Hellvoid: Recenzja EPki “Gloomy Wizard”

0

Kiedy w 2014 roku na scenie międzynarodowej triumfy świeciła kapela Royal Blood, wiele osób zachwycało się faktem, że riffy na ich debiucie zostały odegrane wyłącznie na basie, bez użycia gitary. Okazuje się jednak, że nie oni jedyni odrzucili tradycyjne sześciostrunówki na rzecz czterostrunowych piękności. Polski Hellvoid, który powstał na początku zeszłego roku nie tylko zrezygnował z tradycyjnych wioseł, ale w swoje szeregi wziął aż dwóch specjalistów od niskich częstotliwości.

Gloomy Wizard

Kapela, jeszcze zanim odpaliłem ich EPkę, urzekła mnie swoim opisem na Bandcampie, gdzie przedstawiają się jako:

Czterech zatwardziałych chałturników, wciąż po latach wierzących, że wniosą coś zupełnie świeżego na deski polskich scen rockowometalowych.

Ich debiut zatytułowany “Gloomy Wizard” to pięć tracków, na których znajdziemy zarówno przesiąknięte smołą i siarką stonerowo-doomowego granie, jak i okazjonalne wycieczki w rejony southernowe czy groovemetalowe. Oczywiście całość oparta jest na potędze brzmienia dwóch gitar basowych. I o ile u wspomnianej przeze mnie na wstępie formacji bas zastępował gitary, naśladując licznymi efektami klasyczne rockowe brzmienie, o tyle u bass’n’rollowców (jak sami zwykli się nazywać) nie ma mowy o naśladowaniu czegokolwiek. Te dźwięki rezonują w żołądku, przytłaczają ciężarem i ukazują piękno tego niedocenionego instrumentu. Duży szacunek należy się za produkcje materiału dla Daniela Maciejewskiego, który tą głębie bardzo zgrabnie wydobył.

Pozostaje jednak pytanie: czy muzykę można traktować jako ciekawostkę i eksperyment z konwencją, czy też sprawdzi się równie dobrze jak tradycyjny metalowy album? Momentami mimo wszystko brakuje nieco tego charakterystycznego brzmienia napędzającego całość. Chociażby w otwierającym krążek ‘Decapitated’ nieco odczuwa się chwilami brak gitary, która zdynamizowałaby smoliste buczenie czterostrunówek. Świetną swoją rolę odgrywa za to perkusja, która nadaje całości dynamizmu i energii. Kolejny utwór, czyli ‘Broken Glass’ to długa, rozwinięta kompozycja z fajnym groovem i slapowanymi riffami.

Pod względem wokalnym EPce nie można nic zarzucić. Lider kapeli zgrabnie operuje klasycznym, zachrypniętym rykiem stonerowego lidera. Świetnie odnajduje się w konwencji, zarówno wyrywając trzewia piekielnym growlem, jak i opętańczo wyjąc pod zamulone, ciężkie jak cholera walce. A zdolność do ich układania Hellvoid ma w małym palcu, o czym świadczy absolutny killer na płycie, czyli tytułowy ‘Gloomy wizard’. Zatapiając te zgniatające mózg basowe buczenie słuchacz kwestionuje potrzebę istnienia wynalazków panów Fendera i Les Paula w doom metalu. Całość cudownie żre razem, a gdy wejdzie dynamiczne, bluesowe bujanie i kawałek się rozkręca i nabiera dynamiki, fani gatunku powinni być oczarowani. Zaskoczeniem niesamowitym był też bonus track, czyli ‘Learn from this Mistake’, czyli ballada na dwa basy. Oczywiście, utwór po bardzo klimatycznym wstępie nabiera więcej mocy, ale nadal taka ilość melodii i takiego klimatu jest zwyczajnie zaskakująca i urzeka słuchacza.

Wracając więc do kwestii: muzyka czy ciekawostka, bliżej jestem mimo wszystko określenia “muzyka”. Przy odpowiednio przystosowanych kompozycjach, muzyka Hellvoid brzmi znakomicie, jednak momentami wciąż brakuje tu nieco gitary. Jedno jest pewne, dla wszystkich fanów brzmienia czterostrunówek “Gloomy Wizard” to będzie prawdziwa uczta dla uszu.

1. Decapitated
2. Broken Glass
3. Rehab
4. Gloomy Wizard
5. Learn from This Mistake

9162_hellvoid_cd

 

Wyro(c)k

78%
78%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze Wrażenie
    8
  • Wokal
    8
  • Instrumentarium
    8
  • Brzmienie
    8
  • Repeat mode
    7
  • Oceny czytelników (8 głosów)
    7.6
Udostępnij to

O autorze

Vincent13

Miłośnik gitary pod każdą postacią, otwarty na różne gatunki muzyczne- od bluesa i funku po progresywny metal. Rok bez Woodstocku uważa za rok stracony. Poza muzyką zakochany w kinie, powieściach Agathy Christie i dziełach Beksińskiego.