W niedawnym wywiadzie dla Noisey, którego udzielił Lars Ulrich, został poruszony temat inspiracji muzycznych. Perkusista Metalliki został zapytany, czy wciąż czuje, że granie w zespole jest dla niego inspirujące, na co odparł:
10 czy 30 lat temu było inaczej. Myślałeś „O mój Boże, Guns N’ Roses. O mój Boże, kim są ci kolesie z Nirvany?! Oasis!” Słyszałeś o nich i natychmiast chciałeś ich spotkać. W dzisiejszych czasach nie ma żadnych zespołów, które silnie by na mnie oddziaływały. Ostatni raz, gdy pomyślałem: „O kurwa! To naprawdę mnie inspiruje” był przy okazji zespołu The Sword, z Austin, Teksasu. Stoner rock, coś w stylu nowoczesnego Black Sabbath. Super fajne granie. Pojawili się 7 czy 8 lat temu i po prostu musiałem zabrać tych kolesi w trasę.
Jest też norweski zespół o nazwie Kvelertak. Takie kapele to jednak rzadkość. Nie jest to czarno-białe oświadczenie. Znam się teraz lepiej na filmach, bo śledzę je bardziej niż muzykę. Nie wykluczam, że nagle pojawi się niesamowita grupa, która chlaśnie mnie prosto w twarz. Nie wykluczam tego. Po prostu jest takich zespołów coraz mniej i mniej.
Mniej sceptyczny wobec nowszych kapel jest gitarzysta Metalliki, Kirk Hammett, który określił ostatnio francuską Gojirę „prawdziwym dziełem sztuki„. Muzyk nie ukrywał też swojego uwielbienia do Meshuggah, z którym wystąpił w 2015 roku, podczas swojego festiwalu Fear FestEvil.
Wspomniany przez Larsa The Sword powstał w gruncie rzeczy w 2003 roku, a swój pierwszy album studyjny, „Age Of Winters”, wydał 3 lata później. Grupa rzeczywiście występowała wielokrotnie z Metallicą – pierwszy raz podczas europejskiej trasy w 2008 roku, następnie na koncertach w Australii, Nowej Zelandii i Japonii 2 lata później oraz w roku 2012, w trakcie imprezy Orion Music + More.
We wspomnianej wcześniej rozmowie z Noisey Ulrich opowiadał też o swoich aktualnych, życiowych priorytetach, stawiając rodzinę na najwyższym miejscu.
