Pora rozłożyć na czynniki pierwsze jubileuszowy numer Metal Hammer. Wydany w czerwcu nr 300 zmobilizował redakcję do kilku specjalnych akcji. Przede wszystkim, już na wstępie dostaliśmy „Metal Hammer Story”, który dzięki opowieściom i licznym zdjęciom opowiada o rozwoju polskiego Młotka w latach 1990-2016. Również z okazji okrągłego numeru przygotowane zostały trzy zestawienia: „30 płyt z naszych 300 albumów miesiąca”, „10 najważniejszych albumów z lat 1990-2016”, do których ustosunkowaliśmy się TUTAJ.
Na deser zaserwowano „płyty gorszego sortu”:
Metallica – St. Anger, Guns n’ Roses – Chinese Democracy, Tool – 10000 Days, Megadeth – Risk, Chris Cornell – Scream, Korn – The Path to Totality, Celtic Frost – Prototype, Sepultura – Against, Ozzy Osbourne – Black Rain, The Smashing Pumpkins – Zeitgeist.
Dalej było już raczej standardowo.
WYWIADY
Maciej Majewski: Przyznaję, że druga część „The Fall Of Hearts” z utworami takimi jak „Serac”, czy „Last Song Before the Fade” prezentują się świetnie. Natomiast „Shifts” brzmi jak utwór… Opeth. Co kryje się za tym utworem?
Jonas Renske (Katatonia): (śmiech) Ten utwór rzeczywiście nieco różni się od pozostałych. Jest autorstwa Andersa. I kiedy przysłał mi szkic tego numeru, poczułem, że wymaga on specjalnego podejścia od strony tekstowej. Czegoś bardziej głębokiego i dramatycznego Odniosłem wrażenie, że ta piosenka mogłaby powstać w latach trzydziestych lub czterdziestych ubiegłego wieku – w czasach II wojny światowej. Starałem się napisać tekst z perspektywy żołnierza, mającego świadomość, że w każdej chwili może zginąć. Ta piosenka mogłaby być jego listem wysłanym do domu, do rodziny, do ludzi, których kocha. Jest bardzo smutna, ale ma w sobie jakąś siłę, która każe się nie poddawać wojnie i nie zatracać się w walce. Myślę, że jest wyjątkowa i bardzo ją lubię.
Arek Lerch: Zawsze bardzo podobały mi się wydania płyt Swans. Ujednolicona typografia, oszczędność formy – czy tym razem będzie podobnie? Pytam, bo niestety, na razie musiałem wysłuchać muzyki w internecie…
Michael Gira (SWANS): Będzie podobnie, bo bardzo sobie cenię taki sposób opakowywania płyt. Ostatnio komuś skojarzyło się to z Albertem Ensteinem, który ponoć nosił takie same garnitury, żeby nie tracić czasu na głupoty, co pewnie jest zwykłą plotką. Ale faktycznie, staram się, by przy całej artystycznej oprawie to muzyka przemawiała do słuchacza, była najważniejsza. Myślę, że dajemy słuchaczom taką dawkę dźwięków, swojej duszy, przemyśleń i wysiłku, że opakowanie schodzi na dalszy plan. Dlatego słuchając muzyki w Internecie i tak obcujesz z naszą nową muzyką w 90%.
Maciej Krzywiński: Jesteś Meksykaninem, który znalazł się w Londynie. Jak do tego doszło?
Diego Tajeida (Haken): Decyzję podjąłem jako osiemnastolatek. Postanowiłem przeprowadzić się do Londynu, by studiować muzykę współczesną, a później również produkcję nagrań. To było w 2006 roku, upłynął już szmat czasu. Po drodze spotkałem chłopaków z zespołu. Na decyzję o wyjeździe wpłynęło i to, że chciałem zyskać odmienną perspektywę w postrzeganiu muzyki. No i większość zespołów, które podziwiałem, pochodziła z Wielkiej Brytanii. Oczywiście wydaje się, że prostszym rozwiązaniem byłaby do Stanów Zjednoczonych – w końcu z Meksyku jest zdecydowanie bliżej – ale muzyka, i w ogóle kultura, Wielkiej Brytanii przemawiały do mnie jednak o wiele mocniej.
