Sztuka odpuszczania – recenzja płyty Stone Temple Pilots

0

Bracia Robert i Dean DeLeo oraz perkusista Eric Kretz pomimo wszelkich przeciwności losu wciąż decydują się na kontynuowanie kariery pod szyldem Stone Temple Pilots. Po raz kolejny okazuje się, że mają do tego pełne prawo i udowadniają swoją rację. Właśnie wydali najlepszy od co najmniej 20 lat album z nowym wokalistą Jeffem Guttem.

Odejście czy też śmierć frontmana z reguły oznacza definitywny koniec zespołu lub – w razie kontynuowania kariery – skazanie na wieczne potępienie przez fanów. Stone Temple Pilots jest pod tym względem jedną z najbardziej pechowych grup w historii. Po wielu latach walki o ujarzmienie nieobliczalnego Scotta Weilanda muzycy poddali się i zwerbowali do swojego gangu Chestera Benningtona z Linkin Park. Po wydaniu jednej, moim zdaniem całkiem udanej EPki, Chester zrezygnował jednak z posady nie będąc w stanie śpiewać w dwóch absorbujących zespołach. Każdy, kto miał cień nadziei na powrót Weilanda został ostatecznie sprowadzony na ziemię po jego śmierci pod koniec 2015 roku. Organizm Scotta po dekadach uzależnienia od wszelkich narkotyków, alkoholu i leków odmówił posłuszeństwa. Już parę miesięcy wcześniej wokalista był w przerażającej „formie” psychofizycznej, o czym na własne oczy można przekonać się chociażby na YouTube. Niecałe 2 lata później na zespół, jak i cały muzyczny świat, spadła jeszcze bardziej szokująca wiadomość – samobójstwo popełnił Chester. Wtedy był on jednak poza STP, a muzycy byli już na etapie testowania szerzej nieznanego Jeffa Gutta. Ten 42-letni wokalista niespełna 5 lat wcześniej zajął drugie miejsce w amerykańskim X-Factorze, lecz po jego zakończeniu nie zrobił nadzwyczajnej kariery.

Gutt został oficjalnie ogłoszony nowym członkiem w listopadzie 2017 roku. Wtedy też ukazał się pierwszy singiel ‘Meadow’, a Jeff po raz pierwszy zaprezentował się z zespołem na koncercie w słynnym klubie Troubadour w Los Angeles. Oczywiście natychmiast rozgorzała dyskusja czy wokalista nie jest kopią Weilanda i czy reszta ma prawo dalszego grania pod szyldem Stone Temple Pilots. Single z płyty przekonały jednak większą część fanów i wydaje się, że Gutt jest naprawdę najlepszym wyborem, jaki mogli poczynić bracia DeLeo. Z jednej strony jest on bardzo podobny do Scotta zarówno wokalnie, jak i fizycznie, jednak z drugiej na nowym materiale pokazał się z naprawdę bardzo dobrej strony.

Pierwszy opublikowany kawałek, wspomniany ‘Meadow’, jest jednym z najlepszych rockowych utworów w ostatnich miesiącach. Prawdziwy hit – zgrabnie skomponowany, z dobrym riffem, fajnym wokalem, wpadającym w ucho refrenem. Talent Roberta i Deana do pisania przebojowych, a jednocześnie z własnym charakterem kompozycji objawia się tu w pełnej krasie. Drugi z singli, ‘Roll Me Under’, to znów dość drapieżny numer, w refrenie przypominający „No. 4”, czyli czasy, gdy grupa chciała popłynąć na fali nu metalu, co, na marginesie, nie do końca (na szczęście) im wyszło. Na ‘The Art of Letting Go’ pokazują z kolei łagodniejsze oblicze – jest to akustyczna ballada nawiązująca do ich najlepszych osiągnięć. Myślę, że mogłaby się ona znaleźć na dowolnym albumie zespołu i wciąż byłaby wyróżniającym się utworem.

Co ciekawego znajduje się jeszcze na albumie? ‘Middle of Nowhere’ to bardzo fajny, energetyczny otwieracz kojarzący się może nawet bardziej z Velvet Revolver, niż Pilotami. ‘Guilty’, jak i ‘Just a Little Lie’ mógłyby z powodzeniem trafić na „Tiny Music”. ‘Thought She’d Be Mine’ to kolejny po ‘The Art of Letting Go’ bardzo zgrabny, akustyczny kawałek. Najmniejsze wrażenie robią chyba ostatnie, utrzymane w średnim tempie ‘Finest Hour’, ‘Good Shoes’ i ‘Reds & Blues’. Ogólnie nie ma tu jednak jakiejś kompozycyjnej wpadki, każdej piosenki słucha się z przyjemnością. Ta trójka po prostu najmniej pozostaje w pamięci. Kiedy ostatnio muzycy nagrali tak mocny i równy materiał? Umówmy się, że ostatnie płyty z Weilandem miały swoje momenty, lecz nie były wybitne. Dlatego też nowy album może być najbardziej atrakcyjną propozycją od czasów „Tiny Music”, czyli od 22 lat!

Stone Temple Pilots podjęli ryzykowną, lecz bardzo trafną decyzję – po latach walki z ego swojego frontmana postawili na kogoś anonimowego, kto będzie wdzięczny za daną mu szansę. Gutt wykorzystał ją doskonale. Pierwsza płyta to jednak dopiero początek – teraz fani oczekują, że oprócz wiernego odtwarzania klimatu STP z Weilandem pokaże własną osobowość. Życzę jemu i grupie dalszych sukcesów. Jak na razie udowadniają, że prawdziwego talentu nigdy się nie traci, lecz sprawdzian wytrwałości i zgrania dopiero przed nimi. Jestem ciekaw kolejnych płyt i mam nadzieję, że panowie po amerykańskiej trasie odwiedzą także Europę.

Middle Of Nowhere
Guilty
Meadow
Just A Little Lie
Six Eight
Thought She’d Be Mine
Roll Me Under
Never Enough
The Art Of Letting Go
Finest Hour
Good Shoes
Reds & Blues

Wyro(c)k

80%
80%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    8
  • Brzmienie
    8
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!