Pozostając w letnim, koncertowym klimacie chciałbym Wam przedstawić playlistę nakierowaną na zespoły, które mogą pojawić się na koncercie w Polsce w przyszłym roku. Za miesiąc lub dwa wejdziemy w fazę ogłoszeń na rok 2017 i wielu fanów, w tym mnie, zacznie ogarniać psychoza. Zbieranie funduszy, organizowanie przejazdów i kupowanie wejściówek. Musicie przyznać, że jest w tym urok. I wiem, że Was też to kręci!
1. Metallica – Until It Sleeps
Pewniak. Nowy album ma mieć premierę już w październiku i nie ma możliwości, żeby Lars i ekipa nie pojawili się w Europie. A jak już będą na Starym Kontynencie… Cóż, LiveNation nie przepuści okazji zaproszenia Mety do Polski. Wszystko wskazuje, że trasa skupi się na promowaniu nowego albumu, ale w związku z wypadającą w tym roku rocznicą „Master Of Puppets” można liczyć, że gros utworów z tej płyty również wpadnie do obiegu.
A teraz apel: dajcie szansę „Load”. Chociażby przez wzgląd na singlowe „Until It Sleeps”, do którego klip wygrał nagrodę MTV Video Music Award w kategorii Najlepszy Rockowy Klip w 1996. Wiem, że nagrody nic nie znaczą, ale w tym przypadku zwyciężył najlepszy kandydat. A jakby tego było mało: to bodajże pierwszy utwór muzyczny, który pojawił się jako pirackie MP3.
2. Aerosmith – Lord Of The Thighs
Z obozu Aerosmith dochodzą do fanów nieciekawe wieści. Członkowie zespołu zastanawiają się nad zastąpieniem Stevena Tylera, a parę dni temu Joe Perry zasłabł podczas koncertu Hollywood Vampires (jego stan na chwilę obecną jest określany jako stabilny). Gitarzysta według zapewnień ma szybko wrócić na scenę. Wszystko jednak wskazuje, że zbliża się kres Legendy. Pożegnalna trasa odbyłaby się właśnie w 2017 roku. Nasze agencje koncertowe lubują się w „pożegnalnych trasach” – dla przykładu Black Sabbath, Judas Priest czy Scorpions – dlatego trasa, którą zapewne nazwaliby „Permanent Farewell” byłaby niczym magnes.
„Lord Of The Thighs” to chyba moja ulubiona kompozycja Aerosmith, a cały album „Get Your Wings” jest dziełem udanym. Jak to zazwyczaj bywa w przypadku świetnych utworów, także ten powstał z nadmiaru miejsca na płycie i w charakterze wypełniacza. Zespół na tyle go sobie upodobał, że po dziś dzień jest stałym elementem koncertów.
PS. Zdrowia Joe!
3. Pearl Jam – World Wide Suicide
Trasa Pearl Jam po Europie miała odbyć się już w tym roku. Zespół jednak skupił się na koncertowaniu w Stanach Zjednoczonych i celebrowaniu 25. rocznicy istnienia. Europa musi poczekać na swoją kolej. Za rok Eddie Vedder i reszta zawitają zapewne latem grając kolejne koncerty składające się z 30 utworów. Osobiście nie zamierzam ograniczać się do jednego koncertu – Polska to niestety niewiadoma – i myślami śledzę już koncertową rozpiskę trasy. Berlin, Wiedeń, Amsterdam… i kto wie co jeszcze?
W playliście gra nam „World Wide Suicide”. Wybrany nieprzypadkowo, gdyż jest to idealny utwór na niespokojne czasy, a Pearl Jam znany jest z oddawania w swojej muzyce aktualnych politycznych nastrojów. Szczególnie, gdy nad USA widnieje widmo Trumpa. Brrr!
Dokładną wiwisekcję Pearl Jam możecie znaleźć w naszym nowym cyklu pt. „Dyskografia”.
4. TOOL – Vicarious
Koncertowe marzenie i największa niewiadoma w zestawieniu. Panowie nagrywają następcę „10,000 Days” od 10 lat. Raz po raz pojawiają się plotki, że w studio dzieje się magia, a fani w USA na koncertach otrzymują nowy utwór do odsłuchania, ale końca procesu rejestracji nowej muzyki nie widać. Martwi mnie to szczególnie, gdyż nie widziałem jeszcze kapeli Maynarda Jamesa Keenana na żywo i widnieje ona na samym szczycie mojej listy „must see” (wszyscy mamy takie listy, prawda?). Czy TOOL pojawi się za rok w Europie bez nowego materiału? Pozostaję optymistą i liczę, że zawitają. Tymczasem mała odezwa do wokalisty: Maynard! Zostaw winnice i wpadaj do Europy!
Pytanie do Was: czy jestem osamotniony w stwierdzeniu, że „10,000 Days” to świetna płyta? Wiem, że nie dorównuje poziomem genialnym „Lateralus” i „Aenima”, ale poziom kompozycji jest wysoki. Nie potrafię wyobrazić sobie setlisty bez „Vicarious”. Ba, to chyba mój ulubiony utwór z całej dyskografii.
