Thunderwar: Recenzja płyty “Black Storm”

0

Nasz rodzimy fan ciężkiej muzyki musiałby być nienormalny lub odcięty od internetu przez ostatnie 12 miesięcy, żeby móc narzekać na polskie wydawnictwa metalowe w roku 2016. Stwierdzić, że wyszło w tym roku kilka niezłych, polskich płyt, to jakby powiedzieć, że Metallika nie nagrała już nic ciekawego po „Kill’ Em All”. Szczególnie obfita była scena undergroundowa, która przywaliła nam prosto w twarz debiutanckimi longplayami takich kapel jak Ragehammer („The Hammer Doctrine”), Morthus („Over The Dying Stars”) czy Mentor („Guts, Graves and Blasphemy”). Mieliśmy też drugi album Moanaa, nieszablonowy i hipnotyzujący „Księżyc Milczy Luty” Furii czy czadowy heavy thrash spod znaku Thermita. Wymieniać dałoby się tak jeszcze przez kilka minut, a na sam koniec można by zostawić wisienkę na torcie, która rzeczywiście została podana fanom jako jedna z ostatnich (jeśli nie ostatnia) metalowych polskich premier w 2016 roku. Mowa tu o debiucie grupy Thunderwar z Warszawy, grającej blackened death metal, czy jak to sami zwykli siebie określać, „metal of death”.

Entuzjaści ciężkiego łojenia spod znaku naszych sąsiadów znad przeciwnej strony Morza Bałtyckiego usłyszeli o Thunderwar za sprawą EPki „The Birth Of Thunder” oraz dzięki występom przed takimi sławami jak Carcass, Obituary czy Amon Amarth. „The Birth Of Thunder”, składający się z 4 kompozycji, ujawnia silne wpływy twórczością metalowców ze Szwecji zarówno w melodyce, kompozycjach jak i braku oporów przed wykorzystaniem pięknie brzmiącej, przywołującej na myśl mroźne tereny Skandynawii gitary akustycznej. Debiutancki longplay Thunderwar, „Black Storm”, to swoista kontynuacja kierunku obranego na pierwszym wydawnictwie zespołu.

Pisząc jednak o kontynuacji, należy również wspomnieć o postępie i rozwoju zespołu. Grupa nie utraciła młodzieńczej wściekłości i energii, co niestety często ma miejsce przy okazji wyczekiwanych premier dobrze zapowiadających się zespołów. Można by pokusić się o stwierdzenie, że brzmienie gitar przecina powietrze jeszcze głębiej, a wokalista – Madness (Kamil Mandes) sięga najgłębszych zakamarków swoich trzewi, jak gdyby chciał wyciągnąć na powierzchnię dusze spoczywające w piekle.

Otwierający płytę „Marvel At My Sins” w pewnym stopniu obrazuje nam to, czego możemy się spodziewać po całym materiale. Melodyjne intro zagrane bez przesteru, przeradzające się następnie w dziką jazdę wywoła uśmiech na twarzy niejednego fana Dissection. Thunderwar dobrze wie, jakie są jego mocne strony, dlatego skrzętnie je wykorzystuje. Niemal w każdym utworze natrafiamy na bardzo melodyjne wstawki i klimatyczne zwolnienia tempa, które przygotowują słuchacza na gitarowe popisy jednego z dwóch gitarzystów grupy, Vitolda (Witold Ustapiuk).

Co ciekawe, ciężko byłoby zakwalifikować płytę „Black Storm” jako album, który pędzi do przodu na złamanie karku i nie ogląda się za siebie, nie zagnieżdżając się jednak w głowie na dłuższy czas. Warto w tym momencie przywołać utwór, który w pewnym sensie można nazwać przebojem. Mowa tu o drugim numerze promującym wydawnictwo, „New Messiah” ze świetnym refrenem, który mocno wpada w ucho, przez co nieraz przyłapałem się na podśpiewywaniu, czy raczej wydzieraniu (z lepszym lub gorszym skutkiem…) frazy „I’am the new Messiah, don’t question, follow me”. Świetna, powolna, „płynąca” solówka, kojarząca się między innymi ze wczesnymi dokonaniami Amon Amarth, tylko dopełnia cały efekt. Idealnym dowodem na to, że Thunderwar potrafi też oprzeć swój utwór na wolniejszym tempie i riffie jest „The Descent”, skupiający się na budzącym niepokój, lekko depresyjnym i hipnotyzującym motywie gitarowym.

