Venom: recenzja płyty „Black Metal”

0

Newcastle – miasto, w którym powstały zespoły ważne dla rocka, jak i metalu. Wymienić można chociażby The Animals, Geordie (na pierwszych czterech płytach śpiewał Brian Johnson, który później dołączył do AC/DC) i nieco mocniej grające Raven czy Satan. Do tej listy koniecznie dorzucić trzeba też Venom, ponieważ ich wpływ na muzykę ekstremalną jest nieoceniony, a ich wczesne nagrania wstrząsnęły metalowym światem, stając się po latach klasyką.

Już debiutancki krążek „Welcome To Hell” z 1981 r. wywołał spore zamieszania. Bezkompromisowe granie, diabelski image i tematyka tekstów dotycząca rogatego stwora, piekła i innych podobnych tematów spowodowała, że Venom można było pokochać albo zmieszać z błotem. Jednak z kontrowersyjnymi zespołami już tak jest. I dobrze, bo sztuka powinna wywoływać różne reakcje, dzięki czemu nie przechodzi się obok niej obojętnie.

Zatem po debiucie zespół poszedł za ciosem i szokował dalej. Druga płyta z 1982 r., o jakże znaczącym tytule „Black Metal”, to konsekwentne trzymanie się obranej stylistyki i image’u. Nie było na niej rewolucji muzycznych w stosunku do poprzedniczki – tego zadania Venom podjął się na następnym albumie z 1984 r. zatytułowanego „At War With Satan”, serwując prawie 20-minutowy utwór tytułowy ze słyszalnymi wpływami rocka progresywnego. Natomiast „Black Metal” to ekstremalne metalowe granie jak na swoje czasy.

Używając słowa ekstremalny w przypadku Venom, chciałbym coś wyjaśnić. Na początku lat 80. trio z Newcastle postrzegano jako grupę wywodzącą się z nurtu NWOBHM lub grającą Speed Metal. Thrash metal dopiero kiełkował – Metallica w 1982 r. miała na koncie jedynie demo, podobnie Sodom – death metalu jeszcze nie było, a black metal został zainicjowany przez m.in. Venom, Mercyful Fate, Bathory i Helhammer/Celtic Frost. Oczywiście na przestrzeni ostatnich trzech dekad powstały zespoły grające szybciej, mocniej i bardziej ekstremalnie niż Venom i dotyczy to też wizerunku, to fakt, niemniej dobrze wziąć pod uwagę, że recenzowany album ukazał się w 1982 r. a nie w 2018. Od tamtej pory wiele się w metalu zmieniło i powstało sporo jego odmian. Dlatego warto spojrzeć na „Black Metal pod kątem historii tej muzyki, zamiast porównywać go do dzisiejszych produkcji i wydawnictw, ponieważ nie ma to najmniejszego sensu. Drugie dziecko Venom w chwili przyjścia na świat było szalone, bezwzględne i brutalne. To rówieśnik „Screaming For Vengeance” czy „The Number Of The Beast” (wiadomo kogo) i wśród swoich kumpli rzeczywiście jest czarną owcą, diabelskim pomiotem.

„Black Metal” to 10 utworów + plus krótka zapowiedź „At War With Satan”. To również klasyczny skład: Cronos (bas/wokal), Mantas (gitara), Abaddon (perkusja). Płytę rozpoczyna kawałek tytułowy. Rozpędzona kompozycja będąca prawdziwym black metalowym hymnem, w której Cronos wyśpiewuje pamiętne Lay down your soul to the gods rock ‘n’ roll wiele słuchaczowi uzmysławia. Nie jest to muza dla mięczaków. Nie ma co spodziewać się przaśnych klawiszy, damskich wokali czy leśnego klimatu albo serenad o rusałkach. Skóra, łańcuchy i piekło – to jest Venom. Historie o magicznych jednorożcach czy umierających z tęsknoty za białym rycerzem księżniczkach można znaleźć w twórczości innych zespołów. Zamiast opowieści i ballad dla smutnych nastolatków trio z Newcastle zapodaje kolejne czarcie pieśni: ‘To Hell And Back’, ‘Buried Alive’ z niepokojącym wstępem czy ‘Raise The Dead’ podtrzymują klimat i udowadniają, że zespół po debiucie nie wymiękł i potrafi tworzyć prawdziwe metalowe klasyki. To nie są „piosenki” do słuchania we dwoje. No chyba że ktoś chce wyrwać diablicę z kopytami, to wtedy ma duże szanse na udaną randkę.

