Rise Against: Relacja z koncertu w Progresja Music Zone [10.06.2015]

0

Na kolejny koncert Rise Against czekałem z wytęsknieniem od 2012 roku, kiedy to byłem świadkiem świetnego widowiska w Parku Sowińskiego w Warszawie. Kilka miesięcy wcześniej Amerykanie zawitali również do stołecznego Klubu Stodoła, jednakże przespałem moment i ostatecznie koncert został wyprzedany, a ja zostałem bez biletu. I to właśnie to doświadczenie sprawiło, iż wejściówkę na imprezę 10. czerwca 2015 roku kupiłem już w lutym. Sam występ miał się odbyć w Hali Torwar, ale – o ironio – prawdopodobnie wysokie ceny biletów (prawie 200 zł za najtańsze wejściówki) spowodowały, iż koncert nie sprzedawał się w oczekiwanym przez organizatora tempie i postanowiono zmienić lokalizację na Progresja Music Zone.

879733-rise-against-wallpaper

Pierwsi na scenę weszli Japończycy z zespołu Man with a Mission. Ogłoszenie ich jako jednej z kapel supportujących Rise Against spotkało się z (delikatnie mówiąc) mieszanymi odczuciami części fanów głównej gwiazdy. Panowie wykonują szeroko pojęty j-rock z elementami dance popu, a w ciągu 5 lat swojej działalności wydali 6 albumów studyjnych. Z kolei na scenie grają w charakterystycznych maskach wilków. Przed tym występem przesłuchałem parę kawałków na Youtube i wykonywana przez nich muzyka dość mocno mnie zaintrygowała, toteż byłem bardzo ciekaw tego koncertu.

Nadeszła godzina 20:30, ku mojemu zdziwieniu sala była niemal pełna i wszyscy czekali na początek pierwszego występu. W głośnikach zabrzmiał utwór Bad Religion pod tytułem – jakżeby inaczej – ‘Man with a Mission’, a po chwili na scenę weszli muzycy w maskach wilków. Japończycy grali około 30 minut, jednak wystarczyło to do przekonania do siebie dużej części widowni. Utwory zaprezentowane tego wieczoru dość szybko rozruszały publikę, występ był bardzo energetyczny, a ponadto członkowie mieli nie najgorszy kontakt ze zgromadzonymi pod sceną być może nowymi fanami kapeli. Widownia nie pozostała dłużna i nagradzała Japończyków hucznymi brawami i innymi rzeczami, które zazwyczaj robi się na koncertach. Na sam koniec wokalista zapowiedział, iż na pewno wrócą do Polski. Z pewnością byłby to gig, który wziąłbym pod uwagę w swoich planach.

5578cd9b8e85e_o,size,933x0,q,70,h,39f559

Po krótkiej przerwie przyszła pora na z pewnością bardziej rozpoznawalną w Polsce od poprzedniego zespołu szczecińską Offensywę. Mimo iż kapela istnieje od 3 lat, to już ma na swoim koncie występy w Jarocinie i na Przystanku Woodstock, a teraz nadeszła pora na dzielenie sceny z Rise Against, co z pewnością można nazwać kolejnym kamieniem milowym.

Panowie inspirują się takimi zespołami jak Sex Pistols, Green Day czy The Offspring, co dość wyraźnie słychać w ich utworach. Nawet ruchy sceniczne wokalisty/gitarzysty przypominały mi Noodlesa z The Offspring. Koncert zagrali bardzo przyzwoity, prezentując zarówno utwory ze swoich 2 płyt studyjnych, jak i nietypowy cover ‘What happened to you?’ Offspringów (zaśpiewany z innym tekstem po polsku) i ‘American Idiot’ z repertuaru Green Day. Cały występ przebiegł w przyjemnej atmosferze: tu i ówdzie zawiązało się jakieś pogo, młynek, a nawet 2 ściany śmierci.

