niczym Shia LaBeouf w słynnym motywacyjnym filmiku krzyczy prosto w nią: „Just do it!”.

dealer

Przeglądając same nazwy utworów na nowym krążku Dealera, mamy już mglisty obraz tego, czego możemy się spodziewać po odpaleniu zawartości albumu. ‘Tylko siłą’ to mocny początek. Zarówno pod względem instrumentalnym, jak i tekstowym. Bardziej uważny słuchacz znający dotychczasowe dokonania zespołu zwróci uwagę na zmiany w aranżacji gitar. W odróżnieniu od poprzednich kompozycji Dealera – i wielu zespołów parających się hardcorem – na “Dealerze” słyszymy gitary, które grają inne partie, a przy tym wzajemnie się uzupełniają; na czym nie traci ciężar samej muzyki, a utwór zyskuje na melodyjności. Dodatkowym atutem jest brzmienie perkusji, która nadaje dynamiki kompozycjom, będąc głównym motorem napędowym w trakcie, gdy gitary stawiają na wspólną pracę nad melodyką. Dealer nie odkrywa swoją grą Ameryki, ale trafia w samo sedno. Czerpie to, co najlepsze, z zespołów tego gatunku i dorzuca swoje własne elementy, często wzorowane na zespołach niekoniecznie związanych z tą sceną muzyczną.

Warstwa tekstowa nowego albumu Dealera to przede wszystkim apel. Najlepiej jego sens oddaje utwór ‘Niewidzialni’, w którym przekaz jest bezpośredni i jednoznaczny: zamknij się na media, myśl sam za siebie. I w tych kilku słowach można podsumować te nieco ponad 30 minut materiału. Nie można mieć jednak zarzutów do samej długości płyty, ponieważ Dealerowi w tak krótkim – wydawać by się mogło – czasie udało się zawrzeć cały przekaz i skumulować złość. Nasz rodzimy język bywa nieraz bolączką zespołów, które zdecydowały się na operowanie właśnie nim, a nie choćby tak popularnym angielskim. Mimo że teksty Dealera nie znajdują się na najwyższej półce literackiego wysublimowania, to spełniają doskonale swoją rolę. W sposób bezpośredni przekazują nam główną myśl i równocześnie apel, jaki cały zespół kieruje do słuchacza. Nie zbliżają się przy tym ani do patosu, ani do infantylności. W czasach, gdy stronnicze media otaczają nas z każdej strony, a my ślepo wierzymy w „prawdę” zawartą w Internecie, potrzebny jest jak nigdy przekaz, który będzie wołaniem do naszego sumienia. Pora się w końcu obudzić z odrętwienia i uświadomić sobie, że ma się wpływ na własne życie, tylko trzeba o to zawalczyć.

Mówiło się w przeszłości o Dealerze jako o przedstawicielu rodzimej rapcorowej sceny. W odniesieniu do tego albumu takie stwierdzenie mogłoby być wręcz krzywdzące. Grupa wychodzi poza sztywne ramy narzucane nie tylko przez rapcore, ale sam hardcore, tworząc coś na swój sposób, który może nie jest innowacyjny, ale na pewno nie sztampowy i wciąż świeży. Da się przy tym dalej wyczuć wręcz punkową agresję i brak zgody na zaistniałą sytuację geopolityczną.

Dealer to niemal weterani na krakowskim hardcorowym poletku. Mimo że działają już 15 lat, to jest to dopiero drugi długogrający album na ich koncie. Jak sami przyznają, nie są tytanami pracy, jednak materiał, który wydają, jest zawsze dopracowany i trzyma się światowych standardów tego typu grania. Mimo wszystko, w najbliższej przyszłości mam nadzieję na więcej albumów wydanych pod banderą Dealera, ponieważ nie mam wątpliwości, że za każdym razem dostanę sporą dawkę tego, co najlepsze w hardcorze.

dealer
Do przeczytania również na profilu Krakowskiej Sceny Muzycznej

Wyro(c)k

66%
66%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    6.5
  • Wokal
    6.5
  • Brzmienie
    7
  • Repeat Mode
    7
  • Oceny czytelników (3 głosów)
    8.1
Udostępnij to

O autorze

Michał Smoll

"Knight Rider" to był dopiero serial.