Alice In Chains wchodzi do studia

0

Każdy wie, że Alice in Chains nie ma łatwego życia.  Po śmierci Layne’a Staley’a potrzeba było czterech lat, aby grupa wróciła do koncertowania, co przełożyło się w 2008 r. na nagranie “Black Gives Way To Blue”, wydanej rok później.

Sam obecny frontman William DuVall przyznał, że po intensywnym koncertowaniu AiC potrzebuje oddechu i zastanowienia się co dalej.

Jak widać muzycy doszli do konsensusu, ponieważ basista Mike Inez w wywiadzie dla Framus & Warwick powiedział:

Dziś opuszczam studio, po czym jadę do następnego narobić trochę hałasu.

Cały wywiad jest dostępny na kanale Youtube firmy, gdzie został podzielony na cztery części.

Ponadto Mike jeszcze dodał:

Tak, ciężko pracujemy. Zawsze czymś jesteśmy zajęci, to znaczy tym co w danym momencie robimy. Po prostu gramy, a zazwyczaj cała reszta przychodzi razem.

Dawniej przejmowaliśmy się etykietą, zarządzaniem i… cały zespół w to wszedł. Wiesz, to jest biznes i wszystko się do niego sprowadza, więc sale, do których idziemy, są dla nas niczym kluby. Będąc tam próbujemy się nie skupiać na interesach. Chcemy się tym bawić i staramy się, by nasze otoczenie również miało z tego frajdę.

Bycie dwadzieścia godzin w studiu nie jest zabawne. Jest świetną pracą, lecz próbujemy z tego zrobić nasz własny klub, odcinając się w pewnym sensie od biznesu. Wciąż bawimy się w tej piaskownicy, by nagrać coś nowego. W każdym razie dalej siedzimy w tym razem, mieszkając w tym samym mieście i zamykając się w tym samym pokoju.

I tak właściwie dziś jest nasz pierwszy dzień, a ja już się spóźniłem, ponieważ rozmawiam z tobą (śmiech), co pokazuje jak bardzo profesjonalni jesteśmy.

Inez opisał również, jak zmienił się przez lata sposób nagrywania Alice In Chains:

Są takie albumy jak “Jar of Flies”, gdzie byliśmy pomiędzy trasami i napisaliśmy, nagraliśmy i zmiksowaliśmy go w dziesięć dni. Pamiętam, że Jerry Cantrell miał jedną piosenkę, która nazywała się ‘Don’t Follow’ i była jedną z tych późniejszych, lecz poza tym nie mieliśmy nic i po prostu stwierdziliśmy “To jest nasz czas”.

Trochę brakuje mi tamtych dni, ale nie będziemy już nigdy tak nagrywać. Chciałbym, aby więcej osób nagrywało w ten sposób, gdy nie ma budżetu na eksperymenty. W takich miejscach jak studio po prostu pracujemy nad naszym utworem, wiemy co chcemy zagrać. Może kilka rzeczy byśmy poprawili tu czy tam, posiedzieli nad groovem czy tonacją, ale przez większą część jesteśmy świadomi tego co robimy, kiedy tam wchodzimy. Staramy się nie marnować dużej ilości pieniędzy, gdy wkraczamy do tych katedr, które z czasem odchodzą. Wszystkie te miejsca odchodzą w zapomnienie. To trudne patrzeć jak twój ulubiony dinozaur umiera w smole (śmiech).

Przypomnijmy, że ostatni krążek “The Devil Put Dinosaurs Here” został wydany w 2013 r. i było to drugie wydawnictwo, na którym śpiewał William DuVall, który w 2006 r. zastąpił zmarłego Layne’a Staley’a.

Album rozszedł się w 62 tysiącach egzemplarzy w pierwszym tygodniu od wydania.

Udostępnij to

O autorze

Najkrótsza wizytówka "o mnie" brzmiałaby - Fan DOBREJ muzyki. Jestem w stanie słuchać wszystkiego(nawet w disco polo można znaleźć dobre rzeczy, zwłaszcza w tym z lat 90, oprócz techna, dubstepu(czy też jego metalowego odpowiednika zwanego DJENT) i typowego umpa umpa)). jeśli ma dobrą melodię, ciekawe zmiany tempa i przesłanie czyli krótko mówiąc ręce i nogi. Słucham wielu gatunków i odmian metalu, jednak gdybym z samego metalu miał wybrać to byłby to heavy metal i thrash. Mam bzika na punkcie dźwięku, u mnie musi wszystko dobrze brzmieć, wszystko być na swoim miejscu a jednocześnie widoczne, przez co mam straszną słabość do basu. Krótko mówiąc jestem audiofilem.Miało być krótko, a się rozpisałem, a i tak każdy z Was będzie pamiętać tylko to, że nie lubię Slayera.