Richie Faulkner (Judas Priest) dla DeathMagnetic.pl: “Metal jest silniejszy niż kiedykolwiek!”

0

Ten rok zapowiada się niezwykle ekscytująco zarówno dla fanów Judas Priest, jak i fanów metalu ogółem. Już 9 marca ukaże się nowy album zespołu, “Firepower”, a następnie ruszy on w światową trasę koncertową z takimi markami jak Megadeth, Saxon i Black Star Riders. Judasi zagrają również na największych europejskich festiwalach u boku Iron Maiden, Ozzy’ego Osbourne’a czy Guns N’ Roses.

Z tej okazji mieliśmy przyjemność porozmawiać z Richie’m Faulknerem – gitarzystą, który tchnął nowe życie w serce legendarnej metalowej maszyny. Dołączył do Judas Priest podczas pożegnalnej trasy Epitaph w 2011 roku, jednak od tamtej pory pomógł zespołowi nagrać i napisać dwa kolejne albumy. Obecnie wydaje się on podekscytowany i zmotywowany jak zawsze, by na nadchodzącej trasie pokazać się fanom z jak najlepszej strony. Pomimo ostatnich wieści, że jeden z filarów zespołu, Glenn Tipton, niestety musiał zejść ze sceny ze względu na problemy zdrowotne.

Po pierwsze wielkie gratulacje za album “Firepower”. Dzięki uprzejmości wytwórni Sony Music miałem okazję posłuchać jej wcześniej i muszę powiedzieć, że po raz kolejny dostarczacie solidną dawkę heavy metalu.

Wielkie dzięki, stary. Cieszymy się. Zawsze wspaniale jest słyszeć o waszych pierwszych wrażeniach, bo pracowaliśmy nad nim bardzo długo. To zawsze ekscytujące, gdy ludzie słyszą naszą nową muzykę, więc doceniam to, że ci się podoba.

Dla mnie ten album jest bardziej power metalowy, niż na przykład ostatni “Redeemer of Souls”. Słyszę tu trochę Maiden, może trochę Manowar. Czy też masz takie wrażenie? Jakie były wasze inspiracje tym razem?

To wszystko heavy metal, czyż nie? Z tego co wiem, Priest byli jednymi z jego ojców razem z Black Sabbath i to zdefiniowało czym jest heavy metal. Z tego wyszedł power, speed, thrash – wszystko co z tego powstało jest jak metalowe drzewo genealogiczne. Myślę więc, że wszystko jest możliwe, wszystko jest akceptowalne. Judas Priest pomogli stworzyć zasady metalu, więc jeśli piosenki brzmią thrashowo czy power metalowo czy jakkolwiek, myślę że jest to akceptowalne. Nie było nastawienia, żeby stworzyć coś co brzmi doom metalowo lub power metalowo. Zrobiliśmy coś, co wyszło z serca i oto co powstało.

Odwróćmy tę sytuację – czy myślisz, że dziś Judas Priest mogą być zainspirowani młodszymi artystami czy kroczycie swoją ścieżką i nie interesuje was co dzieje się dookoła?

Myślę, że tak naprawdę to zdrowa mieszanka obu tych sytuacji. Myślę, że na każdego ma wpływ to, co dzieje się dookoła. Wszyscy słuchamy muzyki. Wszyscy słuchamy i klasyki i muzyki nowoczesnej. Czasem gdy jesteśmy w garderobie i się przygotowujemy, Rob puszcza Ghost albo Queen. Zawsze więc dookoła są jakieś wpływy, szczególnie kiedy jesteś kreatywną osobą. Myślę, że to naturalne, że absorbujesz te wpływy. To całkiem możliwe, że jesteśmy zainspirowani młodymi, jak i starymi zespołami. To zdrowa rzecz i nie mam z tym problemu. Wiesz, czasem słyszysz nową muzykę jakiegoś nowszego zespołu i myślisz ‘to jest zajebiste’. Nawet jeśli świadomie nie próbujesz tego odtworzyć, podświadomie wprowadzasz to, więc nigdy nie wiesz jak przejdzie to przez ciebie i tak samo jest z innymi osobami. To bardzo interesująca rzecz.

