Wokalista grupy odniósł się ostatnio do reakcji sympatyków Machine Head na zespoły, które wybierają do otwierania swoich koncertów. Z jego słów wynika, że nigdy nie jest ona pozytywna. Przywołuje niedawną, przykrą sytuację z jednym z supportów. Zdradza także, jaki status chciałby osiągnąć jako band oraz jak wypływa na nich granie koncertów. W wywiadzie z Interia (przez Blabbermouth) Robb mówił:
Wybieramy supporty już od 23 lat. I mówię ci, ludzie nigdy nie lubią zespołu, na który się zdecydujemy. Wzięliśmy kiedyś Bring Me the Horizon. Myślałem, że zostaną świetnie przyjęci, ale zamiast tego nasi fani rzucili w nich kubłem na śmieci. Nadszedł taki czas, że metal generalnie gra się na festiwalach i tego typu rzeczach, gdzie jest 160 różnych zespołów. I wiesz, myślisz o Paulu McCartney’u czy Bruce’ie Springsteenie, którzy nie przyjeżdżają z 7 innymi bandami. To po prostu Bruce Springsteen, to po prostu The Rolling Stones. I wiesz co? To jest status, o którym marzymy. Naprawdę, naprawdę cieszymy się graniem na tych wszystkich show w stylu „Evening With”. Zaczęliśmy to robić przy okazji ostatniego albumu. 250 z 283 wszystkich naszych występów to były właśnie takie koncerty. Graliśmy 2,5 czy 3 godziny i to było cholernie niesamowite. To nas totalnie ożywiło jako zespół. Zmusiło do odkurzenia wielu numerów. Sprawiło, że gramy lepiej. Uczyniło trasę ciekawszą. Kochaliśmy to i zamierzamy to kontynuować.
