Rock is still alive: Relacja z poznańskiego koncertu The Vintage Caravan [18.10.2018]

0

Rock is dead? Takiej muzyki nikt nie słucha? Bzdury! Islandzkie trio The Vintage Caravan z pomocą supportów – beligjskiego Black Mirrors i niemieckiego Wucan – udowodniło, że rock żyje i ma się dobrze. Ba, jego przyszłość też ma się dobrze!

Na początku zaznaczę, że Klub Pod Minogą jest dość specyficzny. W sali koncertowej mieści się może 200 osób, a sam klub znajduje się w kamienicy, dlatego koncert skończył się już o 22. Nie przeszkodziło to jednak artystom w przekazaniu nam całej swojej energii. O 19 jako pierwszy na scenie zameldował się belgijski kwartet Black Mirrors. Grupie, w której skład wchodzą gitarzysta Pierre Lateur, basista Loïc Videtta i perkusista Paul Moreau, dowodzi charyzmatyczna wokalistka Marcella Di Troia, która dysponuje świetnym, zadziornym głosem i potrafi go wykorzystać do maksimum. Zastanawiałem się jak określić muzykę, którą zaserwował nam zespół i chyba najtrafniejszym określeniem jest mieszanka Queens Of The Stone Age i Jacka White’a z Janis Joplin na wokalu. Świetne stoner-rockowe brzmienia  w ‘Burning Warriors’ i ‘Günther Kimmich’, trochę blues-rockowych akcentów, gdzieniegdzie pojawiały się elementy indie. Naprawdę świetne show, pełne energii, chciałbym aby o Black Mirrors zrobiło się głośniej. Sięgnijcie po ich nowy album “Look Into The Black Mirror”, nie pożałujecie!

fot. Ula Bednarz (Unbloody Shooting)

Jako kolejny wystąpił drezdeński Wucan. Tym razem dostaliśmy porządną dawkę psychodelicznego rocka. Wokalistka Francis Tobolsky cały czas przebierała w instrumentach, raz grając na gitarze, raz na flecie (Jethro Tull anyone???), sięgała nawet po tamburyn i theremin (odsyłam Was do wikipedii jeśli pierwszy raz słyszycie tę nazwę), a zespół w postaci gitarzysty Tima George’a, basisty Alexandra Karlischa i perkusisty Philipa Knöfela idealnie jej wtórował. Przyznaję, że w niektórych momentach występ był dość nużący i przekombinowany, m.in. ze względu na dość długie instrumentalne wstawki, szczególnie w pierwszym utworze ‘Wie die Welt sich dreht’ (tak, Francis śpiewała też po niemiecku), ale generalnie zrobił on na mnie całkiem spore wrażenie. Tym bardziej, że miał on charakter pewnego rytuału, gdyż na koniec Francis odczytała fragment księgi Śrī Īśopaniṣad. Na pewno warto było zobaczyć Wucan, żeby dowiedzieć się jak wygląda hippie rock w ich wydaniu. A wygląda co najmniej dobrze.

fot. Ula Bednarz (Unbloody Shooting)

Po krótkiej przepince, tuż przed 21, wyłoniły się sylwetki Óskara Logi (gitarzysty i wokalisty), Alexandra Órn (basisty) oraz Stefána Ari (perkusisty) czyli trójki Islandczyków tworzących The Vintage Caravan. Grupa rozpoczęła koncert utworem ‘Set Your Sights’ z tegorocznego, dobrze przyjętego albumu “Gateways” i to właśnie utworów z tego albumu było najwięcej, bo aż sześć. I muszę przyznać, show zaczęli z przysłowiowego wysokiego C. Mocny utwór z szybkim riffem i zaraz po nim dwa kolejne, utrzymane w tej samej konwencji ‘Crazy Horses’ i ‘Midnight Meditation’. Dopiero przed czwartym numerem, spokojniejszym ‘On The Run’, dostaliśmy chwilę wytchnienia. Zespół był w świetnym nastroju, gdyż dzień wcześniej zagrali udany koncert w warszawskiej Hydrozagadce. Sypali żartami (“I NEED A TOWEEEEELLL” – Alexander Órn, 2018), rozmawiali z publicznością i z chęcią przybijali piątki.

fot. Ula Bednarz (Unbloody Shooting)

Kolejny numer, ‘Reset’, do którego grupa wypuściła niedawno teledysk (możecie go zobaczyć tutaj) to następny mocny cios, a na dobitkę dostaliśmy ‘Babylon’. Potem przyszła pora na epicki, 7-minutowy ‘Innerverse’ z albumu “Arrival”. Nieśpieszny numer pozwolił nam odetchnąć i napić się piwa przed mocnym ‘Reflections’. Następny w kolejce, był utwór ‘Nebula’, który przypomina mi trochę twórczość Opeth. Nie da się opisać tego jak świetnie ten kawałek się rozkręca.. Zaraz po nim ‘Carousel’ i na koniec tego fantastycznego koncertu wielki hit, ‘Expand Your Mind’.

fot. Ula Bednarz (Unbloody Shooting)

Stop. Czy ja powiedziałem koniec? Cóż, właśnie tak miało się to zakończyć, na setliście już nie było żadnego utworu, ale okazało się, że zespół ma jeszcze 10 minut. Zapytali więc publiczności co mają zagrać i ku mojej radości wybrali moją propozycję, czyli jeden z moich ulubionych utworów ostatnimi czasy, ‘Hidden Streams’. Świetnie brzmiał on na żywo, szczególnie zachęcający do darcia gardła refren. Óskar tak wczuł się w grę, że pękła mu struna w jego Telecasterze (mega szacun za płynną zmianę gitary śpiewając jednocześnie!), Alexander szalał, a Stefán grał jak najęty. 

fot. Ula Bednarz (Unbloody Shooting)

Kameralne, klubowe koncerty to jest to co najbardziej lubię, a ten na bank pozostanie mi w pamięci na długo. Ze względu na świetną muzykę i świetną atmosferę, jak na spotkaniu z przyjaciółmi. Wszystkie zespoły po koncertach spotkały się z publicznością przy barze. Czy mogło być lepiej? Nie sądzę. Wielkie dzięki dla agencji P.W. Events za zorganizowanie tego świetnego wieczoru i dla Uli z Unbloody Shooting za zdjęcia! Pełną fotorelację z koncertu zobaczycie tutaj.

The Vintage Caravan Setlist Pod Minogą, Poznań, Poland 2018, Gateways
 
Udostępnij to

O autorze

Jędrek Chałabis

Miłośnik muzyki, motoryzacji i dobrego kina. Domorosły gitarzysta. Wielbiciel whisky oraz piwa rzemieślniczego. Uzależniony od dobrego rocka i angielskiego humoru.