Czy możesz powiedzieć coś o inspiracjach tekstowych? Czy rozmawiacie z Robem Halfordem o tekstach? Czy to jest raczej jego działka i nie macie na to wpływu?

Po pierwsze, według mnie Rob jest jednym z najlepszych tekściarzy w heavy metalu. Wprowadza i elementy fantastyczne i elementy rzeczywiste i z tego znane jest Judas Priest. Rob nie ma wielkiego ego czy czegoś takiego, więc kiedy ma pomysł na piosenkę i zaczyna pisać teksty, przychodzi do nas po opinie i jeśli mamy w nie jakiś wkład, akceptuje to z zadowoleniem. To naprawdę uwalniające doświadczenie bez ego ze strony Metalowego Boga. Niektóre rzeczy, które wymyśla… Myślę, że ta płyta jest dla mnie najsilniejszym tekstowo albumem Priest od dłuższego czasu. Rob stworzył fantastyczne teksty na tę płytę. Teksty zabierają słuchacza w inne miejsca, a czasem przynoszą rzeczywistość, w której są społeczne problemy, z którymi wszyscy się borykamy. To wspaniały komunikat od Roba. Tak jak powiedziałem, kiedy wychodzi z pomysłami, szczególnie w bardziej wzruszających utworach, jak ‘Sea of Red’ z przekazem na temat I wojny światowej, pól czerwonych maków… Sposób, w jaki składa teksty jest jak poezja. Prezentuje je w odpowiedni sposób, przez który łączy się z słuchaczem. Dla mnie słysząc to pierwszy raz w studio było to niesamowite przeżycie. Jest mistrzem – nie tylko tekstów, ale także wykonania i wszystkiego co się z tym wiąże, więc to tylko przyjemność być w pobliżu.

Jak razem tworzycie? Czy Ty i Glenn wychodzicie z riffami i muzyką, a później Rob wymyśla do tego linię melodyczną, czy jest inaczej?

Zdecydowanie jesteśmy razem w tym samym pomieszczeniu, czyli ja, Glenn i Rob, podczas sesji pisania. Ja i Glenn możemy mieć jakieś muzyczne pomysły, możemy mieć jakieś pomysły na melodie, ale Rob także może jakieś pomysły melodyczne lub tekstowe. Jeżeli ma pomysł na tekst, jak refren lub cokolwiek, może to wzbudzić jakąś iskrę w nas. Na przykład pierwszy pomysł na ‘Sea of Red’ – Rob wysłał mi refren w wiadomości tekstowej. Byłem w domu, on wysłał mi wiadomość, pomysł na tekst i była w tym melodia, było frazowanie. Od razu mogłem usłyszeć jak powinna brzmieć muzyka w tej części. To może dziać się w ten sposób albo jeżeli ja i Glenn mamy jakiś pomysł składamy go, a Rob zawsze jest wtedy w pomieszczeniu i, chłonąc to co się dzieje, wymyśla melodie. Dopóki potrzebujemy tekstów i melodii on zawsze coś wymyśli i działamy dalej. To naprawdę wspólny, spójny rodzaj kreatywnej atmosfery pomiędzy naszą trójką. Wszyscy mamy swoje role. Z reguły wymyślamy jakąś muzykę, a Rob jest z nami, więc od razu łapie klimat i wie co robić z melodiami.

Jak to jest siedzieć z, jak się domyślam, Twoimi wielkimi inspiracjami i idolami razem w jednym pokoju i wspólnie pisać materiał na płytę, prezentować im swoje pomysły?

