Acrid Snack: Recenzja płyty “A Little Story of a Little Trip”

0

Jest w zespołach rapcore’wych coś, co usilnie nasuwa słuchaczowi skojarzenia z buntem, latami 90., zespołami takimi, jak Limp Bizkit czy Rage Against The Machine. Mimo iż recenzowane EP zespołu Acrid Snack czerpie również z wielu innych gatunków i znacznie bliżej mu do Limp Bizkit z wczesnych lat niż Rage Against The Machine to owa atmosfera niebezpiecznej i jakby zakazanej muzyki z powodzeniem towarzyszy około 17 minut minialbum. Jak to więc jest – z czym połączono ten rapcore? Co powoduje, że „A Little Story of a Little Trip” słucha się zwyczajnie przyjemnie? Otóż panowie z Gdańska nie starają się nikogo naśladować, pokazywać, że są bogami gatunku i ten właśnie brak presji wychodzi zespołowi na dobre.

acridddd

Album zaczyna się od niemal post-rockowego intra sugerującego nastrojową przeprawę przez bogactwo idealnie ze sobą skomponowanego wachlarza dźwięków. Po minucie odzywa się jednak pierwszy przester i tutaj czeka na nas niespodzianka. Krzyk połączony z połamanym riffem, a następnie łagodna wstawka z niemalże rozpaczliwym wokalem – przy kawałku ‘Sale’ czujemy się od razu jakbyśmy trafili na krążek zespołu grającego hardcore wymieszany z indie rockiem. Wszystko to polane jest melancholijnym, sennym sosem i wypada naprawdę świetnie jako kawałek otwierający album. ‘Sale’ to jednak jedynie nieśmiała zachęta to pozostania z Acrid Snack na dłużej.

‘Alive’ skręca już bardziej w stronę bezkompromisowego grania rezygnując z łagodniejszych elementów i podkręcając atmosferę między innymi rapcore’owymi scratchcami przywodzącymi na myśl granie wymienionego już Limp Bizkit czy wczesnego Slipknota. Jak się jednak okazuje, przy ‘Alive’ zespół również dopiero się rozkręca. O ile panowie instrumentaliści swoje emocje artykułują w dość zdecydowany sposób, tak odpowiadający za wokal Mateusz „Grucha” Włodarek mógł w kilku momentach bardziej przycisnąć, by zaprowadzić słuchacza na skraj obłędu. Właśnie, ‘Obłęd’…

…czyli jedyny kawałek na EPce, który jest po polsku i… jest zdecydowanie najlepszy. Począwszy od chwytliwego głównego riffu, poprzez instrumentalną galopadę, a na wokalnych popisach skończywszy. Mimo niezłego poziomu poprzednich kawałków, to właśnie po ‘Obłędzie’ pomyślałem: „Jak przyjadą do Łodzi to idę na koncert choćby się paliło”. Tutaj Acrid Snack serwuje słuchaczowi jazdę bez trzymanki w najlepszym, rapcore’owym stylu – wszystkie słowa wykrzykiwane są idealnie w punkt, melodyjny śpiew ograniczony został do minimum, a agresja i wrzask wręcz wylewają się z głośników.

W podobnym tonie utrzymany jest utwór tytułowy, ‘A Little Story of a Little Trip’, wracający jednak delikatnie do subtelniejszych fragmentów cechujących kawałki otwierające EPkę. Brudny, ciężki, a przy tym melodyjny refren, ciekawy przewodni riff, pędzące na łeb, na szyję zwrotki a przy tym ten melancholijny, trudno uchwytny pierwiastek, który udało się Acrid Snack zawrzeć w każdym ze swoich utworów powodują, że „A Little Story of a Little Trip” ma zakończenie, którego nie musi się wstydzić.

Podsumowując, Acrid Snack jest jednym z ciekawszych polskich undergroundowych zespołów, jakie ostatnio dane mi było słyszeć. Panowie potrzebują jeszcze odpowiednio wyważyć swoje setlisty, czasem dać więcej mocy, chwilami coś urozmaicić. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest to kawał porządnego grania, które zarówno za pierwszym, jak i dziesiątym razem wrzucało mi uśmiech na twarz. Co prawda przy ‘Obłędzie’ był on najszerszy… ale najważniejsze, że ani przez chwilę nie zniknął całkowicie. Tak trzymać!

acrid

Wyro(c)k

82%
82%
Ace of Spaces

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    9
  • WOKAL
    8
  • INSTRUMENTARIUM
    8
  • BRZMIENIE
    7
  • REPEAT MODE
    9
  • Oceny czytelników (6 głosów)
    9.2
Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.