Podsumowanie ro(c)ku DeathMagnetic.pl #5

0

Jeśli chodzi o muzykę rockową i metalową, to zawsze staram się zapuścić na nieznaną przeze mnie ścieżkę, trochę się rozejrzeć, a jeżeli spodobają mi się widoki – zostaję na niej dłużej. Pod tym względem 2015 rok minął u mnie na dokładniejszej eksploracji muzyki progresywnej, ale też na próbie zbratania się z post-rockiem i djentem. W moim podsumowaniu nie mogło więc zabraknąć takich klimatów.

1.Płyta roku 2015 – Polska: Ampacity – “Superliminal”

Tutaj miałem dość spory dylemat, gdyż oprócz space-rockowego Ampacity wysokie notowanie miał u mnie Riverside ze swoim najnowszym krążkiem “Love, Fear and the Time Machine”. Został on jednak już nominowany we wcześniejszych podsumowaniach, więc nie pozostało mi nic innego, jak wyznaczyć w tej kategorii płytę “Superluminal”. Jest to pierwszy longplay gdyńskiej formacji, która debiutowała w 2013 roku EP-ką “Encounter One”. Takie klimaty to istna gratka dla fanów psychodelicznej muzyki o międzygalaktycznym zabarwieniu, w dodatku świetnie nadaje się jako lecący w tle podkład do czytania powieści Stanisława Lema.

Sama jakość nagrań nie pozostawia wiele do życzenia i nie trudno jest “odlecieć” słuchając tego krążka, więc jeśli nie znacie Ampacity, to jak najszybciej powinniście nadrobić tę zaległość. Zwłaszcza że na żywo prezentują się po prostu kapitalnie, o czym przekonałem się w tym roku, kiedy otwierali koncert Blues Pills w warszawskiej Progresji.

2. Płyta roku 2015 – świat: Devin Townsend Project – “Ziltoid – Live at the Royal Albert Hall”

W tej kategorii dla mnie wybór mógł być tylko jeden. Co prawda byliśmy świadkami premier takich świetnych albumów jak “The Ride Majestic” szwedzkiego Soilwork, “Juggernaut: Alpha&Omega” djentowców z Periphery, czy chociażby spektakularnego powrotu Iron Maiden z “The Book of Souls”, ale DVD koncertowe wypuszczone przez Mistrza Townsenda jest co najmniej o jedną półkę wyżej.

Występ odbył się 13 kwietnia 2015 roku w wyprzedanej na pniu Royal Albert Hall w Londynie i składał się z 2 części. Pierwszą z nich było odegranie w całości płyty „Dark Matters”, która jest kontynuacją historii o kosmicie zwanym Ziltiod. Druga natomiast część występu to ponad 1,5-godzinny set ułożony przez fanów, na którym po raz pierwszy w historii na żywo został zagrany utwór ‘The Death of Music’. Ale co tak naprawdę zadecydowało, że uznałem tę właśnie płytę za płytę roku? Brzmienie, perfekcja w wykonaniu i niesamowity wokal Townsenda. Mógłbym się o tym rozpisywać, ale ‘Deadhead’ chyba lepiej odda epickość tego DVD.

3. Piosenka roku 2015 – Polska: Lao Che – Wojenka

Najnowszy krążek Lao Che pod tytułem “Dzieciom” opisuje otaczający nas świat przez pryzmat dzieci właśnie, ale też dorosłych, którzy muszą w “prosty sposób” wyjaśnić to, co się wokół nas dzieje. Co prawda o wojnie powstało i nadal powstaje mnóstwo utworów, ale często nie potrzeba wymyślnych form przekazu, aby oddać bezsens wszelkich konfliktów zbrojnych. Czasami wystarczy spojrzeć na wszystko z perspektywy najmłodszych.

4. Piosenka roku 2015 – świat: Killing Joke – ‘Euphoria’, Joe Satriani – ‘On Peregrine Wings’, Periphery – ‘Stranger Things’

O ile z polskich utworów dałem radę wybrać najlepszy, o tyle na skalę światową jest to niewykonalne. Już selekcja tych trzech była dla mnie sporym wyzwaniem i mógłbym dać pewnie kolejnych 20, ale dość szybko zniechęciłoby Cię to do dalszej lektury. Postaram się więc dość zwięźle przedstawić wyselekcjonowane przeze mnie kompozycje kończącego się właśnie roku.

Post-punkowi weterani uraczyli nas swoim 15. już albumem studyjnym i śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że jest to ich najlepsze dzieło wydane w XXI wieku. Tytuł utworu idealnie współgra z uczuciami, jakie towarzyszyły mi podczas pierwszego, drugiego i n-tego przesłuchania. Powrót do klimatów z lat ’80 i hipnotyzujący wokal Jaza Colemana były kluczem do stworzenia kawałka, którego nie sposób przestać podśpiewywać sobie pod prysznicem albo nucić podczas odkurzania.

Nie mogło zabraknąć również wirtuozerskiej popisówki w wykonaniu tego sympatycznego pana w okularach przeciwsłonecznych. ‘On Peregrine Wings’ to absolutny majstersztyk jeśli chodzi o połączenie brazylijskich rytmów i fenomenalnego riffu gitarowego. Co prawda równie dobrze mogłem w zestawieniu umieścić ‘If There is no Heaven’ albo tytułowy ‘Shockwave Supernova’, ale – znowu – trzeba było zrobić jakąś selekcję.

