Marty Friedman był zainteresowany graniem z Madonną

0

Marty Friedman udzielił ostatnio wywiadu dla Metal Voice. Gitarzysta opowiadał o swoim ostatnim albumie koncertowym, a także podzielił się przemyśleniami na temat zespołów, które poprawiają własne płyty na żywo. Muzyk mówił również o miłości do zespołu Riot oraz o swoim przyjacielu, Jasonie Beckerze.

Przy okazji został też zapytany o przesłuchanie do zespołu Madonny, ponieważ Friedman był zainteresowany, żeby się na nie wybrać. Miało to miejsce w 1989 r. po rozpadzie Cacophony. Co się jednak wydarzyło, że Marty się nim nie zjawił?

Marty Friedman:

Tak się nie stało, bo w tym samym tygodniu miałem kolejną wielką szansę na przesłuchanie (Marty ma na myśli Megadeth). W tamtym czasie bez wahania grałbym z Madonną. Byłem wtedy o krok od bycia bezdomnym. Mieszkałem z różnymi laskami i byłem typowym gościem z Hollywood, który koczuje u innych. To naprawdę nie jest coś, z czego można być dumnym, ale tak było w tamtych czasach.

Zawsze lubiłem Madonnę. Wiedziałem o przesłuchaniu do jej grupy – to było coś w rodzaju castingu. Mieszkałem w Hollywood, więc zwracałem uwagę na to, co w trawie piszczy. Starałem się dostać do jakiegoś zespołu i próbować wszystkiego co tylko możliwe.

Wiadomo, jak dalej potoczyła się historia. Dzisiaj ciężko wyobrazić sobie kultowe albumy jak „Rust In Peace” czy „Countdown To Extinction” bez Friedmana. Megadeth wiele zyskał dzięki jego grze. Czy kiedykolwiek jeszcze usłyszymy go grającego z ekipą Mustaine’a? Choćby gościnnie? Miejmy nadzieję.

Marty Friedman wydał płytę koncertową „One Bad M.F. Live!!” w październiku zeszłego roku.

Udostępnij to

O autorze

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/