Ron McGovney (ex-Metallica) przedstawia okoliczności odejścia z zespołu

0

Podczas rozmowy z Chrisem Jericho w ramach “Talk is Jericho“, Ron McGovney, pierwszy basista Metalliki, opowiedział o swoim pierwszym spotkaniu z Cliffem Burtonem:

To miało miejsce… Chyba gdzieś w okolicach jesieni 1982 roku. Jego zespół Trauma grał w klubie Troubadour. Brian Slagel z Metal Blade zaproponował nam, abyśmy ich zobaczyli. Tak też zrobiliśmy.

Wszyscy we trzech oglądaliśmy te show. W pewnej chwili Cliff zaczął grać solówkę. James z Larsem nie dowierzali w to co zobaczyli. Patrzę na nich, ale ich wzrok był wciąż skupiony na Burtonie. Pomyślałem: “To ten gość. Tak, to ten gość i  on mnie zastąpi. Czuję to”. Był niesamowity.

Na pytanie od Chrisa, co o nim wtedy myślał, Ron odpowiedział:

Jest niemożliwy, nigdy nie będę tak dobry jak on

Tak prędko jak zobaczyłem ich reakcje wiedziałem co się święci. Zagraliśmy potem kilka koncertów. Nigdy nie powiedzieli mi wprost, że chcą mnie zastąpić. Domyślałem się, że długo nie pozostanę w zespole. Jednak wiedziałem, kto wejdzie na moje miejsce.

Pamiętam jak raz graliśmy w San Francisco i Cliff przyszedł nas usłyszeć. Zobaczyłem go stojącego na deszczu i rzuciłem: “Hej, chcesz się przejechać?” Był cały mokry. Ku mojemu zdziwieniu odmówił. Podwiózłbym go gdziekolwiek by chciał.

Moją rolą w zespole nie było bycie stałym basistą.

Jericho zapytał się Rona, czy już o tym wiedział.

Wiedziałem o tym, lecz długo się nad tym nie zastanawiałem, bo jednak mieliśmy zagrać wiele koncertów, uczyłem się nowych piosenek. No i pewnego dnia jedziesz do San Francisco, widzisz tego gościa i wiesz, że robisz to źle.

“Uważasz tak, dlatego, że twoje umiejętności nie były na takim samym poziomie co Cliffa?” zapytał się Chris.

Wiesz, wydaje mi się, że tak. Chciałem być mechanikiem motocyklowym. Miałem ciągle jeździć na motorach przez pustynie. To było moje marzenie. Wyobrażałem sobie siebie jadącego wśród wydm piasku, wolnego od tych wszystkich gości. To był mój cel. Chciałem jeździć i być jak najdalej stąd. Nie chciałem walczyć, nie chciałem się kłócić, nic z tych rzeczy. To było jak związek.

Nie marzyłem o byciu gwiazdą rocka. To nie był mój cel. Po prostu pomagałem Jamesowi. Wszystkim co chciałem robić było założenie skóry, imprezować i tyle. To było to co chciałem robić. Kiedy jednak graliśmy w klubach w Hollywood pomyślałem, że to niesamowite uczucie grać tam gdzie grały inne wielkie zespoły.

Podczas rozmowy, Ron powrócił wspomnieniami do chwili, w której usłyszał o śmierci Cliffa.

Myślę, że usłyszałem o tym w rockowej stacji KNAC. Ktoś powiedział, że ktoś z Metalliki zginął, ale nie powiedzieli kto. Pozostawili to bez sprecyzowanych informacji przez godziny. Pomyślałem: Boże, kto to może być?”

Potem jednak powiedzieli, że był to Cliff i usłyszałem o wszystkich szczegółach… Nie mogłem w to uwierzyć, bo podczas trasy grali w Long Beach Arena i byłem tam na backstage’u. Nie było tam nikogo poza Cliffem. Rozmawialiśmy wtedy, jedliśmy razem chińszczyznę. Powiedziałem, że zobaczymy się później, jednak był to ostatni raz, kiedy go zobaczyłem. Nie miałem pojęcia, że mogło być to nasze ostatnie spotkanie.

Był “normalny”. Przyszedł do mojego domu kiedyś w LA. Niesamowity był z niego gość. Szanował mnie i mój wkład w zespół. Było to bardzo miłe.

Pamiętam, jak podczas koncertu w Palladium w 1984 nie zostałem wpuszczony na backstage. Chciałem porozmawiać z chłopakami, ale nie pozwolono mi wejść. Zobaczył mnie jednak Cliff i powiedział, aby mnie przepuścili. Menadżer trasy zapytał się go dlaczego to zrobił. Cliff odparł: “Przecież to jest pierwszy basista Metalliki!”

Zapytany o to, czy kiedykolwiek Cliff narzekał, na któregoś z członków zespołu, Ron odpowiedział:

Nie, nigdy. Słyszałem coś od Jasona, ale nic od Cliffa.

Jason powiedział raz, że James jest na mnie wkurzony. Ja takie: “Co? Na mnie? Nawet go nie widziałem.” Mówił mi jednak często co się dzieje w zespole.

Nie za fajnie, że był w ten sposób traktowany. Nie wiem, czy wiedział, że był w podobnej sytuacji co ja. Nie wiem, czy wiedział o tym co miało potem nastąpić. Zwłaszcza, że jego rola w zespole była… Wiesz, “Ty tylko grasz na basie. My piszemy muzykę.”

Następnie Ron został zapytany, czy kiedykolwiek spotkał Roba. McGovney odpowiedział:

Tak. Spotkałem go po raz pierwszy podczas “Rock ‘n’ Roll Hall of Fame”. Bardzo miły z niego gość. Potem spotkaliśmy się w Atlancie. Za każdym razem, kiedy widziałem Roba był bardzo serdeczny. Nazywa mnie “Metallica Mark 1”.

Udostępnij to

O autorze

Fanatyk tradycyjnego heavy metalu, muzyki progresywnej oraz melodeathu. Ponad wszystkie zespoły ceni Iron Maiden, Led Zeppelin oraz Metallikę.