Tarpan: Recenzja płyty “Ruins”

0

Brudny, obskurny, stary garaż, należący do osoby, która jest również właścicielem starego, dużego, pick-upa, model FSR Tarpan. Za każdym razem, gdy wyrusza w trasę swoim wozem budzi mieszkańców okolicznych domów zaszczepiając w ich poranne rytuały niepokój. Kim jest? Dokąd zmierza? Czemu stary Tarpan ryczy, jakby jutra miało nie być, pozostawia po sobie chmury dymu i pyłu, a, co najgorsze, wygląda, jakby jechał sam, bez kierowcy?

Tarpan-Ruins-2016

Słuchając pierwszego posępnego riffu z albumu „Ruins” i wpatrując się głęboko w jego świetną okładkę ciężko było mi zdobyć się na inną wizję niż ta opisana powyżej. Niepokój, strach, agresja. Potęga, ale też brak pewności. Jest tu coś, co za każdym razem powoduje pojawienie się tego samego, lekko sadystycznego uśmiechu na twarzy. Zacznijmy jednak od początku.

Tarpan jest istną składanką ludzi z mniej lub bardziej znanych zespołów działających w swoim czasie na polskiej, undergroundowej scenie muzycznej. Nie wdając się w szczegóły, mamy tu odłamki Faust Again, Blues Beatdown, Butterfly Trajectory czy Word Is Mine. Okazuje się, że taki gatunkowy rozstrzał (od radosnego groove’u do progresywy) poskutkował stworzeniem krążka, który tak samo przytłacza, jak i cieszy.

Każdy utwór określiłbym mianem osobnego Tarpana, jeśli tego, w oparciu o wstęp do tej recenzji, uznamy za coś, co wjeżdża z pełnym impetem powodując niepokój. Wszystko tu bowiem jest „jakieś”, od toczącego się, otwierającego „Ruins” ‘Devour The Light’, przez następujące po nim, okraszone niemal melodyjną końcówką ‘The Storm’, a na wyjętym jakby żywcem z dyskografii Obscure Sphinx ‘Desperations’ kończąc.

Na tym jednak panowie z Tarpan nie poprzestali. Przy ‘Kings of Rats’ radośnie cieszą nam się pragnące dźwiękowej przemocy gęby (typowo singlowy, rytmiczny kawałek), a ‘Prisoner’ brzmi jak kolejny, bluesowy rock and roll spod znaku Eyehategod. Brzmi to wszystko tak, jakby muzycy postanowili na jednym krążku zawrzeć kompendium wiedzy o sludge metalu, prawda?

Poniekąd tak jest. „Ruins” to raptem 7 utworów o średniej długości około 6 minut. Są to jednocześnie utwory dłuższe niż te, które część zespołu miała okazję wiosłować w Blues Beatdown, ale też pozbawione rytmicznych i klimatycznych łamańców znanych z Butterfly Trajectory. Można się jedynie domyślać, że sprzeczki o to, ile razy powtórzyć każdy riff musiały kończyć się kompromisem – kompozycje są na tyle długie, że ciężko mówić o krótkich, sludge’owych strzałach w twarz, ale pod względem transowości i rozbudowania kawałków nie jest to pułap Electric Wizard czy choćby naszej rodzimej Sunnaty. W Tarpanie chodzi o coś innego – to muzyka, przy której mamy czuć lekki dyskomfort, czasem pomachać głową i ucieszyć się przy dobrym riffie (a tych jest niemało), jednak cały krążek trwa zaledwie około 40 minut. „Ruins” to swoisty kompromis między długim, niespiesznym graniem jednego motywu przez kilka minut, a potrzebą stworzenia czegoś mocnego, zamkniętego, kompletnego.

Kompromis dotknął też brzmienia – czasem idealnie wpasowuje się w kompozycje, a chwilami brakuje większego gainu, żrącego basu, soundu, w którym można byłoby się zatracić. Są też na tej płycie momenty świetne i zaskakujące, jak na przykład wspomniane już ‘King of Rats’ czy mocne, growlujące uderzenie pod koniec ‘Desperations’. Szkoda jedynie, że nie zawsze pomyślano nieszablonowo.

Nie zmienia to jednak faktu, że ‘Ruins’ to bardzo dobrze nagrane i zagrane rzemiosło. Krążek kończy się dwoma transowymi kawałkami, w tym w jednym z nich swojego głosu użyczył w pewnych kręgach już kultowy były wokalista Blindead Patryk Zwoliński. Przyjemne, bogate w muzyczne warstwy zwrotki, głos Zwolińskiego, mocne refreny, na koniec podwójna stopa, budowanie napięcia i puff – z tego wszystkiego zostaje nam tylko główny motyw utworu powtarzany na gitarze. Coraz ciszej i ciszej.

Tarpan wrócił do garażu, wyłączył swój silnik i mocno trzasnął drzwiami tak, jakby to zrobił wysiadający z niego człowiek. Sąsiedzi posesji ze złowrogim garażem wykorzystują chwilę spokoju na sen. Wiedzą, że taki luksus prędko ich nie spotka. Niedługo znów włożę „Ruins” do odtwarzacza i z uporem maniaka będę patrzył w martwe ślepia pick-upa z okładki.

Wyro(c)k

74%
74%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    7
  • INSTRUMENTARIUM
    8
  • WOKAL
    8
  • BRZMIENIE
    7
  • REPEAT MODE
    7
  • Oceny czytelników (3 głosów)
    9
Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.