Maciej Krzywiński: Słyszałeś pogłoskę, że Metallica próbowała odkupić swój stary garaż?
Rob Cavestany (Death Angel): Że co?
MK: Chcieli kupić miejsce prób, w którym hałasowali na początku lat osiemdziesiątych, by odkorkować inspirację.
RC: Cokolwiek im służy… Poszukiwanie inspiracji to nic złego, a jeśli stać ich na taki manewr, to dlaczego nie? Gdybym miał wystarczająco dużo kasy, z przyjemnością pojechałbym do innego kraju i nasycił się jego atmosferą, by zyskać inspirację. Wiem, że kapele które podziwiam, tak właśnie robią.
Rafał Monastyrski: Rozmawiamy dosłownie w przeddzień trasy koncertowej Scream Maker po Chinach. To, zdaje się, nie po raz pierwszy? Tym niemniej nie mogę nie zapytać, czy przypadkiem nie oczekujecie tam popularności równej Bayer Full (śmiech)?
Michał Wrona (Scream Maker): Masowa popularność w rozumieniu nam tam nie grozi, no ale jakby te marne kilka milionów ludzi kupiło nasz nowy album…(śmiech) Pozdrawiam czytelników i zachęcam do głośnego odpalenia jakiegoś naszego numeru, bo to da więcej niż jakiekolwiek gadanie o muzyce.
Maciej Majewski: A czy zarejestrowałeś tym razem jakiś cover, tak jak to zrobiłeś w przeszłości np. z „Wasted Years” Iron Maiden?
Daz Fafara (Devil Driver): Tym razem nie nagraliśmy żadnych coverów, jednak rozmawiam z wytwórnią na temat wypuszczenia całego albumu z coverami. Wydanie czegoś takiego dla zabawy wydaje mi się w porządku. Bo tym właśnie jest muzyka – zabawą.
Maciej Majewski: Kto nagrał ten piękny wokal w utworze tytułowym?
Adam Waleszyński (Tides From Nebula): Iza Komoszyńska z Sorry Boys. Wcześniej tego wokalu nie było w ogóle w planach. Gdy numer był już właściwie zamknięty, Przemek zaproponował, że może by tak wpuścić do niego wokal. Od razu pomyśleliśmy o Izie. Zarejestrowała to w dwie godziny. Ten wokal jest dość sprytnie schowany i pełni raczej rolę kolejnego instrumentu. Natomiast nie wyobrażam sobie obecnie tego kawałka bez tego wokalu.
Maciej Majewski: Ponownie zagracie w Polsce – 7 sierpnia zagracie w Warszawie. Pamiętasz waszą poprzednią wizytę w naszym kraju?
Cormac Neeson (The Answer): Pamiętam jak najbardziej. To był festiwal w zamkniętej hali (The Answer wystąpili w listopadzie 2011 roku na Hard Rock Heroes Festival w katowickim „Spodku” – przyp. MM) i jednocześnie nasz pierwszy występ w Polsce. Mało brakowało, a nasz basista Micky Waters zostałby z niego wykluczony. Okazało się, że otworzył piwo na backstage’u, co było zabronione, gdyż alkohol można było spożywać tylko w garderobie. Podeszło do niego trzech rosłych panów z ochrony i wyprosili go za drzwi. Próbował im wytłumaczyć, że nie wiedział o zakazie wnoszenia alkoholu na backstage, ale jego znajomość polskiego jest raczej nikła (śmiech). W końcu udało mu się przekonać jednego z nich by go puścił z powrotem do garderoby. Paul (Mahon, gitarzysta The Answer – przyp. MM) i ja przyglądaliśmy się temu z daleka i z jednej strony zastanawialiśmy się, co będzie, jeśli ochrona faktycznie nie wpuści Micky’ego na nasz koncert. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Pamiętam też, że headlinerem na tym festiwalu było Whitesnake. Tak wiec byłą to ciekawa przygoda i mam nadzieję, że tegoroczna również taka będzie.
