Mutoid Man: Recenzja albumu ‘Bleeder’

0

Bridges will burn. Bridges will burn. We’re past friends forever.

Chętnie ustawiłbym sobie otwierający album „Bleeder” utwór ‘Bridgeburner’ na budzik, ale bałbym się, że go przez to znienawidzę. Pokusa, by każdego dnia budził mnie początek nowego krążka Mutoid Man jest co prawda wysoka, ale lepiej sobie tego typu zjawiska dawkować w małych ilościach, obchodzić się z nimi niemal jak z jajkiem, a z każdym odsłuchem powoli odkrywać kolejne niuanse i bogactwo dźwięku, które serwuje nam jedynie trzyosobowy zespół. Ten wstęp do recenzji brzmi co prawda jak zakończenie – jego zadaniem jest jednak przykucie uwagi i zachęcenie do dalszego zapoznania się z „Bleeder” – krążkiem autorstwa amerykańskiego trio Mutoid Man.

720x405-Unknown

Album od swojej niedawnej premiery zbiera pozytywne recenzje, został też w niektórych źródłach określony jako stoner rock – wystarczyło po prostu zapoznać się jak najszybciej z zawartością. Rzeczywiście, wspomniany ‘Bridgeburner’ bardzo przyjemnie pachnie chociażby przebojowym Priestess. Później jednak zaczyna się dość znacząca zmiana muzycznego stylu, która wciąż mieści się w klimacie nakreślonym przez otwierający krążek utwór. Pierwsze riffy ‘Reptilian Soul’ przypominają do złudzenia nieco złagodzone wyczyny Kurta Ballou z Converge. Po krótkim researchu okazuje się, że album został nagrany właśnie przez gitarzystę legendarnego hardcore punkowego zespołu w jego studiu. Robi się coraz ciekawiej.

Oczywiście samo brzmienie również przypomina to znane z późniejszych płyt Converge. Na udziale gitarzysty zespołu w procesie twórczym „Bleeder” podobieństwa się nie kończą – za perkusją w Mutoid Man usiadł nie kto inny, jak Ben Koller – wieloletni perkusista autorów “Jane Doe”. Zabrnęliśmy głęboko w temat mathcore’u i hardcore punka, a warto przypomnieć, że pierwszy utwór na krążku jest… mocno stonerowy. Wymienione powiązania rodzącego się dopiero Mutoid Man z Converge są dość widoczne, jednak nienarzucające się. Znajdziemy tu prawdziwą hybrydę rock and rolla, technicznego grania i mocnych partii wokalnych, a to wszystko polane punkowym sosem. To, co zaskakuje na „Bleeder” to fakt, iż wspólny mianownik wszystkich zawartych na nim utworów jest oczywisty, jednak dość nieuchwytny. Słuchając niezwykle technicznego ‘1000 Mile Stare’ i mocno groove’ującego ‘Dead Dreams’ możliwe jest wskazanie wykonawcy z szybckością finalisty Jaka To Melodia mimo iż oba utwory leżą na dość odległych od siebie południkach muzycznej mapy.

Oznacza to oczywiście, że na etapie pierwszego pełnogrającego albumu Mutoid Man posiada już swój określony i oryginalny styl. Ponadto mimo nierzadkich krzyków Steve’a Brodsky’ego, ciężkich partii gitarowych i charczącego basu obsługiwanego przez Nicka Cageao cały krążek jest zaskakująco lekki w odbiorze. Amerykańskie trio wraz z Kurtem Ballou postawiło na uniknięcie popularnego dziś pełnego brzmienia – perkusja brzmi lekko, a gitary mają dużo środkowych i wysokich tonów. Zwiewność zarejestrowanych na „Bleeder” dźwięków nieodparcie przypomina mi świeżość, jaką do dziś może pochwalić się wiekowe „Reign In Blood” Slayera. Album przybiera dramatyczne barwy pod sam swój koniec w postaci brutalnego i ciężkiego utworu tytułowego, zamykającego cały krążek. Tempo zwalnia, riffy stają się typowo sludge’owe, a Steve Brodsky stara się wydusić z siebie jak najbardziej przejmujący krzyk. Mimo wszystko… to wciąż Mutoid Man. Ten sam, który zaczął „Bleeder” stonerowym, skocznym i przebojowym ‘Bridgeburner’.

Nie jest to kamień milowy w historii muzyki ani gatunku. Nie jest to też jednak album, jakich wiele, czy zwyczajnie dobry krążek. ‘Bleeder’ to wydawnictwo znakomite, które zachwyca zarówno jakością zawartych na nim kompozycji, jak i spójnością nagranego materiału. Obiecuję przy świadkach, że zaserwowanej przez Mutoid Man porcji muzyki będę słuchał jeszcze długo, bo warto. Warto poznawać tych najlepszych i zagłębiać się w albumy cieszące ucho w każdej sekundzie. Tak właśnie swoją muzykę pisze skromnie wyglądające na scenie trio zwące się Mutoid Man.

Someday I’ll learn. Someday I’ll learn. A.K.A. never

bleeder

86%
86%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze Wrażenie
    8
  • Instrumentarium
    9
  • Wokal
    7
  • Brzmienie
    10
  • Repeat Mode
    9
  • Oceny czytelników (1 głosów)
    10
Udostępnij to

O autorze

Bartosz Pietrzak

Mój pierwszy kontakt z cięższą muzyką to "Live & Rare" KoRna. Potem poszło już z górki... Jeśli nie nerdzę nad tekstami to jestem na koncercie lub robię hałas ze swoim zespołem. Aha, bez swojej brody byłbym nikim. To samo tyczy się reszty redakcji.