Marilyn Manson: Recenzja płyty “Heaven Upside Down”

0

Chciałem napisać recenzję nowej płyty Mansona, ale gdy się skończyła, zapomniałem, że ją przesłuchałem.

No ok, bez przesady. Po dwóch latach od powrotu do dobrej formy, czyli “The Pale Emperor”, Marilyn Manson dalej łączy siły z Tylerem Batesem i prezentuje światu swoją koncepcję nieba wywróconego do góry nogami – płytę “Heaven Upside Down”. Nie jest to dzieło wybitne, ale i tak lepsze od standardu, do którego przyzwyczaił nas przez ostatnią dekadę, a może i dłużej.

Manson na albumie pierwotnie zatytułowanym “SAY10” zapowiadał zaskoczenie. Pierwszym zaskoczeniem, a raczej niemiłą niespodzianką, było przeciąganie daty premiery. Artysta wspominał o tym albumie już w 2015 roku i pierwotnie miał się ukazać w Walentynki 2016. Ostatecznie został wydany z 1,5 rocznym opóźnieniem. Muzycznie “Heaven Upside Down” miał być natomiast kompletnie inny niż poprzednik, lecz czy rzeczywiście tak się stało? Fani, którzy byli na koncercie Mansona w ramach festiwalu Metal Hammer w Spodku mieli okazję przekonać się, że nowe kawałki rzeczywiście są cięższe, niż na “The Pale Emperor” i w większym stopniu nawiązują do klasycznego brzmienia zespołu Marilyn Manson. Takie utwory jak ‘Revelation #12’, ‘We Know Where You Fucking Live’ i ‘SAY10’ były obiecującą zapowiedzią nowej płyty. Co więc nie wyszło?

Każdy, kto choć trochę śledzi karierę Briana Warnera wie, że jego złota era przeminęła dobrą dekadę temu. Artysta wchodząc w wiek średni stał się mniej kontrowersyjny, a bardziej przewidywalny. Dlatego z okładki nowej płyty zamiast zombie rozpostartego na krzyżu patrzy na nas dość pulchny pan po 40-stce ubrany w wełniany kożuch. Dziwne, bo Manson zawsze dbał o oprawę graficzną swoich albumów (i teledysków), a nagle zaprezentował okładkę tak banalną i amatorską, że szczerze mówiąc nie wiem jakim cudem ten pomysł przeszedł. Mnie skojarzyła się z jakimś przynudzającym bardem i, jak się okazało, byłem dość blisko:

Patrząc na okładkę rzeczywiście można było zadrżeć myśląc o zawartości, ale w końcu zapowiadające album kawałki brzmiały nie najgorzej. I rzeczywiście, pierwsza połowa płyty, czyli ta, na której umieszczone są wszystkie wyróżniające się i grane na żywo numery, jest niezła. Pomiędzy wspomnianymi ‘Revelation #12’, ‘We Know Where You Fucking Live’ i ‘SAY10’ umieszczono bardziej skandowany, niż śpiewany ‘Tattoed in Reverse’ i ‘Kill4Me’ przypominający mi dzięki wyrazistej linii basowej ‘Third Day of a Seven Day Binge’ z poprzedniej płyty. Co do tekstów, Manson w dalszym ciągu uważa, że śpiewanie z pozycji psychopatycznego mordercy to dobry pomysł. Kocham odgłos uderzających o ziemię łusek – śpiewa w ‘We Know Where You Fucking Live’ dopełnionym dość brutalnym teledyskiem. W ‘Kill4Me’ pyta Czy zabiłabyś dla mnie? Nie pocałujesz mnie, dopóki dla mnie nie zabijesz. Czy jest to wiarygodne – oceńcie sami. Natomiast jest lekko niesmaczne wobec wydarzeń, które obecnie dzieją się na świecie i w Polsce. Gdy Manson występował jeszcze w roli obserwatora społeczeństwa pytając Czy kochacie swoją broń? Boga? Rząd? zwracając uwagę na hipokryzję wśród wyznawanych wartości, było to jeszcze uzasadnione. Obecnie jest to moim zdaniem podane zbyt bezpośrednio, jako rozpaczliwa próba wzbudzenia kontrowersji.

Dobre wrażenie jeżeli chodzi o muzykę kończy się na nużącym 8-minutowym ‘Saturnalia’, którego po przesłuchaniu płyty jakieś 10 razy, wciąż nie pamiętam. Kolejne utwory same w sobie nie są złe, ale… są za bardzo podobne do poprzednich. Wchodzi prosty riff, śpiew Mansona, w refrenie firmowy, mniej lub bardziej wyrazisty krzyk, gdzieniegdzie dodana elektronika, 3-4 minuty i kolejna piosenka. Nie ma w nich nic, co mogłoby zatrzymać na dłużej. Szkoda, że Manson ze swoimi muzykami nie przyłożył się bardziej i nie rozwinął pomysłów, nie skomplikował utworów. Tym samym ogólne wrażenie jest takie, że płyty słucha się dość przyjemnie, jednak nie chce się do niej wracać, nie wciąga i słuchacz ma wrażenie, że te wszystkie chwyty zaprezentowane przez artystę słyszał już wcześniej. Chciałbym, żeby Mansonowi chciało się jeszcze stworzyć coś bardziej ambitnego i złożonego. Jak na razie jest w stanie nagrać 10-cio piosenkowy poprawny album, ale jak na jego potencjał to trochę za mało.

1 Revelation #12 4:42
2 Tattooed In Reverse 4:25
3 We Know Where You Fucking Live 4:33
4 Say10 4:19
5 Kill4Me 3:59
6 Saturnalia 7:59
7 Je$u$ Cri$i$ 3:59
8 Blood Honey 4:10
9 Heaven Upside Down 4:49
10 Threats Of Romance 4:38

Wyro(c)k

64%
64%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 (I Can't Get No) Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    6
  • Wokal
    7
  • Brzmienie
    7
  • Repeat mode
    6
  • Oceny czytelników (17 głosów)
    6
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!