Maciej Majewski: „Agony” brzmi dużo gęściej, a momentami nawet ciężej, niż „Victim Of Yourself”. Kawałki takie jak „Cyber-War”, „Devastation” czy „Hostages” są tego najlepszym przykładem. Natomiast zwróciłem uwagę na to, że na płycie nie ma zbyt wielu solówek gitarowych. Dlaczego? Prika nie lubi ich grać?
Fernanda Lira (Nervosa): (śimech) Chodzi o to, że na „Agony” chciałyśmy zabrzmieć jak najbardziej naturalnie. Prika (Amaral, gitarzystka Nervosy – przyp. MM) po prostu doszła do wniosku, że nie w każdym numerze potrzebne jest solo na gitarze. U nas odbywa się to bardzo demokratycznie. Szanujemy swoje pomysły. Nie chciałyśmy przeładować płyty solówkami. Zresztą Prika podchodzi do gitary bardzo riffowo, akordowo, tak jak Max Cavalera. Poza tym ja też uważam, że popisy solowe nie są niezbędne. Jeden z moich ulubionych zespołów Toxic Holocaust na swojej płycie „And Overdose Of Death” (wydanej w 2008 roku – przyp.) nie ma ani jednej solówki gitarowej, a płyta brzmi zajebiście!
W rozmowie z Piotrem Stypką:
Kuba Płucisz: (…) Kiedy pojawiły się płyty „Mój Dom”, „1993 rok”, to był moment w którym szliśmy w górę, wszyscy mówili „super, super”. Zapełnialiśmy pełne hale, to dzisiaj jest nie do pomyślenia, bo teraz publiczność jest trochę bardziej leniwa. Nie ruszą dupy z domu nawet na koncert wielkich gwiazd, ludzie wolą usiąść w domu przed komputerem i kliknąć w link, żeby coś obejrzeć.
Maciej Majewski: A co z książką z anegdotami z życia Motorhead w trasie i nie tylko. Czy pojawi się w tym roku?
Phil Cambell: O, na pewno nie w tym roku. Nawet nie zacząłem jej jeszcze pisać, bo zająłem się muzyką na solowy album. Ale zapewniam Cię, że będzie to zabawna opowieść z mnóstwem anegdot i historii. Myślę, że wiele osób nie uwierzy, że takie rzeczy miały miejsce. Każdy, kto mnie zna – nie uwierzy (śmiech).
Rafał Monastyrski: Wasz debiut otwiera numer „First Wave Black Metal”. Czy to deklaracja muzycznej przynależności?
Heretik Hellstorm (Ragehammer): Raczej nie. Nie jest to też taki po prostu hołd herosom Pierwszej Fali. Raczej moja refleksja na temat tego, jak zmieniło się pojęcie „Black Metal” przez te lata, odkąd Bogowie (Venom, Hellhammer, Sodom, Bathory etc.) chodzili po ziemi i jak to pojęcie się zdegenerowało. Od zakazanej i niebezpiecznej muzyki, po totalną degrengoladę i kolejny trend dla dyletantów. Poza tym jedynka Running Wild to JEST Black Metal.
Maciej Miskiewicz: Wygląda na to, że średni czas, jaki muzyk jest w stanie wytrzymać w składzie Aborted to trzy lata. Mam taką teorię, że po 36 miesiącach dzieje się coś naprawdę okrutnego i większość wymięka. Muzycznie jesteście dość brutalni. Na poziomie interpersonalnym jest podobnie?
JB van der wal (Aborted): Okrutnie pierdzimy w tour busie. Mamy też dość brutalne poczucie humoru. Może chodzi o to. Jeżeli spojrzysz na obecny skład – to poza Ianem – wszyscy muzycy są w zespole co najmniej od czterech lat. To dowód na to, że jesteśmy przemiłymi kolesiami, piszącymi brutalną muzykę. Nie ma mowy o żadnej przemocy. Ale jeżeli sporo koncertujesz, a przy tym chcesz utrzymać swoją pracę, to czasami trzeba dokonywać trudnych wyborów. czasami poświęcasz się na rzecz zespołu. Czasami zespół zostaje poświęcony na rzecz stabilizacji. To całkowicie zrozumiałe.
