Na swoim oficjalnym blogu Scott Ian w zw. z minioną 25-rocznicą śmierci Cliffa Burtona popełnił wpis, w którym przywołuje wspólnie spędzone z nim chwile w Londynie 1984r., dzięki czemu poznajemy kolejny ciekawy kawałek historii, kolejną nieopowiedziana wcześniej anegdotę o tym, jak to wyprawa po walkmana wpakowała ich w sprawę narkotykową i za kraty:
’Wszystko, czego chciał, to nowy walkman’
7 września przypieczętował 25. rocznicę śmierci Cliffa Burtona.
Znałem Cliffa przez trzy lata i w tych latach zostałem dobrym przyjacielem jego i Kirka, to więzi, które przetrwały próbę czasu. Byliśmy jak trzej muszkieterowie, kiedy przebywaliśmy razem, a dane nam było razem spędzać czasu sporo w tamtych dniach. Wszyscy wschodziliśmy w tym samym czasie i hulaliśmy w swych kapelach, muzyka, scena i styl życia. Kochaliśmy kurwa Metal!
To jedno z wielu moich miłych wspomnień Cliffa, jakie mam. Usiądźcie ze swoim ulubionym piwem i miłej lekury.
’W klubie Marquee, marzec 1984r. 'Zdaje mi się, że to dzień po tym, jak nas aresztowano.’
W marcu 1984r. byłem w Londynie i robiłem promo naszego pierwszego albumu Fistful Of Metal. Metallica również była w Londynie, bo mieli być w trasie z The Rods i Exciterem w UK, ale trasa została odwołana. Byli w środku prac nad Ride The Lightning w Danii, ale nie mogli wrócić do studia, bo było zarezerwowane na czas, gdy mieli być w trasie. Music For Nations załatwiło im mieszkanie i wyszło tak, że zatrzymałem się w nim z nimi.
Jak możecie sobie wyobrazić, działy się bardzo zwariowane rzeczy. Zbyt dużo alkoholu. Zbyt dużo wszystkiego. Imprezowaliśmy non-stop i bawiliśmy się jak nigdy w życiu. Grupa 20-letnich dzieciaków w Londynie żyjących swoim snem.
Jednego dnia Cliff i ja poszliśmy do sklepu, żeby Cliff kupił sobie walkmana. Byliśmy na stacji metra i dwóch policjantów podeszło do nas i zapytało, czy posiadamy narkotyki. Odparliśmy, że nie, to ci niespodzianka. Ale prawda była taka, że nie mieliśmy. Ciągle nam powtarzali, że powinniśmy im po prostu powiedzieć, co mamy i sprawy potoczą się dla nas lepiej. My im ciągle powtarzaliśmy, że niczego nie mieliśmy. Zdaje mi się, że nam nie uwierzyli, takim dziwolągom w długich włosach, bo nas aresztowali i zabrali na posterunek. Zabrali nam wszystkie ubrania i umieścili w osobnych celach. To nie były cele z kratami, miały solidne drzwi z małym okienkiem, które mogli odsłonić z zewnątrz. Siedziałem w betonowym pomieszczeniu 6×6 [na nasze 3.5mx3.5m – red.]bez żadnych okien, w bieliźnie, przez pięć godzin bez żadnego kontaktu z kimkolwiek. W pewnym momencie usłyszałem głos Cliffa i zacząłem walić w drzwi krzycząc na nich, żeby mi powiedzieli, co się dzieje. Gliniarz otworzył okienko w drzwiach i powiedział mi, że „zabierali mojego kolegę z powrotem do mieszkania, żeby mogli je przeszukać.” Najwyraźniej znaleźli pastylki na przeziębienie Cliffa w jego płaszczu i założyli, że to nielegalne środki. Zdaje mi się, że nie słyszeli w Anglii wtedy jeszcze o Sudafedzie. Wysłali pastylki do laboratorium, żeby je przebadać, ponieważ nie wierzyli Cliffowi, gdy im powiedział, że to tylko lek na przeziębienie. Więc teraz zabierali go z powrotem do mieszkania i naprawdę się wtedy poddenerwowałem, bo wiedziałem, że miał tam trawę. Gdyby znaleźli tą trawę, mielibyśmy przejebane. Wszystko, co mi przychodziło do głowy, to ten film Midnight Express, w którym zamykają gościa w Turcji za przemyt i wysyłają do tureckiego więzienia, i nikt nie widzi go przez lata, a on odgryza gościowi język i całuje cycki przez szybę. Randy Quaid w tym gra. Dźgają go w dupę.
