God is an Astronaut: Relacja z koncertu w Klubie Progresja [17.07.2015]

0

Post-rockowy God is an Astronaut cieszy się w naszym kraju sporą popularnością, toteż trasa promująca najnowsze wydawnictwo zespołu „Helios | Erebus” objęła aż 3 polskie miasta – Warszawę, Poznań i Katowice. Miałem przyjemność zobaczyć Irlandczyków na pierwszym koncercie „polskiego tournée”, który odbył się w stołecznej „Progresji” 17 września.

W roli supportu wystąpił gdański zespół Spoiwo, grający muzykę podobną stylowo do tej prezentowanej przez gwiazdę wieczoru, tak więc z ciekawością czekałem na to, co pokażą. Niestety na początek występu delikatnie się spóźniłem, ale mimo wszystko udało mi się wysłuchać ponad połowy ich koncertu. Od razu po wejściu na salę zwróciłem uwagę na mocno pogłośnioną perkusję w stosunku do tego, co jest na płycie studyjnej, ale wbrew pozorom nie zagłuszyła ona innych instrumentów, a wręcz świetnie budowała napięcie. W momentach kulminacyjnych można było poczuć drżenie podłogi, a mnie niejednokrotnie przeszedł delikatny, aczkolwiek dość przyjemny dreszczyk.

Połączenie instrumentalnego space-rocka z elementami ambientu w tym przypadku zbudowało ciekawy klimat i nawet nie wiedziałem, kiedy wybiła godzina 20:40, a Spoiwo zakończyło swój występ, pozostawiając u mnie trochę niedosytu, gdyż w żadnym wypadku nie miałem dość ich muzyki, a wręcz chciałem usłyszeć więcej. Warto zwrócić uwagę, iż debiutancki krążek formacji zatytułowany „Salute Solitude” ujrzał światło dzienne zaledwie kilka miesięcy temu, a mimo to muzycy sprawiali na scenie wrażenie pełnego profesjonalizmu. Zespół świetnie rozgrzał publiczność, torując drogę w umysłach na iście kosmiczną podróż, która miała dopiero nadejść.

Start podróży międzygalaktycznej zaplanowany był na 21:00 i punktualnie o tej godzinie God is an Astronaut weszli na scenę, ku hucznej owacji sporego tłumu. Już pierwsze dźwięki z niesamowitą gracją wślizgnęły się do mojego umysłu, który na 90 minut (tyle trwał koncert) znalazł się poza zasięgiem przyciągania ziemskiego.

Wykonanie na żywo takich utworów jak ‘Echoes’, ‘Forever Lost’ czy ‘Vetus Memoria’ dostarczyło moim zmysłom niesamowitych doznań, a sądząc po minach innych fanów, nie byłem odosobniony. Hipnotyzujące dźwięki spowodowały, że głowa sama kiwała się w rytm muzyki, a energia, jaką przejawiali muzycy na scenie, dodała tylko autentyczności ich muzyce. Od razu została nawiązana niewidzialna nić porozumienia między Irlandczykami a publicznością. God is an Astronaut wykonuje muzykę instrumentalną, jednakże robią użytek z mikrofonów, do których podłączony jest syntezator, a gitarzyści „nucą” do nich, co daje świetny pogłos. Zrezygnowanie z efektów wizualnych (telebimy) na rzecz jedynie świateł i czarnego tła nadało całemu wydarzeniu otoczki tajemniczości i można było poczuć się jak na statku kosmicznym, który przemierza galaktykę, po drodze napotykając coraz to nowe konstelacje.

Żeby zrozumieć w całości muzykę GIAA, trzeba pojawić się na koncercie. Mimo iż grają identycznie jak na płytach studyjnych i nie kuszą się o żadne improwizacje, to w każdym utworze jest jakiś element, który w pełni uwidacznia się dopiero na żywo. Dodatkowo świetne brzmienie gitar i basu, dzięki czemu każdy szczegół był słyszalny, pozwoliło uświadomić słuchaczom, jakim kunsztem wykazali się muzycy podczas komponowania.

Jeśli nie znacie God is an Astornaut to polecam jak najszybsze nadrobienie zaległości, gdyż muzykę tworzą kosmiczną… dosłownie. A na żywo brzmi to fenomenalnie. To właśnie takie zespoły udowadniają, że nie potrzeba wokalisty (oczywiście nic nie mamy do wokalistów) aby muzyka była fascynująca. Udowadniają również, że z koncertów rockowych wcale nie trzeba wracać ze zdartym gardłem, żeby czuć się spełnionym. Występ tej formacji to najtańsza oferta lotu kosmicznego, nie znajdziecie za takie pieniądze innego przewoźnika.

11822748_10153490003975409_4072883677125223217_n

Udostępnij to

O autorze

Hajime

Wychowany zarówno przy dźwiękach Iron Maiden czy Rainbow, jak i Chrisa Rea'i i Leonarda Cohena. Aktualnie przemierza nie tylko ścieżki wyłożone "klasycznymi" kamieniami, ale chętnie zapuszcza się na te mniej uczęszczane, nieustannie starając się odkryć coś nowego.