Tymoteusz Jędrzejczyk (Ragehammer) dla DM.pl: “Jestem szczęśliwie zajętym człowiekiem”

0

“The Hammer Doctrine” od Ragehammera miała wszystko to, czego od czarnej odmiany thrashu oczekiwać może wciąż spragniony nowych doznań fanatyk piekielnych dźwięków z piwnicznych otchłani. Ciężkością i gniewnością wiernie trzymała się wzorców ustalonych lata temu i rzadko od tego czasu modyfikowanych, natomiast dzięki kapitalnym tekstom i pełnemu zaangażowaniu muzykom udało się tę recepturę gładko, niemal niezauważenie usprawnić. I pewnie dlatego po dwóch latach ten materiał sieka tak samo mocno, a ja nadal ścieram ślinę z brody czekając na nowe nagrania. Tych póki co brak, natomiast Ragehammer nie osiadł na laurach i przygotowuje teraz uderzenie z okazji tegorocznej Metalmanii. Na tę okoliczność udało mi się pod koniec stycznia złapać Tymka Jędrzejczyka, wokalistę tego i kilku innych projektów, miastu i światu znanego też jako Heretik Hellstörm.

Witaj, Hellstorm, dziękujemy za znalezienie czasu. Na rozluźnienie początkowo chciałem spytać, co Cię w muzyce i naokoło najbardziej wkurwia, ale takie pytanie zadawała już zaprzyjaźniona Metalurgia zatem zapytam “przewrotnie”: co Ci w tej naszej niszy kochanej największą przyjemność sprawiało?

Po pierwsze to, że nagle metal dorósł do tego, żeby się, przynajmniej w niektórych aspektach, siebie nie wstydzić. No i to, że mamy nieprawdopodobnie duży wysyp dobrych zespołów na jeszcze nieznaną dotąd w historii skalę – z powodu łatwiejszego dostępu do sprzętu, sal prób, studiów nagraniowych i możliwości tworzenia muzyki. Więc mamy teraz tego tyle, że jest na pewno w czym wybierać, to na pewno mnie cieszy. Niektóre z tych rzeczy mają mniej lub bardziej nowatorski czy oryginalny pomysł na siebie, gdy inne to po prostu solidne rzemiosło. Są jeszcze hałdy mniejszego lub większego gówna, ale wydaje mi się, że nie ma potrzeby zaprzątać sobie nimi głowy w momencie, gdy do sprawdzenia jest tyle jakościowych rzeczy.

Rozmawiamy w przededniu Metalmanii, która ze swoim rozmachem i legendą będzie chyba ukoronowaniem drogi, którą razem z Ragehammerem przebyliście w ostatnich latach. Epka, długograj, split… Jak ten okres wspominasz, jak ci się Młot Gniewu dźwigało?

Powiem Ci, że było to tyleż satysfakcjonujące, co momentami niełatwe. Od… 2011 Ragehammer to idąca pełną parą praca, w którą wszyscy czterej bardzo się angażujemy. Wydaje mi się, że na tej drodze staraliśmy się nie wykonywać fałszywych ruchów, nie wyskakiwaliśmy przed szereg. Po prostu konsekwentnie realizowaliśmy to, co sobie gdzieś założyliśmy w charakterze rozwoju zespołu, przekazywania treści i konsekwentnego rozwijania stylu muzycznego, ale też bez zbyt radykalnych rewolucji i wydaje mi się, że to popłaciło. Na pewno Metalmania to bardzo ważny punkt w historii Ragehammer. Nie wiem jeszcze, jak będzie, ale powiem szczerze, że strasznie się jaram. Zwłaszcza, że tegoroczny skład Metalmanii jest bardzo… po pierwsze – mocny, a po drugie nietypowy, jak na Metalmanię. Zauważ, że nie ma tam nic z charakterystycznego metalmaniowego zestawu gwiazd: Tiamat, Paradise Lost, Moonspell… Ciekawe, jak to wyjdzie bo z jednej strony mnie też irytuje przesyt tymi zespołami, ale wiadomo, że mają straszne ilości fanów w Polsce i są w stanie zapełnić taką halę, jak Spodek. Ale tegoroczny skład jest bardzo mocny – przede wszystkim cieszę się, że znowu zagramy z Destroyer 666 i że zobaczę w końcu na żywo Skyclad – to są takie moje dwa główne fragmenty. Mam też nadzieję, że uda się nam zagrać na żywo w kwietniu kilka nowych numerów.

