Furia: Recenzja płyty “Księżyc milczy luty”

0

Furia nigdy nie należała do moich ulubionych zjawisk na krajowej scenie. Ujęła mnie płyta „Martwa Polska Jesień”, ale kolejne randki z Nihilem i spółką rozczarowywały coraz bardziej. Zawodziłem się na miejscami już wręcz grafomańskiej liryce czy niekoniecznie trafionych rozwiązaniach muzycznych. Ostatnia epka, „Guido”, swoim świetlikowatym brzmieniem omal nie zraziła mnie do śląskiej ekipy permanentnie. Na szczęście tylko „omal”, bowiem nowy długograj pokazał mi Furię zupełnie inną – szlachetniejszą i spokojniejszą od pokochanej przeze mnie “Jesieni”. A jednak znów tak samo magiczną.

Ekipa Nihila pozostaje jedną z tych kapel, których, jak by nie brzmiały, nie da się pomylić z jakakolwiek inną. Charakterystyczny głos wokalisty i jego dziwaczne, balansujące na styku poezji i grafomanii (między Kostrzewskim a Roguckim czy innym Świetlickim) teksty – po prostu rzecz nie do podrobienia. I to pozostało, ale muzycznie Furia przez lata dojrzewała i nabierała salonowej ogłady. Do tego stopnia, że dziś Pan z Wyborczej wieszczy im szanse na przeniknięcie do świadomości mas, do mainstreamu, naszywkom przepowiada zaś smutny żywot na kostkach młodzieży między Comą i Happysadem – ale na takie teorie spuśćmy taktownie zasłonę milczenia.

Furia nigdzie się już nie spieszy, nie ma nic do udowadniania, wypracowała sobie niepodważalną pozycję na scenie – i z tego  przywileju korzysta ze świadomością, na ile sobie może pozwolić. Niespieszne, powolne introdukcje kolejnych piosenek budują klimat, są o wiele bogatsze od nudnych podkładów z „Guido” i faktycznie prowadzą do konkretnego celu. Każdy utwór posiada swój punkt kulminacyjny, wyciszenie – wiele uwagi Ślązacy poświęcili odpowiedniej dramaturgii, przez co każdy utwór chłonąć można jak osobną historię.

Instrumentalnie każdy utwór ma swoje dwa oblicza, które na przemian ujawnia – tradycyjny black metal, zagrany żywiołowo i z pasją spotyka tutaj partie wolniejsze, spokojniejsze wprawdzie, ale wnoszące niepokojącą atmosferę, zapowiadać mające momenty potężniejszego grania. Gdy uderzyli po raz pierwszy mocniej, gdy nagle ładna, rytmiczna introdukcja przeradza się w coś znacznie groźniejszego – natychmiast zapałałem miłością do tego albumu, momentalnie poczułem dreszcz podniecenia, którego mi tak przy dźwiękach Furii brakowało. To jest to, tak mi grajcie, panowie. Przepiękne i agresywne na przemian partie gitary, bardzo ładnie wyeksponowany bas i bębny robiące swoją robotę – nie spodziewałem się aż takiej jakości w tym aspekcie.

Jednak najbardziej wsłuchiwałem się w głos i teksty Nihila – i tutaj jestem pod wielkim wrażeniem. Zniknęły wszystkie te Krępulce, ptaki idące i wyziewy metanu. Zamiast tego Nihil wprowadza słuchacza w ogród zamknięty „między Wełnowcem a Siemianowicami”, opisuje spoglądanie we własne oblicze i po swojemu zauważa „duszy za dużo, ciała za mało”. Recytuje to w swoim stylu, z tym nastrojowo niskim głosem – a gdy trzeba się wydrzeć, robi to bardzo dobrze i stylowo. Wokale i instrumenty znakomicie dopełniają się w dziele budowania muzyki nastrojowej, monolitu awangardowego black metalu. Każdy kolejny numer przesłuchałem kilkanaście, kilkadziesiąt razy i z odsłuchu na odsłuch tylko zyskiwał. Nie jestem w stanie uwierzyć, że tak nudna ‘Łączka’ wyszła spod tych samych rąk, co kapitalne ‘Grzej’ albo doskonałe ‘Za ćmą w dym’. Uchyliłbym kapelusza przed Nihilem et consortes, ale nie mam kapelusza.

„Księżyc milczy luty” to jedno z najlepszych polskich wydawnictw roku 2016. Amen.

1. Za ćmą w dym
2. Ciało
3. Tam jest tu
4. Grzej
5. Zabieraj łapska
6. Zwykłe czary wieją

okładka

WYRO(C)K

94%
94%
Master Of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    9
  • WOKAL
    9
  • INSTRUMENTARIUM
    9
  • BRZMIENIE
    10
  • REPEAT MODE
    10
  • Oceny czytelników (21 głosów)
    8.1
Udostępnij to

O autorze

Lockheed

Schodzę pod ziemię i wydobywam dźwięki - im cięższe, tym lepiej. Bluźnierstwo, alkohol, nienawiść, śmierć - cała ta piwnica obficie podlana popkulturowym sosem. Limitowany do 66 kopii, ale zazwyczaj niepowtarzalny.