Marty Friedman: “Chciałem, żeby Megadeth tworzyło więcej ballad w stylu Metalliki”

0

Podczas niedawnego wywiadu byłego gitarzysty Megadeth z portalem Loudwire poruszono kilka interesujących kwestii. Rozmowa była realizowana w ramach cyklu “Wikipedia: Fakty czy Fikcja”. Marty został m.in. zapytany o to, czy prawdą jest, iż, podczas nagrywania “Risk”, namawiał Mustaine’a do dopuszczenia do głosu swojej bardziej popowej i delikatniejszej strony. Muzyk odpowiedział:

Tak, ale tak samo zależało mi na cięższym klimacie, na obu. Chciałem, aby pojawiły się różne kompozycje. Wydaje mi się, że w zespole, który nazywa się Megadeth, powinniśmy być mocni jak cholera. Ale jednocześnie możemy pozwolić sobie czasem na coś lżejszego, innego. Nie na popową balladę, ale na taką porządną. Powiedzmy, że coś w stylu Metalliki. Bardzo ich szanuję i uważam, że wychodzi im to świetnie, przy czym brzmią w nich jak oni. I myślałem sobie: “Czemu nie możemy zrobić czegoś takiego?”. Zawsze chciałem grać naprawdę ciężko, ale jednocześnie mieć też coś dla tych, którzy nie preferują takiego stylu. Tak, aby każdy znalazł coś dla siebie. I właściwie zgadzaliśmy się w tym ze sobą. Nie przypominam sobie jakichś walk.

Marty do dziś jest jednym z bardziej lubianych przez fanów gitarzystów Megadeth. Czy odszedł z zespołu, ponieważ był zmęczony graniem metalu i czuł, że się nie rozwija?

Nie wiem nic o byciu zmęczonym graniem metalu, ale o byciu w pewien sposób znudzonym trzymaniem się tradycyjnego metalu. Chciałem robić znacznie więcej. Więcej powiedzieć w muzyce. Myślę, że Megadeth mogło pójść dalej i realizować swoje cele znacznie lepiej z innym gitarzystą, co też uczynili. Mieli wielu świetnych muzyków, którzy bardziej odpowiadali temu, co chcieli robić. Uważam więc, że to była obopólna korzyść.

Udostępnij to

O autorze

Muzyka od zawsze była niezwykle ważną częścią mojego życia. Kiedy poznałam jej rockowo-metalowy świat, kompletnie przepadłam. Mój gust jest dość zróżnicowany, ale to jednak ten rodzaj muzyki gra mi w duszy i płynie w moich żyłach.