W każdym razie, wyobrażałem sobie, że wyślą nas gdzieś bez słowa i nikt o mnie więcej nie usłyszy. Łatwo jest popaść w irracjonalizm, gdy nigdy nie było się za nic aresztowanym i siedzi się w zimnej, betonowej celi w obcym kraju w samej bieliźnie przez pięć godzin bez bladego pojęcia o tym, co się dzieje.
Minęły jakieś kolejne dwie godziny i drzwi celi otworzyły się, a gliniarz podał mi moje ubrania i powiedział, że mam iść do biura kapitana. Czy byliśmy w pociągu w jedną stronę do dźgania w dupę?
Ubrałem się i poszedłem za gliniarzem do biura kapitana. Ku mojemu zaskoczeniu, Cliff już tam był rozkładając się w fotelu z wielkim uśmiechem Kota z Cheshire. Zrozumiałem, że z nami OK, ale nadal nie miałem pojęcia, co się stało i jakim cudem nie znaleźli trawy w mieszkaniu.

Kot-Dziwak z Cheshire z 'Alicji W Krainie Czarów’
Kapitan zaczął nas przepraszać i mówić nam jak „bardzo mu przykro za tą pomyłkę i że fałszywie oskarżono nas i że pastylki na kaszel faktycznie były pastylkami na kaszel etc. etc.” Odwaliło mi.
Zacząłem się na niego drzeć, gestykulując szeroko rękoma (sprawy trochę mi się rozmywają w tym momencie, jako że byłem tak poruszony). Pamiętam, że powiedziałem kapitanowi, że „chuj mnie obchodzą te przeprosiny” i „jak oni śmieli zrobić nam to, co zrobili” i „tylko dlatego, że mamy długie włosy nie znaczy, że jesteśmy pieprzonymi kryminalistami” i cała garść pozostałej retoryki. Kapitan powiedział, 'Wydaje mi się, że policja w Nowym Jorku zrobiłaby to samo”, a ja odwrzasnąłem, że „policja w NYC ma lepsze rzeczy do roboty niż aresztowanie dwóch niewinnych ludzi, tylko dlatego, że mają długie włosy i podejrzewa się, że mogą mieć narkotyki.” Byłem wściekły. Byłem zbyt zły, by zdawać sobie sprawę, że wrzeszczałęm na kapitana brytyjskiej policji, który bardzo łatwo mógł wsadzić mnie z powrotem do celi. Cliff patrzył na mnie, jakbym był szalony i stuknął mnie w nogę parę razy, próbując sprawić, żebym się kurwa zamknął. W końcu przystopowałem i nas puścili. Ostatnie słowa kapitana „Przepraszam, że tak się czujecie” dzwoniły w moich czerwonych ze złości uszach.
Jak tylko znaleźliśmy się na zewnątrz zapytałem Cliffa, co się do cholery stało w mieszkaniu. Powiedział mi, że weszli (Cliff i sześciu policjantów) do mieszkania, a Kirk był w salonie grając na gitarze. Policjanci kontynuowali przeszukanie mieszkania przez godzinę bez rezultatu. Nie mogli znaleźć niczego. Zapytałem Cliffa, gdzie schował trawę, jakby miał jakąś super tajną skrytkę to składowania swojego gówna. Zaczął się śmiać i zapytał mnie, gdzie w pierwszej kolejności poszukałbym, gdybył był gliniarzem szukającym drugów. Powiedziałem mu, że pod materacem w łóżku.
Dokładnie.
Trawa była pod jego materacem, a gliny nigdy tam nie zajrzały!! Nie mogłem w to uwierzyć. Bogowie Metalu spoglądali na Cliffa i mnie tego dnia.
Nie trzeba mówić, że bardzo się cieszyliśmy ze swojej wolności. Zapiliśmy to przez całą noc i zdaje mi się że Cliff, Kirk i ja wylądowaliśmy na trawniku niczego niepodejrzewających Brytyjczyków siłując się wśród żywopłotów w bardzo wczesnych godzinach porannych.
Cliff nigdy nie kupił sobie tego walkmana.
Spoczywaj w spokoju mój bracie.
Pozdrowienia,
Scott