5578ce57a74f0_o,size,933x0,q,70,h,7c5689

Wszyscy niecierpliwie czekali na moment, w którym na scenę wreszcie wejdą muzycy Rise Against. Około 15 minut przed planowanym na 22:30 początkiem koncertu zaczęły się pierwsze skandowania w kierunku zespołu, a kiedy zgasły światła, wrzask widowni niemal rozrywał błony bębenkowe w uszach.

Na pierwszy ogień poszedł ‘The Great Die-Off’ – kawałek z najnowszej płyty zespołu, a mniej więcej 10 minut potem miałem już zdarte gardło i przemoczoną do ostatniej nitki koszulkę. Setlista dobrana na warszawski koncert spowodowała, iż cała pierwsza godzina występu polegała w głównej mierze na intensywnym pogowaniu i próbie przekrzyknięcia Tima, co niektórzy (w tym ja) mocno odczuli następnego ranka. Przy takich utworach jak ‘Survive’, ‘Give it All’ czy ‘Prayer of the Refugee’ po prostu trudno stać i jedynie obserwować. Niesamowita energia bijąca od muzyków, świetna atmosfera i euforyczne reakcje fanów na każdy grany kawałek, to był jedynie początek tego, co wydarzyło się podczas grania pierwszego z dwóch akustycznych utworów.

Tim został sam na scenie ze swoją gitarą i wypatrzył w tłumie chłopaka, który miał transparent/flagę (nie jestem pewien) z zapytaniem, czy mógłby zaśpiewać z nim piosenkę na scenie.Ku olbrzymiemu zdziwieniu samego interesanta i niemal histerycznej reakcji fanów, prośba została spełniona i Kuba zaśpiewał ‘Swing Life away’. Marzenia jednak się spełniają. Tradycyjnie już polska publiczność przysiadła sobie podczas tego utworu, ale potem nagrodziła obu wokalistów gromkimi brawami. Na koniec Rise Against zagrali jeszcze „Hero of War” przy nieustającym akompaniamencie widowni, ‘Dancing for Rain’ i uwielbiany przez wszystkich fanów ‘Savior’. Było to fantastyczne zwieńczenie tego niesamowitego koncertu.

5578cd4020688_o,size,933x0,q,70,h,8a3667

Równo o północy zabawa dobiegła końca i wszyscy z jednej strony z ogromną niechęcią, z drugiej zaś z poczuciem spełnienia ustawili się do wyjścia, które zajęło ponad 10 minut, gdyż przy szatni utworzył się niezły korek.

Tym występem Amerykanie udowodnili, że: nadal są w wybornej formie, cenią sobie spontaniczność i autentyczność (wspomniany wyżej ‘Swing Life away’), gra sprawia im ogromną radość i niemniejszą samym fanom, powinni jak najszybciej wrócić do Polski. Pojawiają się już pogłoski, iż jest jeszcze szansa na jesienny koncert tej formacji w naszym kraju, jednakże są to jedynie spekulacje. Niemniej jednak nie miałbym absolutnie nic przeciwko.

  1. The Great Die-Off
  2. The Good Left Undone
  3. Satellite
  4. The Dirt Whispered
  5. Give it All
  6. I don’t want to be Here Anymore
  7. Survive
  8. Re-Education (Through Labor)
  9. Collapse (Post-America)
  10. Make it Stop (September’s Children)
  11. Prayer of the Refugee
  12. Help is on the Way
  13. Black Masks & Gasoline
  14. Ready to Fall
  15. Swing Life away
  16. Hero of War
  17. Dancing for Rain
  18. Savior

Autor zdjęć: Szymon Starnawski

Udostępnij to

O autorze

Hajime

Wychowany zarówno przy dźwiękach Iron Maiden czy Rainbow, jak i Chrisa Rea'i i Leonarda Cohena. Aktualnie przemierza nie tylko ścieżki wyłożone "klasycznymi" kamieniami, ale chętnie zapuszcza się na te mniej uczęszczane, nieustannie starając się odkryć coś nowego.