O, właśnie. Dobrze, że mówisz o nowych numerach, bo oczywiście o plany na przyszłość miałem zapytać. Macie już to wszystko sprecyzowane? Płyta? Wstępujesz do zakonu – niekoniecznie kapturowego?

(śmiech) Nie, nie, z zakonami dajmy sobie może spokój, ale… Ten rok na pewno będzie spokojniejszy koncertowo, zresztą już zwolniliśmy po dość intensywnej promocji The Hammer Doctrine i powoli powstają zręby całkowicie nowego materiału. Planujemy płytę i raczej nie będziemy rozdrabniać się na mniejsze wydawnictwa. Być może coś takiego się podzieje, że będzie warto – ale to musimy jeszcze zobaczyć. Póki co gromadzimy pomysły i wracamy do procesu twórczego. Już pierwsze zarysy utworów się pojawiają, ale chcemy nad tym porządnie usiąść i się skupić. Nie chcemy wykorzystywać tylko chwilowej podjarki Sceny zupełnie przyzwoicie przyjętym debiutem, bo nie widzimy sensu wypuszczania niczego, co będzie słabsze albo po prostu powtórką z rozrywki. Jedyna możliwość, jaką bierzemy pod uwagę teraz, to zrobienie lepszego materiału – a to wymaga skupienia i pracy, zatem na tym się chcemy przez najbliższy rok skupić i może w 2019 uda się już wejść do studia, najprawdopodobniej znowu do No Solace i nagrania, co nasze.

A skoro już zapytałem o plany na przyszłość Ragehammera, to nie można zapomnieć, że nie jest on jedyną twoją dzieciną muzyczną, więc może, krótko bo krótko, ale omówisz, jak wygląda dzisiaj Tymek Jędrzejczyk na pozostałych frontach świata?

Jestem szczęśliwie zajętym człowiekiem (śmiech) – tak bym to ujął. Z Them Pulp Criminals cały czas piszemy i robimy nowe numery – bardzo prawdopodobne, że jeszcze w tym roku nagramy sześć zupełnie nowych piosenek. Za niecałe trzy tygodnie (17 lutego – przyp.red) kilka z nich zaprezentujemy na wspólnym koncercie z GOLD i z Entropią w krakowskiej Alchemii. Do tego gdzieś tam na horyzoncie majaczy supertajny projekt, o którym jeszcze nic nie mogę mówić, ale będzie ciężko, agresywnie i… bardzo ponuro (śmiech). Jeśli mogę, to wiadomo, pomagam znajomym w nagrywaniu, nie unikam gościnnych występów. O tym też nie mogę mówić jeszcze, ale do końca roku sprawa się wyjaśni. Poza tym planuję wskrzesić swojego zina po siedmiu latach niebytu, także… jak już mówiłem, jestem szczęśliwie zajętym człowiekiem i staram się ten stan utrzymać na tyle, na ile sił starcza.

Mamy styczeń (bo w styczniu rozmawialiśmy) i wszystkie podsumowania już za nami, ale że nie było okazji, to może teraz zróbmy kontrolę odtwarzacza. Jakie płyty zrobiły na tobie wyjątkowe wrażenie? Co zapamiętałeś z zeszłego roku? I do jakiej klasyki wracałeś – bo sporo do niej nawiązań w swojej muzyce przepychasz…

