W wielkim skrócie: niepokorny skandalista zaczynający od grania na ulicy – Maciej Maleńczuk – po prawie 30 latach kariery zaczął wykonywać muzykę dla kulturalnych, starszych panów w garniturach. Wszyscy dotychczasowi fani – nie martwcie się jednak, bo nowa nazwa jego zespołu jak i płyty, „Jazz For Idiots”, jest równie przewrotna jak muzyka, którą prezentuje.
W zeszły piątek, 1 kwietnia, miała miejsce premiera najnowszego wydawnictwa artysty, którego recenzję możecie przeczytać tutaj, natomiast 5 kwietnia odbył się pierwszy koncert promujący album. Sam Maleńczuk, który był gościem w wielu mediach w ciągu ostatniego weekendu, gorąco zachęcał do wzięcia w nim udziału i osobistym sprawdzeniu, na czym polega jego jazzowe granie „dla idiotów”. Po wejściu na scenę mieszczącego się Pałacu Kultury i Nauki Baru Studio powitał zgromadzonych prowokacyjnie i w swoim stylu: okrzykiem „Witajcie idioci!”. Następnie pokornie dodał, że największym idiotą jest on sam, bo grania jazzu dopiero się uczy. Jak się jednak okazało, Pan Maleńczuk na instrumentach dętych radzi sobie równie dobrze, jak na strunowych. Podczas występu wspierał go zespół złożony z czterech muzyków – perkusisty, klawiszowca, basisty (jedynego „starego” kompana – Andrzeja Laskowskiego znanego z Psychodancingu) oraz trębacza Przemka Sokoła. Stłoczeni na małej scenie nie mieli wiele miejsca na ruch, lecz za to znalazło się trochę przestrzeni na muzyczne improwizacje.

Zaprezentowany materiał, pomimo że bardzo obszerny (około 20 utworów) skupiał się głównie na nowych kompozycjach oraz coverach. Maleńczuk całkowicie zerwał ze swoją dotychczasową twórczością, z zamierzchłych czasów prezentując jedynie „Ach Proszę Pani” (która także znalazła się na płycie), oraz „Święto Kobiet”. Dzięki temu zabiegowi publiczność rzeczywiście mogła się przekonać, co obecnie gra mu w duszy. A jest to mieszanka jazzu oraz – jak sam to określa – najpiękniejszych melodii świata, której zresztą sam na własną rękę także poszukuje. Debiutancka płyta „Jazz For Idiots” została odegrana w całości. Utwory – jak przystało na jazz – były w większości bardziej rozbudowane niż w wersjach studyjnych. Ciężko wyróżnić konkretne numery, ponieważ przez cały 1,5-godzinny występ wysoki poziom został zachowany i tutaj wszystko zależy już od preferencji słuchacza – czy woli typowe piosenki z jazzowym zacięciem, takie jak „Tell Me That You Want Me”, czy wspomniana „Ach Proszę Pani”, czy rzeczy instrumentalne. Moimi osobistymi faworytami z tej drugiej grupy są „Gekon”, „Snobby Bobby”, „Paris” i „Johnny Walker”. Na koncercie pojawiły się także utwory, które nie znalazły się na albumie – rozpoczynające występ dwa covery Coltrane’a – „Mr. Syms” oraz „A Love Supreme”, „Devil Woman” innego jazzowego idola gwiazdy wieczoru, czyli Charlesa Mingusa, a także inne dobrze znane przeboje – „Tequila”, „La Paloma” czy „The Shadow of Your Smile”.
Wszystkie utwory – pomimo, że zróżnicowane stylistycznie – zostały wykonane w bardzo ciekawych aranżacjach, a Maleńczuk, pomimo, że jak sam podkreśla jest jeszcze jazzowym amatorem, był równorzędnym partnerem dla Przemka Sokoła, grającego ten rodzaj muzyki na co dzień. Jak powiedział Maleńczuk: „Tak to teraz będzie wyglądać”. Jeżeli tylko wciąż będzie miał tyle pomysłów na swój nowy projekt i będzie podchodził do tego z takim entuzjazmem, publiczność może być spokojna o artystyczną przyszłość swojego ulubieńca. W nowym wcieleniu wypada charyzmatycznie i przekonująco.

![Maleńczuk/Jazz For Idiots: Relacja z koncertu w Barze Studio [5.04.2016]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2016/04/IMAG1128-1024x572.jpg)