To jest fantastyczne. Ci kolesie byli moimi bohaterami zanim byłem w zespole, a teraz wydają się nawet bardziej bohaterscy z wielu powodów. Kreatywny proces jest jednym z nich. Patrzę na nich tak jak my wszyscy, którzy jesteśmy w zespołach – jak występować, jak grać, jak pisać piosenki, jak tworzyć piosenki i przekazywać w nich emocje i tak dalej. To była część mojej muzycznej nauki gdy dorastałem. Będąc z nimi w studio – wydają się teraz jeszcze bardziej heroiczni. Nie ma ego. Jesteśmy razem w zespole już od siedmiu lat, odbyliśmy parę światowych tras, to jest nasz drugi album. Relacje zostały zacieśnione, zbudowaliśmy zaufanie i respekt i tak dalej. Będąc z nimi w studio – możesz nauczyć się piekielnie dużo. Możesz nauczyć się jak oni to robią od 45, prawie 50 lat, ale w tej samej chwili widzisz, że wciąż są otwarci na nowe pomysły i że wszyscy w pomieszczeniu mają swój wkład i jest on ceniony. To wspaniałe być tego częścią i wychodzi z tego, mam nadzieję, świetna muzyka. Jest to wspaniały czas i jak widzisz, mam nadzieję, doskonały, energetyczny heavy metal od Judas Priest na “Firepower”.

Dołączyłeś podczas trasy Epitaph, która miała być ostatnią Judas Priest, ale po niej postanowili kontynuować. Myślę, że to głównie ze względu na entuzjazm jaki wniosłeś do zespołu. Czy byłeś chwalony za to, że sprawiłeś, że znów stali się entuzjastyczni na punkcie rock and rolla?

Tak, chwalili mnie za to. Nie mogę przypisać sobie jednak pełnych zasług. Oczywiście chcieli zagrać pożegnalną trasę, może wyglądali na lekko zawiedzionych, więc jeżeli miałem jakąś zasługę w tym, że wciąż grają, to jestem szczęśliwy z tego powodu. Ale wiem, że w tamtym czasie oni robili to przez 40 lat i nie możesz tego robić przez 40 lat, jeśli nie masz pasji do muzyki, do fanów i tak dalej. Wiesz, w zespole jest obecnie pięciu kolesi i wszyscy mamy w sobie pasję. Widzę, jak to wygląda. Jestem dumny, że tu jestem i jeśli mogę być częścią ich entuzjazmu w zespole, to jestem z tego dumny. Ale to również zasługa fanów. Fani sprawiają, że ten zespół wciąż istnieje od prawie 50 lat. Tego nie da się zbagatelizować. Widziałem fanów twarzą w twarz, śpiewałem z nimi w tłumie, widziałem jak wynoszą płyty zespołu na listy przebojów. Ostatnia płyta była na szóstym miejscu listy Billboardu i to w całej muzyce, nie tylko w rocku i metalu. To był wielki znak i sygnał od fanów, że Judas Priest i heavy metal wciąż żyją wtedy w 2014 roku i jest to siła, z którą trzeba się liczyć. To wspaniała rzecz.

Czy dołączając do zespołu dobrze się czułeś z jego image’em od samego początku? Wiesz, ten cały hardkorowy skórzano-metalowy wygląd. Wygląda na to, że atmosfera w zespole spodobała Ci się od samego początku.

Jasne, kto nie chciałby założyć skóry i ćwieków, wyjść na scenę i pograć muzykę Judas Priest razem z Judas Priest? Byłem dzieckiem lat 80-tych. Urodziłem się pierwszego dnia 1980 roku i dorastałem w latach 80-tych, więc to była część mojej muzycznej osobowości. Heavy metal był wtedy wielki razem z innymi rzeczami. Było dużo popowych wpływów i tego typu rzeczy, ale odpowiadając czy czułem się z tym dobrze – to była część mnie, więc to było świetne. Oczywiście pojawiają się wyzwania kiedy dołączasz do tego zespołu, wiesz co znaczy spuścizna i co znaczy zespół dla ludzi na całym świecie. To wyzwanie, a ty musisz temu podołać i to twój obowiązek. Musisz być tego częścią i wziąć tę odpowiedzialność, ale dobrze mieć takie wyzwania. Szczęśliwie, brali mnie pod uwagę i oto jesteśmy tu i teraz.

