Lowtide: Recenzja płyty “In Our Veins”

0

Lubię w muzyce szukać nowych wrażeń, łączenia gatunków, ruszania głową i stosowania niespotykanych wcześniej rozwiązań. Dlatego też z kapelami takimi, jak Lowtide mam zawsze problem, bo nawet jak na rynek trafia bardzo dobre gitarowe rzemiosło to pojawia się mimo wszystko pewna nutka niedosytu, czemu nie postawiono jednego kroku dalej, czemu zagrano coś tak, jak już grało setki kapel wcześniej. Są jednak na „In Our Veins” momenty, dla których tego typu zgorzkniałość i wygórowane wymagania warto poskromić.

lowtide

Zaznaczmy na początku, że większość ciężaru na “In Our Veins” położona jest na wokal bo to on właśnie tutaj ma najwięcej mocy i skupia większość uwagi słuchacza. Mimo iż zespół oficjalnie deklaruje się jako grupa metalcore’owa, to nie charakteryzuje się sterylnością brzmienia czy wyróżniającą się melodycznością. Na wzmacniaczach w studio wyraźnie podkręcono gain, na próżno szukać tu czystego wokalu czy fragmentów stricte łagodnych. Czy w związku z tym Lowtide to bezkompromisowa rzeź? No właśnie… nie.

Jest mocno, ale bez urwania głowy, chwilami łagodniej, ale bez wpadania w balladę i wreszcie wokal, choć mocny i zdecydowany, pozbawiony jest raczej wpływów deathowego growlu. Z tego niezdecydowania jednak Lowtide wychodzi obronną ręką, dostarczając słuchaczowi kawałki takie, jak wyróżniające się wpadającym w ucho refrenem ‘Hard Times’ czy pachnące hardcorem spod znaku Modern Life Is War ‘Reborn’, które atakuje słuchacza zaraz po otwarciu krążka.

Nieco gorzej sprawa ma się w przypadku utworu ‘Need To Know’ który sprawia wrażenie kawałka zawieszonego między wymienionymi powyżej kryteriami – w momencie, w którym zaczyna się obiecująco rozpędzać zwalnia, a kiedy szykuje się element lżejszy do słuchacza dociera mocniejsze uderzenie. Brakuje w tym przypadku uderzenia pięścią w stół i powiedzenia, że ma być tak, a nie inaczej. Tego właśnie oczekujemy od muzyki – drodzy wykonawcy, oddajemy wam naszą uwagę, zróbcie z nami co chcecie. Tego właśnie dostarcza między innymi kawałek ‘Trust No One’. Mocny, potężny, zapewne koncertowy killer. Łagodne intro nie zapowiada nadciągającej galopady riffów, jednak to, co dzieje się przez pozostałe dwie minuty to istna petarda, która ucieszy każdego fana mocnego grania.

Podobne baty słuchacz dostaje w przypadku utworu ‘Among the Falling Stones’, którego otwierający riff nasuwa bardzo przyjemne skojarzenia ze stylem Maxa Cavalery. Aż ma się wrażenie, że zaraz usłyszymy coś o wojsku, policji, buncie i okrucieństwie, a nasze uszy uraczone zostają brazylijskim akcentem. Wpadający w ucho refren z chórkami redukuje nieco ciężar nie zwalniając przy tym tempa. Tym bardziej, że po dwóch jego powtórzeniach wjeżdża przyjemny breakdown, a następnie przyjemny bridge. Nie ma się do czego przyczepić. Z refrenem pokombinowano również w kawałku ‘The Fire Still Burns’ – obecna w nim melodia potęguje przyjemność obcowania z płytą i udowadnia, że chłopaki potrafią ruszyć głową.

Głównie chwalę, trochę ponarzekałem, cóż można jeszcze powiedzieć? ‘Chasing The Bait’ sprawia wrażenie raczej zapełniacza, wyróżnia się co prawda otwierającym utwór basem i późniejszym ciekawym spadkiem tempa, jednak główny riff jest dość sztampowy. Instrumentalny ‘Lifetime’ pokazuje za to, że panowie z Lowtide potrafią napisać ciekawy utwór nie ustawiając siły wypadkowej na wokalu. Niespełna trzyminutowy popis muzyków to jednak nie koniec albumu, a wstęp przed zamykającym krążek ‘Need to Know’, opisanym wcześniej.

“In Our Veins” to kolejna cegiełka w murze dobrych, polskich albumów. Poza drobnymi wpadkami jest to album obiecujący kolejne, jeszcze mocniejsze i dosadne wydawnictwa. Tym bardziej cieszę się, że uciszyłem starego zgreda, który chce coraz więcej, dziwniej lub bardziej oryginalnie. Bo po co? Lowtide pokazuje, że i bez tego można stworzyć dobry album.

Wyro(c)k

72%
72%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    7
  • INSTRUMENTARIUM
    7
  • WOKAL
    8
  • BRZMIENIE
    7
  • REPEAT MODE
    6
  • Oceny czytelników (9 głosów)
    7.6
Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.