Dalej też jest „uroczo”. W takim ‘Leave Me In Hell’ pierwsze słowa wyryczane przez Cronosa to: Midnight – Six sixty six. Jak widać, dwuznaczność nie jest specjalnością Venom i do poezji zaliczyć tego nie można, bo i nie taki był przecież zamysł. Następne wersy też są niczego sobie:

Torment – Bestial sex
Mother – Screaming in pain
Father – Rules hell’s domain

Co prawda dzisiaj mogą wywołać lekki uśmiech politowania, ale dekady temu były one bluźniercze i potrafiły szokować co bardziej świętych osobników. Po ‘Leave Me In Hell’ przychodzi czas na świetny „Sacrifice’. To kawałek, przy którym chce się machać głową, jednocześnie robiąc rogatą dłoń. ‘Heaven’s On Fire’ też daje niezłego kopa a ‘Countess Bathory’ stoi w jednym szeregu z innymi sztandarowymi piekielnymi hymnami zespołu. Jest dość „chwytliwy” i stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów Venom. Zakończenie „Black Metal” też jest pierwszorzędne w postaci ‘Don’t Burn The Witch’ i zapowiedzi, o czym już pisałem wcześniej, następnego albumu „At War With Satan”.

Jedynym utworem z omawianej płyty, który nie wywołuje u mnie żadnej ekscytacji, jest ‘Teacher’s Pet”. Nie jest on zły. Słuchając krążka, nie mam ochoty go pomijać, jednak nie włączyłbym go sobie oddzielnie ani nie umieściłbym go na jakiejś specjalnej playliście. Gdzieś po ponad minucie wchodzi bluesowy motyw, zagrany rzecz jasna na modłę Venom, lecz jakoś nie współgra mi to z resztą zawartości. To tylko moja subiektywna opinia, z którą nie trzeba się zgadzać.

„Black Metal” to klasyczna metalowa płyta. Wraz z debiutem na pewno stanowi ważny fundament, na którym były budowane ekstremalne gatunki metalu: thrash, black i death. Może i ten cały image Venom był traktowany z przymrużeniem oka przez sam zespół, to mimo wszystko wraz z muzyką odcisnął swoje piętno na wielu grupach. Anglikom należy się szacunek, bo ich nagrania to biblia dla wyznawców ciężkiej muzyki. Kto nie zna, niech czym prędzej nadrobi zaległości, a kto zna, tego nie trzeba namawiać do włączenia któregoś z wczesnych albumów i udzielania się wokalnie wraz z Cronosem przy np. ‘Welcome To Hell’ czy ‘Countess Bathory’. Najlepiej głośno i z piwem w ręku. W końcu to metal, a nie gospel. Nie pozostaje zatem nic innego jak podkręcić głośność i wskoczyć w wir szaleństwa znajdującego się na „Black Metal”.

1. Black Metal
2. To Hell And Back
3. Buried Alive
4. Raise The Dead
5. Teacher’s Pet
6. Leave Me In Hell
7. Sacrifice
8. Heaven’s On Fire
9. Countess Bathory
10. Don’t Burn The Witch
11. At War With Satan (Preview)

Wyro(c)k

90%
90%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    10
  • INSTRUMENTARIUM
    8,5
  • WOKAL
    9
  • BRZMIENIE
    8
  • REPEAT MODE
    10
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/