… a w każdym razie się staram bo myślę, że to ważne, żeby wiedzieć, skąd się co bierze. Jeśli chodzi o zeszły rok i materiały mniej lub bardziej premierowe, to na pewno wymieniłbym ostatni Urn “The Burning”, który mimo oczywistego wpływu Destroyer 666 i troszkę lżejszej materii muzycznej niż na poprzednich wydawnictwach bardzo mnie chwycił; na pewno też ostatnia Anima Damnata – dziesięć lat czekania to trochę długo, ale materiał jest zdecydowanie jednym z najbardziej klasowych, jakie w ogóle wydali. Mają świetny nowy skład, więc teraz tylko czekam na koncerty. Jeszcze ostatni Pagan Altar, przepiękne i bardzo smutne pożegnanie z wokalistą. Nigdy zresztą nie słyszałem słabego materiału Pagan Altar, także jak ktoś jeszcze ma czelność nie znać to niechaj czym prędzej odpala i chłonie te dźwięki bo takiego doomu pomieszanego z NWOBHM to chyba nikt już nie robi. Natomiast z rozczarowań – ostatni Azarath uważam za płytę nienajlepszą, zdecydowanie wolałem ten zespół gdy miał o wiele bardziej bezkompromisowe podejście do materii muzycznej. No i nie rozumiem ogólnych spazmów nad solidną, przyzwoitą, ale pozbawioną fajerwerków płytą Morbid Angel.

Można się pod tym podpisać, dobrze żeśmy się tu gustem dobrali. Kontynuując wątek płyt, ale spoza metalowego poletka – co stamtąd wyciągnąłeś dla siebie?

Czy coś mnie ostatnio poza metalem…? Powiem szczerze, że ten rok był dla mnie przedziwnie, wybitnie metalowy. Jeśli idzie o rzeczy pozametalowe, to tak naprawdę jakoś na ten rok było tego niewiele, chociaż wiele sobie obiecuję po bardzo dobrym debiucie kolegów z Only Sons, bo niewielu ludzi gra w Polsce takie rzeczy z taką klasą – stykają się tutaj Orange Goblin, Corrosion of Conformity, Kyuss i Alice in Chains. Jeszcze ostatnie rzeczy King Dude i, z retrosynthwave’ów ostatnio spodobał mi się Nightrunner – troszkę mniej znany przedstawiciel synthwave, ale ich łagodniejsza, bardziej wychillowana wersja muzyki do mnie trafia.

Pytam nie bez powodu – nie tylko działasz w wybitnie niemetalowym Them Pulp Criminals, ale też na The Hammer Doctrine wcisnęliście cover Klenczona i okazało się, że jak najbardziej można prezentować tę muzykę w metalowym wariancie, to też jest pewnie wyraz eklektyczności twoich gustów. Czy chcieliście zrobić z takich przeróbek jakąś tradycję na kolejne płyty, czy nie powtarzacie “żartów”?

Po pierwsze, wydaje mi się, że ten smaczek pojedynczo był na tyle dobry, że nagminne powtarzanie tego zabiegu mogłoby go zdecydowanie rozrzedzić i popsuć. Poza tym, inna sprawa jest taka, że mamy dość liberalne podejście do coverów i nigdy przed nimi nie uciekaliśmy. W ogóle jedne z pierwszych rzeczy, które grywaliśmy na próbach, to były covery Razor, Korrozia Metalla, VON czy Gehennah. Chcieliśmy zawrzeć na płycie jakiś cover, tylko po co robić to, co wszyscy? Co będzie dalej z coverami – dopiero będziemy musieli zobaczyć, czy następna płyta będzie w swym wyrazie konceptualnym dopuszczała taki łyk powietrza jak cudzy kawałek, który by stał w aż takiej opozycji do reszty materiału.

Było jeszcze parę pytań, ale wyprzedziłeś je odpowiedziami – pozostaje zatem kończyć, nie zabierać więcej czasu. Dzięki za rozmowę! Ostatnie słowo, albo i czternaście, należą do Ciebie.

(śmiech) Oczywiście. Dzięki serdecznie za wywiad. Wspierajcie lokalne podziemie, żyjcie dla siebie, dużo czytajcie, słuchajcie Hellcurse, Butchery czy Offence, chodźcie na koncerty i nie wierzcie politykom.

Amen.

Udostępnij to

O autorze

Lockheed

Schodzę pod ziemię i wydobywam dźwięki - im cięższe, tym lepiej. Bluźnierstwo, alkohol, nienawiść, śmierć - cała ta piwnica obficie podlana popkulturowym sosem. Limitowany do 66 kopii, ale zazwyczaj niepowtarzalny.