Fani niemiecko-rumuńskiej watahy spod szyldu Powerwolf długo musieli czekać na pierwsze klubowe koncerty kapeli w Polsce. W ramach rekompensaty power metalowcy zawitali do aż 3 miast w ramach „Blessed & Possessed Tour 2016”, a ja miałem ogromną przyjemność zobaczenia ich w warszawskiej Progresji 13 lutego.

Jedynym supportem tego wieczoru był fiński Battle Beast. Zespół ma na koncie 3 albumy studyjne, muzycznie mocno inspirowane heavy metalem i power metalem z lat ’80. Nie zdążyłem zapoznać się z ich twórczością przed koncertem, ale postanowiłem obrócić ten fakt na swoją korzyść i bez wcześniejszych oczekiwań czy uprzedzeń ocenić występ „Bestii”.
’Let it Roar’ zagrany na rozpoczęcie zwiastował bardzo obiecujący koncert. Prosty aczkolwiek mocny rytm szybko wywołał u dość licznie zgromadzonej publiczności chęć pomachania głowami, a podczas popisu wokalnego, który zafundowała w refrenie Noora Louhimo, szczęka opadła mi w okolice pępka. Chciałbym napisać, że moje oczarowanie trwało do samego końca, ale niestety już po drugim utworze zacząłem odczuwać delikatne znużenie.
Z upływem czasu doszedłem do wniosku, że większość motywów i zagrywek zaprezentowanych przez Battle Beast słyszałem już wcześniej. Odgrzewany wielokrotnie kotlet nieszczególnie mi tego wieczoru smakował, niemniej jednak przyznaję, że na żywo wypadli przyzwoicie, a w szczególności wokalistka, wspomnienie głosu której do dziś przyprawia mnie o gęsią skórkę.
Większość zgromadzonych pod sceną bawiła się wyśmienicie, z czego wynika, że support wywiązał się ze swojego zadania. Sami muzycy byli pod dużym wrażeniem tak ciepłego przyjęcia i wyrazili nadzieję na kolejną wizytę w Polsce.
- Let it Roll
- I want the World… And Everything in It
- Out on the Streets
- Touch in the Night
- Fight, Kill, Die
- Black Ninja
- Iron Hand
- Enter the Metal World
- Out of Control
Powerwolf poznałem już jakiś czas temu za sprawą albumu „Blood of the Saints”, ale nigdy nie miałem ani czasu, ani nie czułem potrzeby odsłuchania dyskografii zespołu „od deski do deski”. Poza tym na początku nie wzbudzały we mnie szczególnego zachwytu apostrofy typu 'Ave Maria!’ czy 'Alleluja!’ często pojawiające się w utworach. Nie zmienia to jednak faktu, że powszechnie krążące informacje, mówiące o niesamowitej mocy, którą epatuje kapela podczas występów na żywo, zachęciły mnie do pojawienia się na sobotniej, czarnej jak piekło oczywiście, mszy w Progresji.
Niestety ze względu na chorobę nie mógł tego dnia wystąpić perkusista zespołu, a jego ścieżka miała zostać puszczona z podkładu. Z jednej strony doznałem sporej ulgi, że gig nie został odwołany, a z drugiej bałem się, że brzmienie będzie ubogie, bo przecież power metal bez potężnych bębnów nie ma racji bytu. Na szczęście moje obawy były niepotrzebne.
Wilkołaki majestatycznie rozpoczęły koncert przy dźwiękach 'Blessed & Possessed’, który pozwolił przygotować fanów na prawdziwy młyn, który zaczął się przy 'Amen & Attack’. Na horyzoncie nic nie zwiastowało zwolnienia tempa, a zagrane jeden po drugim 'Cardinal Sid’, 'Army of the Night’, 'Resurrection by Erection’ i 'Armata Strigoi’ rozgrzały publiczność do czerwoności i mniej więcej w tym momencie już wiedziałem, że następnego dnia nie będę mógł mówić, siedzieć, ani wykonywać jakichkolwiek czynności wymagających wysiłku intelektualnego. Ta ostatnia dysfunkcja była spowodowana częstymi spotkaniami kości potylicznej z glanami crowd-surfujących ludzi, ale nawet to nie mogło zrujnować mojego świetnego nastroju. Szczerze przyznaję, że dawno nie bawiłem się tak znakomicie na koncercie i równie dawno nie doświadczyłem tak wspaniałego kontaktu na linii publika-muzycy. Gdyby z zegarkiem na ręku odmierzyć, ile czasu zespół był we wszelkiego rodzaju interakcji z fanami, od wspólnego śpiewania po przebieżki po scenie i zachęcanie do zabawy, to można by rozdzielić go na 3-4 koncerty.
Warszawska publika nie pozostała dłużna i z największą chęcią przyjmowała zaproszenie do wspólnego wygłupiania się, dodatkowo każdą chwilę przerwy wykorzystując na skandowanie „Powerwolf! Powerwolf!”. Śmiem twierdzić, że pochwały i słowa uznania płynące z ust muzyków pod adresem fanów nie były jedynie kurtuazyjne, a naprawdę – jak na pierwszy występ w stolicy – zostali przyjęci niezwykle ciepło.
Jeśli chodzi o sam poziom wykonania utworów, to obiema rękami podpisuję się pod stwierdzeniem, że Powerwolf na żywo to PETARDA. Brak perkusisty nie był ani przez chwilę odczuwalny dzięki świetnej jakości samplom, a moc wokalu nie ustępowała temu, co jest prezentowane na albumach studyjnych. W setliście przeważały utwory z dwóch ostatnich płyt, ale oczywiście nie mogło zabraknąć szlagierów pokroju 'Werewolves of Armienia’ czy 'We Drink your Blood’. Osobiście zabrakło mi 'Murder at Midnight’ i 'Night of the Werewolves’, ale nie można mieć wszystkiego, więc pozostaje mi mieć nadzieję, że w ramach kolejnych tras (które tym razem na pewno nie ominą Polski) będzie mi dane je usłyszeć. Z niecierpliwością wyczekuję ponownej wizyty Powerwolf w naszym kraju, a osoby, które nie są do końca przekonane do zespołu, gorąco zachęcam do wybrania się ich koncert. Z pewnością nie pożałujecie.
Na koniec napiszę jeszcze kilka zdań o „odgrzewanym kotlecie”, którego użyłem jako porównania w kontekście Battle Beast. Oczywiście w przypadku Powerwolf również można odnieść wrażenie, że ten czy inny kawałek wcześniej słyszeliśmy (chociażby 'Dead Until Dark’, który do złudzenia przypomina 'Son of a Wolf’ puszczony o 50% szybciej). Nie zmienia to jednak faktu, że odgrzewają swojego autorskiego kotleta, którego przepis przez wiele lat urozmaicali i udoskonalali, aż osiągnęli poziom czołówki power metalu. Poza tym, czyż nie jest podobnie z Motorhead albo AC/DC, którzy od 40 lat – mówiąc pół żartem, pół serio – grają ten sam kawałek?
Do następnego razu! Alleluja!
- Blessed & Possessed
- Coleus Sanctus
- Amen & Attack
- Cardinal Sin
- Army of the Night
- Resurrection by Erection
- Armata Strigoi
- Dead Boys don’t Cry
- Let There be Night
- Werewolves of Armenia
- In the Name of God (Deus Vult)
- We Drink your Blood
- Lupus Dei
- Sanctified with Dynamite
- Kreuzfeuer
- All We need is Blood

![Powerwolf: Relacja z koncertu w Progresji [13.02.2016]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2016/02/1280x720-1024x576.jpg)