Uappa Terror (Terrordome) dla DM.pl: “Cały czas nie przestaję wierzyć w to co robimy”

0

Polska na świecie jest znana z wielu rzeczy. Papież, Lech Wałęsa czy polska wódka. Ale jak wiecie jednym z głównych towarów eksportowych naszego kraju jest muzyka metalowa. Jednym z twórców tego produktu jest krakowska formacja Terrordome. Ich ostatnia płyta wydana trzy lata temu zawojowała już takie kraje jak Brazylia, Japonia, a w Chinach doczekała się nawet swojego wydania – w odróżnieniu od niektórych kapel, krakowianie po prostu robią swoje i nie podnoszą wokół tego wielkiego krzyku. Na temat planów na najbliższy rok, Metalmanii, kondycji polskiej sceny i nie tylko miałem okazję porozmawiać z Mateuszem Łapczyńskim znanym jako Uappa Terror, wokalistą i gitarzystą Terrordome.

 Witam bardzo serdecznie w imieniu redakcji DeathMagnetic i bardzo się cieszę, że zgodziłeś się na wywiad. Co słychać w obozie Terrordome?

Siema! Obecnie robimy nowy materiał, tworzymy numery na nową płytę. No i bookujemy sobie trasę kwietniową „Boiling Aggression Tour”, gdzie w towarzystwie Deathreat będziemy uderzać na Niemcy, Holandię i być może Belgię. Trasa się dopiero klaruje. Zobaczymy co z tego wyjdzie, więc cały czas działamy w tej materii. Poza tym, osobiście sporo ćwiczę warsztat gitarowy i robię też matex na najnowszego Extinkt.

Jak czujesz się mając okazję zagrać na Metalmanii?

Jak się czuję? No jest to na pewno zaszczyt, bardzo duży. A czuję się całkiem normalnie (śmiech). Czujemy się wyróżnieni, że możemy tam przyjebać pośród tych wszystkich zajebistych zespołów.

 Są jakieś konkretne kapele, które chciałbyś zobaczyć na tym festiwalu?

Kapele, które chcę zobaczyć? Ragehammer i Shodan. Z zagranicznych to Destroyer 666,  bo nie miałem okazji zobaczyć ich wcześniej jak grali w Polsce. No i Napalm Death i Asphyx. Byłem już wiele razy na Napalm Death i chętnie zobaczę ich po latach, bo ostatni raz widziałem ich parę lat temu, bodajże jak promowali “Time Waits for no Slave”.

Wracając do przygotowań do płyty, czy macie już wybrane jakieś studio i realizatora?

Prawdopodobnie chcemy znowu przenieść się do Zeda do Olkusza. Nagrać ją w podobnym stylu jak ostatnią “Machete Justice”. Z tym, że tutaj stawiamy już na większą brutalność tych numerów. Chciałbym, żeby były bardziej oldschoolowe. Nie chcę się obecnie wypowiadać o brzmieniu, ale idziemy w stronę jeszcze większego oldschoola. Osobiście chciałbym nawiązać bardziej do naszej pierwszej płyty “Shit, Fuck, Kill”, a co będzie? Na pewno nie spodziewajcie się rewelacji, po prostu będziemy napierdalać.

Czyli bardziej Carnivore niż D.R.I.?

Więcej brudu, agresji i kurestwa – Carnivore!

Jako zespół z podziemia byliście już na trasie w takich krajach jak Chiny, Brazylia czy Japonia. Jak wam się udało zrealizować te wyjazdy?

W zasadzie każdy o to pyta. To wszystko ciężka praca i cierpliwość. Wystarczy interesować się sceną, działać, pomagać innym ziomkom – potem wszystko wraca. Do tej pory bardzo prężnie działałem z mniejszymi gigami. Przyjaźnię się cały czas z wieloma osobami zza granicy. Obecnie otrzymujemy sporo zaproszeń, ale nie jesteśmy w stanie nikogo zadowolić – nie pozwalają nam na to jebane urlopy (śmiech)!

Czy którąś z tych podróży wspominasz najlepiej, najbardziej wyjątkowo?

Najbardziej chyba Brazylię, bo był to dość dziki kraj. Nawet napadli nas z bronią w ręku i obrabowali – myślałem, że wrócę w foliowym worku do domu (śmiech). Poza tym mieliśmy różne przygody z logistyką na miejscu. W Brazylii bardzo ciężko wypożyczyć vana, który kosztuje tam masę hajsu, dlatego głównie poruszaliśmy się osobówkami czy komunikacją międzymiastową. Było śmiesznie, a niekiedy bardzo ciężko, przez wilgoć i upał bardzo trudno było podróżować ze sprzętem, ale bardzo zajebiście to wspominamy. Zobaczcie z resztą na naszym tour reporcie na YouTubie.

Nawiązując też do Brazylii, w zeszłym roku zabraliście na trasę po Polsce Chaos Synopsis w towarzystwie Dira Mortis. Jakie wrażenia masz po tej trasie?

Trasa była dosyć krótka; było to jakieś 10 koncertów. Wrażenia zajebiste, bo najlepsi ludzi na pokładzie. Koncerty bardzo się udały. No może nie te na początku tygodnia, bo tutaj frekwencja nie była rewelacyjna. Było też co oblewać – wraz z Chaos Synopsis wydaliśmy wcześniej splita “Intoxicunts”; Dira Mortis nie odstawała – gazerka jak zawsze.

Patrząc na Ciebie jako weterana polskiej sceny, jak oceniasz kondycję naszej sceny metalowej?

Kondycja z roku na rok raczej spada. Wydaję mi się czasem, że mamy więcej zespołów niż fanów. Natomiast widzę ostatnio jakieś wzloty i na pewno nie przestaję wierzyć cały czas w to co robimy. Tak jak wcześniej mówiłem, trochę wyluzowałem, skupiłem się nad robieniem nowego materiału i swoim zdrowiu. Pomimo lekkiego luzu, na pewno nie przestaję wspierać sceny.

Uważasz, że są jakieś młodsze zespoły, które mają szansę dogonić wasze osiągnięcia?

Z tych młodszych bardzo podoba mi się powrót tego brudnego thrash metalu, takiego jak wykonuje Raging Death, Gallower, poza tym podoba mi się działanie Gruchy i całego Maggoth. Bardzo propsuję jeszcze kapelę naszego byłego basisty Tomka, czyli Rites of Daath. Dodatkowo słucham za dużo innego gówna i planuję w końcu zacząć nadrabiać zaległości (śmiech). Mam w chuj nowych CD i winyli, ale jeszcze od przeprowadzki nie zakupiłem dobrego odtwarzacza – wkrótce to zrobię!

 Pytanie na koniec. Dlaczego Tede kurwą jest?

Dlatego!

Bardzo się cieszymy za możliwość przeprowadzenia rozmowy i życzymy powodzenia z każdym projektem!

Dzięki wielkie za wywiad. Czekajcie na nową płytę TRDM!

Udostępnij to

O autorze

Fanatyk Testera Gier, Petera Steele i Gwiezdnych Wojen. Fan ciężkiego grania od 3 roku życia, kiedy to pierwszy raz życiu usłyszał "Andrzeja Gołotę" od KNŻ. Dźwiękowiec-amator. Basista (raczej mało) profesjonalny.