Recenzja płyty Decapitated – “Blood Mantra”

1


Stało się – w naszych odtwarzaczach w 2014 roku wylądowały nowe płyty 3. najbardziej rozpoznawalnych polskich zespołów metalowych – Behemoth, Vader, a teraz Decapitated oraz ich „Blood Mantra”. Patrząc na krążki „The Satanist” oraz „Tibi et Igni” można z czystym sumieniem stwierdzić, że przedpremierowe obietnice muzyków zostały spełnione, jak na tym polu poradził sobie Vogg oraz jego ekipa? Mieliśmy szczęście rozmawiać kilka miesięcy temu z głównym kompozytorem Decapitated – rozliczmy go więc z tego, co mówił o „Blood Mantra”.

decapitated

Minęło już trochę czasu od tamtej płyty, sporo się nauczyliśmy i nabraliśmy doświadczenia i to przesądziło o tym, że nowa płyta będzie na pewno dojrzalsza niż „Carnival…”

„Carnival is Forever”, pierwsza płyta po powrocie Decapitated po tragicznym wypadku zespołu, była bardzo szaleńczym i agresywnym wydawnictwem. Często po przesłuchaniu któregokolwiek utworu z tego krążka można było usłyszeć od słuchacza, że ten wręcz tonął w riffach, nie mógł znaleźć żadnego punktu zaczepienia, wszystko działo się nieprawdopodobnie szybko.

Była to oczywiście zasługa licznych zmian. Vogg postawił na bardziej nowoczesne riffy, posiadające sporo wysokich tonów brzmienie, za perkusją zasiadł zdolny do wykręcania niesamowitych temp Kerim „Krimh” Lechner, a stanowisko krzykacza objął wokalista o brutalnym, dość nietypowym głosie – Rafał „Rasta” Piotrowski. Pierwszy album w nowym składzie wywołał sporo kontrowersji, jak sytuacja ma się przy „Blood Mantra”? Czy, zgodnie z zapowiedziami Vogga, zespół faktycznie nabrał doświadczenia?

Niewątpliwie tak. Już na wstępie można stwierdzić, że jest to z pewnością dojrzalsze i bardziej zrównoważone Decapitated. Nie tak brutalne i szybkie jak „Carnival…” ani nie tak deathowe jak „Organic Hallucinosis”. Znajdą się tu oczywiście zarówno pełne mocy fragmenty jak i blasty, żadna z tych form jednak tutaj nie dominuje. Myślą przewodnią stał się tutaj klimat, pewna plastyczność dźwięku i wszechobecny groove. Czy jest to oznaka dojrzałości? Cóż, przyznajmy w tej konfrontacji punkt Voggowi.

Na pewno inaczej podeszliśmy do temp. „Carnival…” był płytą bardzo dynamiczną i w sumie zajebiście szybką płytą.

Zgadza się. Czas na przytoczenie kilku przykładów – zarówno znany z „Carnival…” utwór ‘Pest’ jak i obecny na „Blood Mantra” ‘Veins’ posiadają dość zbliżone do siebie, groove’ujące riffy. Ten drugi jednak został zagrany o wiele wolniej, z większą przestrzenią, każdy dźwięk dostał swoją szansę na wybrzmienie, czego nie można powiedzieć o wielu fragmentach obecnych na poprzednim albumie Decapitated.

Szaleńczych temp tu oczywiście nie brakuje. Warto wspomnieć chociażby o otwierającym album ‘Exiled In Flesh’ czy singlowym, przepełnionym blastami ‘The Blasphemous Psalm To The Dummy God Creation’. Nie da się jednak ukryć, że nawet przy pędzących na złamanie karku partiach perkusyjnych chaos zdaje się być tutaj ograniczony do niezbędnego minimum w porównaniu z poprzednim krążkiem.

W kilku kawałkach nawiązujemy do „Organic Halucinosis” czyli do klasycznego death metalu, ale sporo jest tutaj momentów, które ja nazywam „płynięciem”, takim typowo transowym graniem.

Na osobny akapit zasługuje niespełna 8-minutowy ‘Blindness’, oparty w większości na tym samym motywie gitarowym i perkusyjnym. Pokazuje to, że, tak jak wspominał Vogg, Decapitated się rozwija, staje się coraz bardziej dojrzałe i nie boi się za pomocą eksperymentów wyciągać ręki do nowej, coraz szerszej widowni nie bojąc się szufladek. Mówiąc o gatunkach gitarzysta Decapów zapomniał wspomnieć o ambiencie – pod koniec albumu do naszych uszu dociera płynący ‘Red Sun’. Kolejny punkt dla Vogga.

Nagraliśmy właśnie najlepsze utwory w naszym dorobku

Cóż, chciałem, jako złośliwy recenzent, wytknąć frontmanowi Decapitated nieścisłości w jego wypowiedziach, stwierdzić, że „Blood Mantra” nie jest tak rewelacyjna jak moglibyśmy się spodziewać czy wreszcie potwierdzić dobrze znaną prawdę – kiedy artysta wypowiada się zbyt pochlebnie o swoim dziele, to zazwyczaj niewiele ma do przekazania.

Na próżno można jednak na „Blood Mantra” szukać nieprzemyślanych dźwięków, braku doświadczenia czy słabszych, niepasujących do reszty momentów. Czy to najlepszy album Decapitated? To już oceńcie sami, ja powstrzymam się od tak śmiałych wniosków. Na pewno jest to najbardziej śmiały i najdojrzalszy krążek w dyskografii Polaków. Polecam!

Tracklista:

01. Exiled in Flesh
02. The Blasphemous Psalm To The Dummy God Creation
03. Veins
04. Blood Mantra
05. Nest
06. Instinct
07. Blindness
08. Red Sun
09. Moth Defect

Ocena: 8/10

Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.