Vile Apparition: Recenzja płyty „Depravity Ordained”

0

Australijski Vile Apparition wydał w styczniu tego roku za pośrednictwem wytwórni Memento Mori swój debiutancki album. Ta dość młoda grupa, która powstała w 2017 r. ma w swojej dyskografii oprócz wspomnianej płyty także demo „Atrocious Captivity” wydane w tym samym roku, w którym powstał zespół oraz zeszłoroczny split z Incinerator.

Styl muzyczny, jaki obrali Australijczycy to death metal – ze szczególnym naciskiem na ten oldschoolowy. I ta stara szkoła jest dostrzegalna i słyszalna wszędzie; od logo i okładki albumu po kompozycje i brzmienie. Zatem twórczość kwartetu z Melbourne przyciągnąć może miłośników takich dźwięków.

Już od pierwszego utworu słychać, że nie będzie wywracania death metalu do góry nogami i prób upiększania go. Bez żadnego intro czy innego ckliwego wstępu formacja od razu przechodzi do rzeczy wraz z ‘Mauled And Nameless’ i atakuje słuchacza muzą sprzed trzech dekad. Fakt, że nie ma w niej niczego nowego, niemniej nie oznacza to, że automatycznie można darować sobie ten krążek. To kawał solidnego death metalu i podczas obcowania z „Depravity Ordained” doświadczam interesującej podróży do przeszłości. Praktycznie każdy utwór to swoisty hołd dla lat 80. i 90. Jedyną tutaj kompozycją, która odbiega stylistycznie od pozostałych, jest instrumentalna ‘The Cursed Path’. Brzmi tak, jakby była stworzona do jakiegoś horroru – brak w niej gitar za to klawisze tworzą atmosferę niepokoju i wyczekiwania na coś przerażającego. Niezły to przerywnik i jakże pasujący zważywszy na pozostałą zawartość debiutu Vile Apparition. Cała płyta ocieka wręcz grozą, jak na death metal przystało i to sprawia, że jest ona obecna przez cały czas jej trwania.

„Depravity Ordained” wzbogacono również o demo z 2017 r., więc można zapoznać się przy okazji z pierwszym materiałem zespołu. Co prawda różni się on pod względem brzmienia, trzeba nieco podkręcić gałkę głośności w trakcie słuchania, lecz nie odbiega tak bardzo od tego, co grupa gra obecnie. Jak wspomniałem wcześniej, celem Vile Apparition nie jest robienie rewolucji muzycznej tylko granie death metalu starej szkoły, a to wychodzi kwartetowi najlepiej.

Debiut Australijczyków polecam tym, którzy lubią taki styl retro. Natomiast jak ktoś szuka nowinek, to nie jest to płyta dla niego. A jeśli takie dźwięki są dla twoich uszu niczym miód dla niedźwiedzia, to możesz sięgnąć po to wydawnictwo i poczuć odór death metalu sprzed lat.

www.facebook.com/vileapparition

www.facebook.com/memento.mori.label

1. Mauled And Nameless
2. Depravity Ordained
3. Dissect To Enucleate
4. Aeon Of Impalement
5. The Cursed Path
6. Malevolent Aphantasia
7. Repulsive Desire
8. The Gate
9. Window Of The Grotesque
10. The Abyssal Plain (demo 2017)
11. Anatomized Remnants (demo 2017)
12. Atrocious Captivity (demo 2017)
13. Fearless Deity (demo 2017)

Wyro(c)k

80%
80%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    8
  • INSTRUMENTARIUM
    8
  • WOKAL
    8
  • BRZMIENIE
    8
  • REPEAT MODE
    8
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Avatar

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/