Gdy Old Temple zapowiadała wydanie nowego albumu czcicieli śmierci z filipińskiej hordy Pathogen, ojczyzna muzyków kojarzyła mi się głównie z miejscem śmierci znanego skądinąd żeglarza Magellana. Wyziewy dobywające się z tamtejszego podziemia znałem przede wszystkim za sprawą poznanego wcześniej Deiphago, ale żadnego kultu z mojej strony odczuć się nie dało. I to był błąd – gdy bowiem, wzorem wzmiankowanego obieżyświata, postanowiłem ziemię filipińską, za sprawą albumu „Ashes of Eternity”, zbadać dogłębnie, omal nie podzieliłem jego losu. Pathogen zabija!
Podniosłe intro szybko ustępuje miejsca marszowym bębnom, te zaś stanowią idealne preludium do kombajnu, który chwilę potem zespół wprawia w ruch. Krwawa jatka rozrzuca szczątki, kończyny i organy witalne na prawo i lewo, przerabia je na nawóz pod kolejne żniwa, które zaczynają się wraz z następnym numerem. Przy czym nie są to zwykłe sianokosy pozbawione pewnej brutalnej finezji – panowie swoje numery ozdabiają jakimiś apokaliptycznymi odgłosami (’Burning in Abysmal Ruins’) lub subtelnymi, krótkimi partiami akustycznych gitar (’Apocryphal Visions’). Taka groteskowa mieszanka uderza jeszcze mocniej, niż gdyby postawili na sam warkot przesterowanych gitar i warkot zdzieranych gardeł.
Gdy zaś przemawiają przesterowane gitary i zdzierane gardła, przestaje dziwić, czemu taki odkrywca, jakim był Magellan, nie opuścił Filipin żywy – Pathogen to żadni odkrywcy, artyści wrażliwi na niuanse gatunku czy pragnący przesuwać granice ekstremy. Riffy są ostre, bębny tłuką jak pieczątki przy pocztowym okienku a wokalista brzmi grobowo. Wszystko już słyszeliście, wszystko mieliście już czas polubić. Po zapoznaniu się z kilkoma ich wydawnictwami (które bez problemu można w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju nabyć) przed oczami mam bandę dziko ubranych, dzikimi oczami patrzących maniaków, którzy po prostu łoją ten swój death metal z lepszym lub gorszym skutkiem według sprawdzonej formuły. I ja to kocham, ja to lubię, ja to szanuję. Mimo, że złe kilometry dzielą nas, panowie Filipińczycy wydają mi się przez to swojscy jak pani, która wczoraj w warzywnym warczała, że nie ma mi jak wydać reszty.

WYRO(C)K
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- PIERWSZE WRAŻENIE10
- INSTRUMENTARIUM8
- WOKAL8
- BRZMIENIE7
- REPEAT MODE9
