Sicphorm: recenzja płyty “Wake Up”

0

Wrocław – miasto spotkań, piękne miejsce nad Odrą z bogatą historią. To właśnie tutaj w 2014 roku niejaki Bartes postanowił zrealizować w końcu swój pomysł stworzenia wymarzonego projektu. Nie chodziło jednak o założenie kawiarni, ani o wypiekanie precelków. Sprawa dotyczyła… napierdalania groove metalu. Po skompletowaniu składu grupa przyjęła nazwę Sicphorm i zaczęła intensywnie koncertować osiągając pierwsze sukcesy, do których zaliczyć można występy u boku takich bandów jak Vader, Decapitated, Hate czy CETI. Zgodnie ze schematem postępowania typowej młodej kapeli przyszedł czas na debiutancki krążek. “Wake Up”, bo o nim mowa przypadł do gustu nie tylko odbiorcom, ale także recenzentom. Muzycy otwarcie chwalą się, że na ich wypociny zwrócił uwagę nawet Metal Hammer, więc i my nie jesteśmy gorsi – poniżej naskrobaliśmy parę zdań.

Wake Up

Okładka krążka ma co prawda ciekawą grafikę, ale na tym element zaskoczenia się kończy. Prosta, kartonowa, otwierana obwoluta, pisząc wprost, niezbyt dosadnie porywa. Może dlatego, że na odwrocie, pod tracklistą, nie znalazło się logo naszego portalu…? W środku obok nazwisk wykonawców, podziękowań i kilku innych informacji znajduje się płyta, czyli to, co bez dwóch zdań najważniejsze. W tejże chwili ląduje ona w odtwarzaczu. Play!

Pierwsze skojarzenie, jakie nasuwa się odsłuchując ‘Marasm’, pierwszy na płycie kawałek, przywodzi na myśl wczesne dokonania Sepultury. Mamy tu niespotykaną siłę przebicia, surowe, brudne, lecz bardzo potężne brzmienie gitar i całe mnóstwo nieustającej podwójnej stopy. ‘Corruption’ z kolei potwierdza tezę, że proste granie daje najlepszy efekt. Jak na gatunek przystało soczysty groove wkręca i zachęca do oddania się bez reszty dalszej części albumu. Na ‘Crusade’ niebanalnym pomysłem okazało się przeplatanie powolnego, hipnotyzującego wokalu z agresywnymi refrenami, a taki ‘The Outery’ bez problemu może posłużyć jako konkretna zaprawa i nakręcenie się przed stoczeniem solidnego boju. I uwierzcie mi – nie mówię tu o ulicznej ustawce, ale o zwykłej motywacji do podjęcia codziennych trudów pracy. Fajną odskocznią natomiast i pomysłem na zakończenie ciężkiego dnia może okazać się ‘Lost’, który od pierwszych dźwięków przypomina klimatyczną, miłą dla ucha balladę. W miarę rozwoju utworu robi się coraz ciekawej, aczkolwiek warto w tym miejscu urwać myśl i pozostawić ten aspekt Wam, słuchaczom do odkrycia…

Niech ironiczny wydźwięk wstępu i pierwszego akapitu nie zraża nikogo. To tylko moja umyślna złośliwość. Tak naprawdę nie mam nawet jednego powodu aby zaniżać ocenę wrocławskim muzykom. Nie bez powodu Sicphorm w szybkim tempie odnosi sukcesy. Ta muzyka to solidny kop w dupę – impulsywnie nakręca. Każdy utwór jest inny, niepowtarzalny, aż trudno jednoznacznie stwierdzić, który jest najlepszy. Dzięki temu “Wake Up” nawet losowo odtwarzany świetnie sprawdzi się zarówno jako budzik, jak i dopalacz, gdy zawiedzie popołudniowa kawa. A koncerty? Tam to dopiero musi być energia…! Krótko – to trzeba usłyszeć!

1. ‘Marasm’
2. ‘Corruption’
3. ‘Crusade’
4. ‘Paranoia’
5. ‘The Outcry’
6. ‘Hangman’
7. ‘No One’
8. ‘Wake Up (The Taxpayer Lament)’
9. ‘Lost’

Wyro(c)k

92%
92%
Master Of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    9
  • Instrumentarium
    9
  • Wokal
    9
  • Brzmienie
    10
  • Repeat
    9
  • Oceny czytelników (7 głosów)
    8.4
Udostępnij to

O autorze

MattMarduk

Uzależniony od muzyki. Każdej. Bez względu na gatunek. Chłonę wszystko - od miejscowego undergroundu, aż po światowe legendy metalu. Otoczony dźwiękami całą dobę pisuję, czytuję i poznaję. W życiu kieruję się słowami, które zostawił po sobie Cliff Burton: "Nie wypalasz się od szybkiego życia. Wypalasz się od powolności i znudzenia."