W końcu przyszła kolej na trochę djentu. Podwójna płyta “Juggernaut” wydana została na początku roku i narobiła niemałego szumu wśród fanów progresywnej muzyki. ‘Straner Things’ kończy całą epicką przygodę z albumem, a jeśli wziąć pod uwagę liryczne nawiązanie do hadeiku (okresu, w którym uformowała się skorupa ziemska i powstał księżyc), jednocześnie dając wodze fantazji, można niemal przenieść się w inny wymiar czasu i przestrzeni.

10687112_378481539018616_3314145521348486916_n

Nie czułbym się jednak komfortowo, gdybym nie wyróżnił następujących utworów:
Baroness – Shock Me
Good Tiger – Where Are the Birds
Tesseract – Survival
Ghost B.C. – Cirice
God is an Astronaut – Vetus Memoria
Kamelot – Liar Liar (Wasteland Monarchy)
Trivium – Breathe in the Flames
Enter Shikari – The Last Garrison
Iron Maiden – If Eternity Should Fail
Bullet for my Valentine – No Way Out
Soilwork – Enemies in Fidelity

5. Koncert klubowy/halowy 2015: Devin Townsend Project – Klub Stodoła

Kolejny stosunkowy prosty wybór. Co prawda oprócz Mistrza Townsenda byłem świadkiem innych fenomenalnych koncertów Rise Against, God is an Astronaut, Periphery, czy Arkony, ale po raz kolejny to właśnie łysy Kanadyjczyk był o klasę wyżej, a marcowy występ w Stodole miał u mnie notę 10/10. Co – biorąc pod uwagę fakt, że wyżej wymienieni artyści stanowią światową czołówkę – o czymś świadczy.

6. Rozczarowanie roku 2015: odwołany koncert Sonata Arctica

Od mniej więcej 2009 roku czekałem na możliwość zobaczenia w Polsce fińskich power metalowców i kiedy wreszcie ogłosili przyjazd do Warszawy na 2012 rok okazało się, że będę wtedy w rozjeździe i przegapię ich pierwszy koncert nad Wisłą. Jakaż była moja radość, kiedy dowiedziałem się, że 15 maja 2015 roku ponownie zawitają do Warszawy, do tego w ramach trasy, na której w całości zagrają swoją pierwszą płytę “Ecliptikę”. Jakaż była moja rozpacz, kiedy w dniu koncertu zespół poinformowali, że ze względu na chorobę Tony’ego Kakko (wokalisty) główna gwiazda nie pojawi się tego dnia na scenie. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak wyczekiwanie na kolejną trasę Finów i zachowanie nadziei, że następna płyta nie będzie już kompletnym pójściem w komercję, co obserwujemy od 2012 roku i płyty “Stones Grow Her Name”.

sa_15th_kf_banner

A skoro poruszyłem temat nadziei…

7. Nadzieje na 2016: Ursynalia, TOOL

Chyba wszyscy pamiętamy Ursynalia z 2012 roku, podczas których za stosunkowo śmieszne pieniądze mieliśmy okazję zobaczyć takie kapele jak Slayer, Nighwish, Limp Bizkit, In Flames czy Billy Talent. Kolejna edycja festiwalu miała być jeszcze lepsza, ale organizatorzy mieli – co tu dużo mówić – ogromnego pecha. Z wielkich gwiazd zapowiadanych z pompą pojawili się tylko Lemmy Kilmister i spółka, a występy ZZ Top, Bad Religion, czy Five Finger Death Punch nie doszły do skutku, co spowodowało ogromny spadek zaufania do juwenaliów odbywających się na kampusie SGGW. Organizatorzy z roku na rok powolutku odbudowują swoją reputację, a tegoroczna edycja dawała podstawy do optymizmu (Epica, Skindred, Guano Apes). Dosłownie parę dni temu pojawiła się informacja na facebookowym fanpage’u Ursynaliów sugerująca, że w 2016 roku festiwal będzie darmowy. Stąd pierwszą moją nadzieją jest to, że sprosta on oczekiwaniom fanów i znowu znajdzie się na mapie najważniejszych polskich festiwali. Niemniej jednak trudno mi uwierzyć, że w takiej formule zobaczymy gwiazdy z najwyższej półki.

12347604_10153761307463104_7160887016711930149_n

Drugą moją nadzieją – i zapewne tysięcy fanów na całym na świecie – jest nowa płyta Toola i koncert Amerykanów w Polsce. Co prawda zespół ogłosił już pierwsze występy na przyszły rok, a prace nad krążkiem ponoć są bardzo zaawansowane, lecz faktem jest, że właśnie następcę “10.000 Days” – który nomen omen w 2016 roku będzie obchodził 10. urodziny – nadal traktuje się jak coś abstrakcyjnego i mitycznego.

7490_433252170208219_1392073762808833013_n

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje podsumowanie. Niech 2016 rok będzie dla Was spełnieniem muzycznych fantazji, okraszony świetnymi premierami płytowymi i przeplatany niezapomnianymi koncertami największych gwiazd. Do siego!

Udostępnij to

O autorze

Hajime

Wychowany zarówno przy dźwiękach Iron Maiden czy Rainbow, jak i Chrisa Rea'i i Leonarda Cohena. Aktualnie przemierza nie tylko ścieżki wyłożone "klasycznymi" kamieniami, ale chętnie zapuszcza się na te mniej uczęszczane, nieustannie starając się odkryć coś nowego.