Dorastałeś podczas ery muzyki grunge, ale wygląda na to, że jesteś wierny klasycznemu metalowi z lat 80-tych, takiemu jak Metallica, Ozzy, Maiden i Priest. Dlaczego? Czy pamiętasz jak to wszystko się zaczęło, na przykład Twój pierwszy rockowy koncert?

Tak, to oczywiste jak się to zaczęło. W latach 90-tych miałem kilkanaście lat i w tamtym czasie zacząłem się interesować takimi rzeczami jak Priest i Metallica i Maiden. Zacząłem grać na gitarze mniej więcej w wieku 9 lat, więc dokładnie wiem jak się to stało. Kiedy pojawił się grunge, mój radar niezbyt go zarejestrował, bo interesowało mnie co innego… Wiesz, zacząłem słuchać Hendrixa, UFO i Black Sabbath kiedy byłem mały. Więc Priest, Metallica i Maiden były naturalnym postępem. Kiedy miałem 12-13 lat wyszedł “Painkiller” i wiele innych wspaniałych albumów. To była moja muzyczna trajektoria i było to naturalne. Tak to widzę. Zdawałem sobie sprawę z grunge’u, ale nigdy nie kręcił mnie muzycznie. Wiesz, gdy masz 13-14 lat to dobry wiek, by być pod wpływem takich rzeczy jak Priest. Zespoły z dwiema gitarami, harmonie, tego rodzaju wokal. W tamtym czasie zaczynałem też grać w kapelach. Chciałem grać covery i tworzyć piosenki w zespołach, które lubiły Judas Priest, Metallikę, UFO i Maiden. To przesłoniło mi cały ruch grunge.

Wróćmy do teraźniejszości. Po smutnych wieściach, że Glenn Tipton nie jest zdolny do grania na takim poziomie jak dotychczas, czy uważasz, że to może być wasza ostatnia trasa?

Nie myślimy tak o tym. Nie myślimy w ogóle o ostatniej trasie. W tym momencie czekamy na rozpoczęcie trasy Firepower, do której pozostało mniej niż miesiąc. Myślę, ze ruszamy 13 marca, więc to już niedługo. Jesteśmy skupieni na przyszłości. Czekamy, by wziąć nowe utwory na trasę, czekamy, by zagrać je potencjalnym nowym fanom na całym świecie i czekamy, by znów spotkać się z Judasową rodziną. A Glenn jest z nami. Nie opuścił zespołu, ciągle jest z nami, ciągle będzie pisał i nagrywał. Kochamy go, on chce byśmy kontynuowali i my chcemy kontynuować. To zamierzamy robić. Co będzie później – w tej chwili nikt nie zna odpowiedzi. Może być kolejna płyta, kolejna trasa. Zobaczymy. Teraz rozpoczyna się trasa Firepower i czekamy, by znów spotkać się z naszą Judasową rodziną.

Czego możemy się spodziewać na nowej trasie? Zaczyna się za trzy tygodnie, więc podejrzewam, że setlista jest już gotowa?

