Gizmodrome: Recenzja debiutanckiej płyty “Gizmodrome”

0

Nowa supergrupa złożona z muzyków The Police i King Crimson? Brzmi jakby gwiazdka w tym roku nadeszła wcześniej. Czy byliście jednak w sytuacji, gdy czekaliście na wymarzoną rzecz, a pod choinką znaleźliście za dużą piżamę od babci? Adrian Belew i Stewart Copeland z Markiem Kingiem (Level 42) i Vittorio Cosmą uszyli właśnie taką piżamę – z zupełnie niepasujących do siebie elementów. I nazwali ją Gizmodrome.

Stworzenie projektu Gizmodrome muzycy ogłosili w tym roku. Okazało się, że inicjatywa wyszła od perkusisty The Police, Stewarta Copelanda, który mieszkając przez jakiś czas we Włoszech nawiązał współpracę z klawiszowcem i kompozytorem Vittorio Cosmą i do współpracy zaprosił jeszcze Adriana Belewa (głos i gitarę King Crimson) oraz Marka Kinga (wokalistę i basistę Level 42). Na premierowy materiał trzeba było poczekać jedynie parę miesięcy – nowa płyta ukazała się dosłownie parę tygodni temu. Przez ten czas wyobrażałem sobie nadchodzącą muzykę jako coś ambitnego, eksperymentalnego, ale jednak przebojowego. Piosenki stworzył Copeland, co jeszcze nie było aż tak bardzo podejrzane. Gorzej, gdy okazało się, że pomimo dwóch świetnych wokalistów w kapeli i frontmanów w swoich zespołach (Belew i King), sam zdecydował się śpiewać.

Na pierwszy singiel wybrano ‘Man on the Mountain’, który biorąc pod uwagę umiejętności poszczególnych muzyków jest po prostu przerażający. Argumentu, że cała czwórka chciała się po prostu dobrze bawić nie uważam za dobrą wymówkę do firmowania swoim nazwiskiem i twarzą czegoś tak słabego. Pomijając nijaką muzykę w klimacie pseudo reggae, Copeland fałszuje nawet przy udziale efektu autotune, co jest nie lada wyczynem. Przykre, że ktoś z takim słuchem jak Belew macza palce w takiej kompromitacji.

‘Man on the Mountain’ to “szczęśliwie” jeden z najgorszych numerów na albumie, choć reszta jest niewiele lepsza. Najlepszy jest chyba początek – ‘Zombies in the Mall’ z fajnym motywem gitarowym Belewa i dęciakami jest jeszcze do przyjęcia, jeśli nie wsłuchamy się w absurdalny tekst. Kolejne ‘Stay Ready’ również broni się głównie jedynie dzięki ciekawej, “kosmicznej” gitarze Belewa. Gdy wchodzi wokal, a następnie banalne chórki można już jednak przełączyć na następną piosenkę. Nie, następna jest ‘Man on the Mountain’. Więc następną. I następną. W ‘Summer’s Coming’ perkusista znów raczej recytuje, niż śpiewa, a refren pasuje jak pięść do oka. Brzmi to, jakby King i Belew jeszcze chcieli jakoś tę muzykę uratować, ale niestety ich pomysły w ogóle nie pasują do całości. ‘Spin This’ z niekończącymi się okrzykami “Hey Ya Hey Ya Hey Ya Hey Ya Hey Ya Ho” jest równie ciężkostrawny. Utwór ‘Amaka Pipa’ brzmi z kolei jak poroniony pomysł Franka Zappy, choć i tak jest jedną z lepszych rzeczy na płycie. Dobrze zapowiada się ‘Zubatta Cheve’ z rozpoczynającą go gitarą w stylu King Crimson, jednak recytacja tekstu po włosku (?) znów psuje cały efekt. Kolejny niezrozumiały zabieg. Przedostatnie, dość zgrabne ‘I Know Too Much’ w końcu jawi się jako ulga, którą da się przesłuchać do końca. Płytę kończy instrumentalny ‘Stark Naked’, gdzie na instrumenty “walczą” ze sobą Belew i Cosma.

Czy są jakieś plusy? Najlepiej broni się warstwa instrumentalna – w końcu zespół tworzą wybitni muzycy. Dla tych, którzy woleliby się skupić właśnie na instrumentach, niż na jęczeniu Copelanda, zespół przygotował mini-album “Riff Tricks – The Instrumentals Vol. 1″ możliwy do zakupienia na oficjalnej stronie. Ciekawe skąd wziął się pomysł na ten dodatek – być może niektórzy zdali sobie sprawę, że ta muzyka była słuchalna jedynie przed dodaniem wokali. Niestety, w przeciwieństwie do regularnego albumu, nie jest on dostępny w żadnych serwisach streamingowych.

Co ciekawe, pomimo tak słabego materiału muzycy są pełni entuzjazmu i zamierzają koncertować oraz nagrywać dalej. W takim razie wyjścia są dwa – albo na następnym albumie do komponowania włączą się już pozostali muzycy, a Copeland zostanie zepchnięty tylko do roli perkusisty, albo w dalszym ciągu będzie to zespół Copelanda. W tym drugim przypadku jednak nie wróżę Gizmodrome zbyt długiej i błyskotliwej kariery. Debiutancki album brzmi, jakby podpici ojcowie zaczęli jamować na urodzinach swoich dzieci robiąc im przy tym obciach. Pocieszające jest to, że gorzej już (chyba) nie będzie.

1. Zombies In The Mall
2. Stay Ready
3. Man In The Mountain
4. Summer’s Coming
5. Sweet Angels (Rule The World)
6. Amaka Pipa
7. Strange Things Happen
8. Ride Your Life
9. Zubatta Cheve
10. Spin This
11. I Know Too Much
12. Stark Naked

Wyro(c)k

34%
34%
(I Can't Get No) Satisfaction

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 (I Can't Get No) Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    1
  • Instrumentarium
    7
  • Wokal
    1
  • Brzmienie
    6
  • Repeat mode
    2
  • Oceny czytelników (4 głosów)
    5.1
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!