Na osobny akapit zasługują teksty utworów na „Black Storm”. Należę do grona osób, które nie kładą zbyt wielkiej uwagi na warstwę tekstową albumów, jednak zainteresował mnie motyw w „New Messiah”. Oglądając lyric video promujące nowe wydawnictwo ukazuje się nam na początku notka wyjaśniająca tematykę utworu. Mówi ona o wielu religiach powstałych na przełomie nowego milenium, oferujących proste odpowiedzi na trudne pytania, złudne poczucie bezpieczeństwa i akceptacji, co w konsekwencji może prowadzić do prania mózgu wyznawców sekt, ich zniewolenia, a nawet popełniania przez nich przestępstw.
Okazuje się jednak, że „New Messiah” to nie jedyny numer okraszony taką notką. 6 z 8 utworów posiada podobne wprowadzenia. Mamy więc przy okazji „New Age Prophecy” walącą się wieżę z kart Tarota, symbolizującą zmianę epok astrologicznych z Ery Ryby na Erę Wodnika, upadek ludzkiej dumy i nadejście nowego. Dalej, w „The Descent”, opisana jest walka ze swoimi własnymi słabościami, po pokonaniu których stajemy się silniejsi. Poruszony jest też temat tajemniczej, żyjącej na cmentarzach hinduskiej społeczności Aghori w „The Path of Aghori” czy o ślepej wierze w Boga w „Iconoclast”. Świetny zabieg, który rozwija myśli zawarte w tekstach utworów i zachęca do zainteresowania się kwestiami, których dotyczą.

Pochwalić należy też przejrzyste, mocne, lecz niewypolerowane do granic możliwości brzmienie płyty, która została wyprodukowana i zmiksowana w popularnym Heartz Studio przez braci Wiesławskich. Całość dopełnia znakomita okładka Elirana Kantora, która jest wariacją na temat wspomnianej wcześniej karty „Wieża” z talii Tarota, o której mowa w tekście do „New Age Prophecy”.

Czy po kilku odsłuchach wydany 20 grudnia „Black Storm” wychodzi obronną ręką? Jak najbardziej – jestem nawet skłonny powiedzieć, że z każdym następnym odsłuchem album zyskuje, pozwala uchwycić klimat i przenieść się myślami na północ od naszego kraju, gdzie znajduje się ojczyzna takiego grania. Thunderwar nie obawia się czerpać z najlepszych wzorców, wymieniając wśród swoich inspiracji Bathory, Dissection i inne przełomowe dla ekstremalnej muzyki grupy. Różnicę robi jednak bijąca z głośników energia warszawskiej grupy, która w połączeniu z własnymi patentami na ciekawe melodie, przeplatanymi mocną sieczką, uderzającą w nas z siłą huraganu, daje znakomity efekt.

PS
Krążek można nabyć m.in. pod tym linkiem. Polecamy, bo naprawdę warto, szczególnie w wydaniu z debiutancką EPką Thunderwar.

1. Marvel at My Sins
2. New Age Prophecy
3. Black Storm Will Unfold
4. New Messiah
5. The Descent
6. Path Of The Aghori
7. A Tale of Lust and Disgust
8. Iconoclast (bonus track)

Thunderwar-black-storm

Wyro(c)k

83%
83%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    9
  • Wokal
    8.5
  • Brzmienie
    8
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (14 głosów)
    6.7
Udostępnij to

O autorze

Rafał Stempień

Headbang motherfucker.