W 95%. Właśnie spędziliśmy dwa tygodnie w Anglii robiąc próby i składając setlistę. Ciekawe jest to, że utwory z “Firepower”, które opublikowaliśmy, zostały odebrane naprawdę pozytywnie. Być może wprowadzimy więcej z “Firepower” do setlisty w dalszej części trasy, gdy ludzie już zaznajomią się z płytą. Zdecydowanie mamy pomysł na umieszczenie większej ilości piosenek z “Firepower”, ale w chwili obecnej jest to właściwy Judasowy set. Są nowe utwory, są klasyki, jest ‘Another Thing Comin”, ‘Breaking the Law’, jest parę rzadszych rzeczy i kilka starych klasyków. To wspaniały przekrój i jeżeli mam być szczery, jest parę kawałków, których nigdy wcześniej nie grałem z zespołem, dlatego jestem tym podekscytowany. Teraz nie powiem ci jakie to piosenki, ale gdy sprawdzisz po pierwszym koncercie, na pewno setlista będzie już w internecie. Jesteśmy pewni, że jest to dobre odniesienie do starego i nowego i może będziemy mieli okazję, by dołożyć więcej nowych kawałków z biegiem czasu. Zobaczymy.

W Polsce gracie z Megadeth. Dlaczego postanowiliście zaprosić zespół Dave’a Mustaine’a na europejską część trasy? Jesteście przyjaciółmi?

Ja i Rob widzieliśmy Dave’a w Los Angeles pod koniec roku na rozdaniu nagród Loudwire. Weszliśmy na niego, Rob z Dave’em zaczęli rozmawiać i wiesz… Kochamy ten zespół. Wiem, że Rob jest wielkim fanem Megadeth. Kiedy trasa zaczęła się dziać skorzystaliśmy z okazji, by zasugerować kogo chcemy z nami zabrać. Jest dużo rzeczy, które wchodzą w grę – gdzie w tym czasie będziemy, czy inne zespoły będą dostępne albo czy będą chciały być na trasie gdzieś indziej. Wiele rzeczy wchodzi w grę. W tej części świata Megadeth byli dostępni, by to zrobić, chcieliśmy, by to zrobili, więc to robimy. Widziałem wiele reakcji fanów w internecie i wydają się zadowoleni. W Stanach gramy z Saxon i Black Star Riders, później z Megadeth w Europie. Myślę, że to wspaniałe heavy metalowe zestawienie. To klasyczny metal, ale każdy ma jakiś kreatywny komunikat w 2018 roku. Wszyscy stosunkowo nowe albumy i to wielka, zdrowa, pozytywna rzecz w heavy metalu. Praktycznie wszystkie klasyczne zespoły wciąż prą do przodu z nową muzyką w 2018 roku. To wspaniała rzecz.

Tak, heavy metal ma 50 lat i wciąż jest silny, prawda?

Jest silniejszy niż kiedykolwiek. Myślę, że taki właśnie jest przekaz “Firepower”. W 2019 będzie 50. rocznica zespołu. Pierwsza płyta wyszła w 1974 roku, ale Ian Hill był w Judas Priest w 1969. On i K.K. Downing dołączyli do Ala Atkinsa i drugiego kolesia, którego w tej chwili nie pamiętam i tak powstało Judas Priest. Po 50 latach wciąż wydajemy muzykę taką jak “Firepower”. Tak jak ci wszyscy, których wymieniłem wydają płyty i jest to niesamowite świadectwo siły heavy metalu i fanów na całym świecie, mających swój udział w żywotności tych kapel.

To prawda. To brzmi naprawdę ekscytująco i już nie mogę się doczekać, by znów zobaczyć was w trasie. Świetnie było z Tobą porozmawiać i usłyszeć Twój entuzjazm.

Tak jest, dzięki. To zawsze przyjemność z wami rozmawiać. Wiemy, że fani są tak samo entuzjastyczni jak my, więc nie możemy się doczekać, by was zobaczyć. Nie możemy się doczekać, by przyjechać do Polski. Polska jest zawsze szalona jeżeli chodzi o heavy metalowe show. Nie możemy się doczekać, by tam zawitać i was wszystkich zobaczyć. Do zobaczenia latem!

Informacje na temat polskiego koncertu Judas Priest z Megadeth znajdziecie w naszym kalendarzu koncertowym tutaj.

Naszą recenzję płyty “Firepower” przeczytacie pod tym linkiem.

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!