30 stycznia 2016 roku polscy fani po raz kolejny mieli okazję przeżyć niesamowity wieczór z muzyką Joy Division i New Order. Na scenie warszawskiego klubu Stodoła wystąpił basista i założyciel obu tych grup – Peter Hook z towarzyszeniem zespołu The Light.
Peter Hook, legendarny basista Joy Division, do Polski przyjeżdża regularnie. W ramach kultywowania dziedzictwa jego macierzystej kapeli oraz osoby Iana Curtisa wystąpił nawet na zeszłorocznym festiwalu w Jarocinie. Tym razem do wykonania dwóch klasycznych płyt mających na stałe miejsce w historii rocka – „Unknown Pleasures” i „Closer” – dodał także set otwierający z utworami New Order. Pomysł ten udał się doskonale, wszak piosenki New Order niczym nie ustępują ich starszym siostrom. Muzycy jedynie w tej części koncertu mają okazję pobawienia się setlistą, dlatego na wczorajszym koncercie polska publiczność otrzymała „Lonesome Tonight”, „Dreams Never End”, „Homage”, „Denial”, „Ceremony”, Everything’s Gone Green” oraz „The Perfect Kiss”. Po 40 minutach grupa zeszła ze sceny, by po parominutowej przerwie powrócić na nią z materiałem Joy Division.

Wraz z rozpoczęciem „No Love Lost” publiczność otrzymała to, na co czekała najbardziej. Piosenki New Order dobrze spełniły swoją rolę przystawek przed głównym daniem, jednak magia wieczoru rozpoczęła się przy okazji pierwszych dźwięków płyty „Closer”. Materiał został zagrany z szacunkiem do oryginału, choć zabrzmiał bardziej energetycznie m.in. ze względu na bardziej zaznaczoną obecność gitary elektrycznej. Świetnie wypadły również „Isolation” oraz „Heart & Soul”. Peter Hook, choć oficjalnie w roli basisty, w utworach Joy Division nie przemęczał się zbytnio graniem na instrumencie. Zastępował go jego syn (podobieństwo uderzające), który na zmianę z ojcem sięgał po bas lub gitarę barytonową co dawało bardzo ciekawy efekt.
Po zagraniu „Closer” zespół znów zniknął za kulisami na parę chwil. Następnie muzycy odtworzyli drugą, choć chronologicznie pierwszą płytę – „Unknown Pleasures”. Słuchacze badający grunt na początku koncertu, tym razem rozkręcili się już na dobre i przy „She’s Lost Control” pogo pod sceną trwało w najlepsze. Wyróżniały się też transowe „Wilderness” (osobne słowa uznania należą się perkusiście, który był niezwykle pewnym punktem zespołu) oraz mroczne, skąpane w czerwonych światłach „I Remember Nothing”. Następnie znów krótka chwila wytchnienia, po której przyszedł czas na bisy.

Publiczność z racji miejsca występu domagała się utworu „Warsaw”, więc nie mogło być innej możliwości – specjalnie dla polskich fanów ten utwór pojawił się w setliście i zabrzmiał wybornie. Następnie równie żywiołowe wykonanie „Transmission”, a na nieuchronnie zbliżający się koniec klasyk „Love Will Tear Us Apart” obowiązkowo z udziałem setek rozentuzjazmowanych gardeł śpiewających razem z uśmiechniętym Peterem.
Po 2,5 godzinach koncert dobiegł końca i choć może się wydawać, że taki ogrom materiału, jaki został zaprezentowany jest ciężki do strawienia na jeden raz, muszę przyznać, że czas minął niesamowicie szybko. Zespół zaprezentował wykonanie nieśmiertelnych klasyków na wysokim poziomie, a sam frontman, choć mało rozmowny, wydawał się niezwykle entuzjastyczny. Z pewnością Peter Hook & The Light to nie żaden tribute-band Joy Division i tęsknota za starymi czasami, lecz piękne oddanie hołdu swoim wczesnym dokonaniom i zmarłemu Ianowi Curtisowi. Dzięki występowi publiczność mogła poczuć się najbliżej twórczości Joy Division jak to tylko możliwe. Niewątpliwie wielu fanom ten wieczór zapadnie na długo w pamięci.
![Peter Hook & The Light: Relacja z koncertu w Stodole [30.01.2016]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2016/01/peterhook1.jpg)