Rafał Monastyrski
Wojciech Lis: (…) A poważniej: „Decybelowy obszar radiowy” jest z jednej strony dla tych, którzy czytając lubią dać się ponieść fali sentymentu, ale także – choć to nieskromnie zabrzmi – chciałbym, aby był przewodnikiem właśnie dla młodzieży poszukującej wiedzy o tym, w jaki sposób ukształtowała się w Polsce scena rockowa.
Rafał Monastyrski: Jako pierwszy singiel krążek promował jeden z agresywniejszych w zestawie utwór tytułowy. ALe już teledysk nakręciliście do najbardziej nowoczesnego „The Past”. Z którym obliczem czujecie się lepiej?
Paweł Ostrowski (The Sixpounder): Z każdym. I agresywnym, i nowoczesnym. Każdy z numerów na płycie w pełni oddaje to, co chcieliśmy w danej chwili przekazać. Utwory są różne, ale z każdym w pełni się utożsamiamy. I „True To Yourself”, i „The Past”, to jesteśmy w 100% my. Ludzie mogą odczuwać u nas rozbieżność stylistyczną, ale my w takiej właśnie różnorodności czujemy się najlepiej. Nie zamykamy się na żadną opcję.
Z liderem zespołu Wardruna rozmawiała Paulina Magdalena Mazur:
Einar Kvitrafn Selvik (Wardruna): Kiedy napisałem z Wardruną muzykę do „Wikingów” w reżyserii Michaela Hirsta, siłą rzeczy zaczęto kojarzyć z nimi naszą muzykę. Ogromnym plusem całego przedsięwzięcia jest sporo nośność tej filmowej produkcji. Nasz udział w jej powstaniu przyczynił się na pewno do rozpoznawalności Wardruny w muzycznym świecie. Prawda jest taka, że osobiście uważam samych Wikingów za najmniej ciekawy okres w historii dawnych czasów (śmiech). Nie to, że nie są ciekawi w ogóle. Dużo ciekawsze dla mnie jest jednak to co działo się jeszcze wcześniej. Odkąd pamiętam, najmniejsza wzmianka o nieujarzmionych jeszcze przez historyków czasach przed Wikingami, kiedy istnienie magii uważane było za najoczywistszą oczywistość, a siły natury traktowane były z najwyższym respektem, budziła we mnie jakąś wewnętrzną tęsknotę i ciekawość. Zacząłem czytać, zgłębiać, pytać, docierać do rozmaitych derwiszy, którzy opowiadali mi swoje mniej lub bardziej podkoloryzowane historie (śmiech). No i wkręciłem się maksymalnie. Przygoda z Gorgoroth’em zdecydowanie nie była moim ulubionym przystankiem na muzycznej drodze. Siedzenie za bębnami i nawalanie to nie do końca moja bajka. Było to na pewno fajne doświadczenie, bez którego nie dowiedziałbym się, że tak naprawdę nie przepada za występami na scenie (śmiech). Nigdy też nie identyfikowałem szczególnie z tą twórczością.
Maciej Krzywiński: Masz jeszcze w tym kotle czas, żeby rozsiąść się na kanapie i posłuchać swoich ulubionych płyt z przeszłości?
Thomas Hertler (Massacre Records): Nie ma na to zbyt wiele czasu. W domu czekają dzieci i inne obowiązki, a kiedy wybija dwudziesta druga, to tak naprawdę mam już po całym dniu dość muzyki. Oczywiście chadzam na koncerty ulubionych kapel, ale gdzieś w głowie wciąż tli się perspektywa biznesowa. Często ktoś poleca mi jakiś zespół, a ja jestem już spaczony do tego stopnia, że słucham nie jako fan, ale wydawca. Często te nagrania mi się podobają, ale zarazem wiem, że nie zdołałbym ich sprzedać.
