Ektomorf: Recenzja płyty „Agressor”

0

Thrash metal, hardcore, punk a nawet cygański folk – zarzuca się im wiele. Niektórzy twierdzą nawet, że to kopiści Sepultury i Soulfly. Zoltán Farkas wcale nie próbuje zresztą ukryć swojej słabości do produktów gardła i umysłu Maxa Cavalery, ale kopistą się nie czuje. Jak jest naprawdę? Być może odpowiedź znajdziecie na najnowszym krążku Węgrów “Agressor”.

Płytę otwiera króciutkie, ale pełne grozy i napięcia ‘Intro’. Nie powiem, że ‘Intro’ łagodnie przeobraża się w ‘I’, bo ten raczej wyrywa się krzykiem ze złowieszczej ciszy. Kawałek bazuje na bardzo silnie zrytmizowanej perkusji i mocnej, ciężkiej linii gitary. Agresja jest budowana głównie za sprawą wokalu, który w zwrotkach nakłada się na melodykę reszty instrumentarium. W refrenach z kolei dzięki wydłużeniu długości artykulacji i jednoczesnym spadku tempa perkusji kawałek ciąży dźwiękiem i przygotowuje nas na ostateczną eksplozję dźwięku, mającą nadejść pod koniec utworu pod postacią krzyku. Zdecydowanie z mocą! Podobnie wygląda konstrukcja ‘Damned Nation’.

Tytułowy ‘Agressor’ rozpoczyna głośny, dynamiczny dialog (właściwie kłótnia) wokalu z resztą instrumentów. W momencie pojawienia się głosu instrumentarium ulega wyciszeniu i na odwrót. Zabieg ten ma oczywiście na celu wzmocnienie napięcia, które spada na nas jak grom z (raczej pochmurnego) nieba w momencie nałożenia się na siebie wszystkich elementów konstrukcji. Jest głośno, butnie i bardzo emocjonalnie! Podobnie został pomyślany kawałek ‘Holocaust’.

Jeśli poprzednie utwory wydawały się wam zbyt kołysankowe to ‘Move On’ na pewno zatrze to wrażenia. Nie znajdziecie tutaj przygrywek, muzycznego drażnienia się wokalu z perkusją i tym podobnych “wprawiaczy w nastrój”. Od pierwszego taktu dostajemy wibrujący, pełen mocy i wręcz kipiący od dźwięku motyw. Dynamika zostaje znacznie podkręcona, pałker ma pełne ręce roboty, a Zoltán wręcz połyka własne słowa w naszpikowanej akcentami artykulacji. Może uznacie to za profanację ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że bardzo blisko tutaj do ‘People = Shit’ Slipknota. Podobnie sprawa wygląda w przypadku ‘You Can’t Get More’, ‘You Lost’ i ‘You’re Not For Me’. Również ‘Eastside’ mimo kojącego i pełnego gracji gitarowego wstępu błyskawicznie zamienia się w dynamit. Część z was pewnie jest oburzona – dlaczego ta laska wrzuca tak odmienne numery do jednego worka z napisem “podobne”? Już się usprawiedliwiam – zebrałam je tutaj, bo we wszystkich dostrzegam ten sam rodzaj agresji, jadu, dynamiki, które przecież są najistotniejszymi cechami Ektomorf. No i wszystkim blisko do kolegów po fachu (a może tylko ja słyszę tu mieszankę Soulfly i Slipknota?).

‘Evil by Nature’ to inna historia. Oprócz Zoltána usłyszycie tutaj Georga Fishera, znanego lepiej jako jeden z głównych filarów Cannibal Corpse. Nikogo nie zdziwi, że współpraca z tym tytanem death metalu wypadła rewelacyjnie. Warto zwrócić uwagę na to w jaki sposób utwór jest budowany od strony wokalnej. Przez większą część zwrotek panowie wymieniają się wzajemnie, by pod koniec wybrzmieć stanowczym i rozdzierającym kawałek od środka głosem. Dzięki temu, że barwy ich głosów są tak różne, kiedy nareszcie się spotykają, nie tyle dochodzi do wybuchu, jakiejś mikroeksplozji, która błyskawicznie jest zabudowywana gitarami, co raczej do rozsadzenia fundamentów utworu. Zgadza się to zresztą z instrumentami, które zmiażdżone wokalem długo “wracają do siebie”. Doskonale widać to  w kolejnej zwrotce, gdzie mnogość dźwięków i podbicie tempa ewidentnie mają odpowiadać gwałtownej odbudowie, czegoś co właśnie runęło. Świetny!

W zestawieniu z muzyczną miazgą, którą dostaliśmy nieco wcześniej ‘Emotionless World’ wydaje się niemal kołysanką. Tempo nieco spada, w ścieżkę wkrada się szczypta elektroniki, a refren to harmonijne, jednostajne nucenie, rodem z Korna. Macie niewiele ponad trzy minuty na złapanie oddechu. Radzę skorzystać!

‘Scars’ to kolejny dynamit. Dzięki temu, że dotrzymujący kroku gitarze w zwrotkach wokal pod ich koniec ulega wyciszeniu, zostawiając surowe brzmienie strun, możemy odnieść błędne wrażenie, że kawałek nie nadąża, jakby był nieco przesunięty. Refren przynosi dość delikatny jak na panów z Ektomorf podmuch świeżości – płożąca się do tej pory dość blisko ziemi gitara nieoczekiwanie podnosi się na pięciolinii a wokal z kipiącego furią krzyku zmienia się w melodyjny śpiew. Bardzo przyjemny, choć niepozbawiony pazura utwór.

Krążek zamyka gitarowy epilog ‘Memento’, który wraz z otwierającym go ‘Intro’ obejmuje całość klamrą kompozycyjną. Album jest dynamiczny, chwilami nawet skoczny, zrealizowany z werwą i naprawdę dobry pod względem technicznym. Poprawny. Może zatem dodam jedno drobne zastrzeżenie – trochę za mało pomysłowy. Jest tutaj kilka kawałków, których odrębność na tle całości jakoś się rozmywa, tworząc miałką mamałygę. Zmiany tonacji, tempa, melodii, drobne zastoje – to wszystko są rzeczy, które nie muszą wcale znaczyć, że muzycy nie stanęli na wysokości zadania i posiłkują się tanimi chwytami, lecz umiejętnie użyte sprawią, że utwór wbije się w pamięć. “Agressor” mimo ogromnego ładunku emocjonalnego i świetnej roboty muzyków paradoksalnie jest dość jednostajny i przewidywalny a przecież to właśnie zaskoczenie, szok są najbardziej płodnym gruntem dla muzycznej miazgi.

1. Intro
2. I
3.Agressor
4. Holocaust
5. Move On
6. Evil By Nature
7. You Can’t Get More
8. Emotionless World
9. Eastside
10. Scars
11. Damned Nation
12. You Lost
13. You’re Not For Me
14. Memento

agress

Wyro(c)k

70%
70%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    7.6
  • Wokal
    7.1
  • Instrumentarium
    7.2
  • Brzmienie
    6.7
  • Repeat Mode
    6.3
  • Oceny czytelników (2 głosów)
    9.5
Udostępnij to

O autorze

Joanna Gulewicz

Pasjonatka wszystkiego, co kłopotliwe i niespotykane.