FELIETONY
Michał Czaplicki popełnił natomiast artykuł dotyczący historii dołączenia Briana Johnsona do AC/DC. Poniżej fragment:
(…) W lutym 1981 roku koncertowali w Australii i po ich występie w Sydney na backstage’u pojawiła się matka Scotta – Isa. Powiedziała do Johnsona coś, co szczególnie go poruszyło: Nasz chłopak Bon, byłby z ciebie dumny synu. Cały ten album jest celebracją życia Bona – wspomina Johnson – chłopcy stracili swojego przyjaciela i wspaniałego wokalistę. Przeszli przez to wszystko razem i byli bardzo zgraną paczką…
Piotr Stypka rozpisał się w temacie space rocka, a Rafał Monastyrski o speed metalu. Pierwszy z wymienionych popełnił także felieton o zespole TANK w ramach cyklu heaven/hell.
Book zapłać
Wojciech Lis – Decybelowy obszar radiowy
Rafał Monastyrski:
(…) Z wypowiedzi blisko 70 osób wyłania się zaskakująco spójny obraz idealizujący w znacznym stopniu obraz radia z lat 90. włącznie, a dość bezwzględny dla procesów jego komercjalizacji w okresie późniejszym. Bezwzględny… ale może zgorzkniały, skoro wypowiadają się osoby, które do młodzieży dawno nie należą?
The People’s Republic of Wacken
Rafał Monastyrski: (…) Pięknie wydany w efektownym formacie A3 w sztywnej oprawie, o wadze gatunkowej blisko 2,5 kg, stanowi on przede wszystkim gratkę dla oka. Kto będzie doszukiwał się tu obszernej zawartości merytorycznej, ten otrzyma niewiele: historię festiwalu w pigułce (anglo- i niemieckojęzycznej), garść wspomnień jego organizatorów, kilkanaście krótkich wypowiedzi muzyków (m.in. Lemmy, Alice Cooper, Nergal, Biff Byford, Gaahl) i jeszcze bardziej zwartych – uczestników festu. Tylko tyle. Za to AŻ tyle otrzymają wszelkiej maści wzrokowcy, a zwłaszcza miłośnicy fotografii koncertowej.
Piotr Stypka – Nazwa! Nazwa! Królestwo za nazwę!
Autor rozpisał się w temacie nietypowych nazw zespołów. Przytaczamy kilka ciekawych przykładów: Vaginal Penetration, Złośliwy Pomruk Odbytnicy, A million Dead Birds Laughing, I’m from the Government and I’m Here to Help, Vegan Black Metal Chef
Wojciech Kałuża w rubryce Przesłuchanie postawił na Stonerror – Rattlesnake Moan, Solitary – Time Machine oraz Asperatus – Warped Reality
RECENZJE
Płyta miesiąca – Monument „Hair Of The Dog”
Rafał Monastyrski:
(…) Kto jednak ma ochotę na pełną muzycznych wrażeń podróż wehikułem czasu wprost na ekscytujące lata 80., gdy klasyczny heavy metal święcił największe triumfy, nie powinien wahać się ani chwili. To dla Was Monument nagrał „Hair Of The Dog”.
Najlepsze noty zebrały takie krążki, jak: Kristoffer Gildenlow – The Rain, Bloodthirst – Glorious Sinners EP, Ragehammer – The Hammer Doctrine, Pain Of Salvation – Remedy Lane Re:visited (Re:mixed & Re:lived), Nothing – Tired of Tomorrow,
RELACJE
Rafał Monastyrski spisał swoje wrażenia z koncertu Destroyer 666, Bolzer, Trepaneringsritualen oraz Death To All i Obscura. Ten drugi opisał tak:
(…) Czegokolwiek w dyskografii Death by jednak muzycy nie zagrali, to zapewne i tak spotkałoby się z entuzjazmem, bo przecież słabych utworów ten band swoim logo nie firmował nigdy. Dlatego należy je przypominać, takżę w wydaniu scenicznym. To zresztą jest główny powód, dla którego w pełni popieram inicjatywę funkcjonowania Death To All. Nie interesuje mnie, kto i ile na tym zarabia, ważna jest sama muzyka, niepodważalne kompetencje i radość ze słuchania.
Redakcji Metal Hammera życzymy kolejnych 300 numerów!

