Dżem: Recenzja książki “Rysiek”

0

Jego głos – zarazem aksamitny i szorstki – podnosił wartość utworu o kilka pięter. Jego interpretacja stanowiła szlachecką pieczęć przyłożoną do czasem wybitnych, a czasem pospolitych tekstów. Śpiewał zarazem i na luzie, i tak, jakby odwołano jutro. Posiadał tylko sobie właściwą, jakby przerysowaną manierę wokalną, która stała się wyrazistym stylem. Posiadał charyzmę pozwalającą wystawiać rockowy teatr z pogranicza życia i śmierci. Odważył się opowiedzieć historię swojego życia i swojej choroby (zwłaszcza choroby), euforii i destrukcji (zwłaszcza destrukcji).

Takimi słowami Jan Skaradziński – dziennikarz, miłośnik muzyki i można powiedzieć bez przesady – nadworny biograf Dżemu – opisuje głównego bohatera książki zatytułowanej po prostu „Rysiek”. I trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Autor przygotował wznowienie pozycji, która pierwotnie trafiła do księgarń w 1999 roku, jednak jak sam zapowiada, nie jest to typowe „wznowienie”, lecz w praktyce napisana na nowo biografia. Została ona uzupełniona o wiele nowych wypowiedzi znajomych i bliskich nieodżałowanego wokalisty Dżemu. I w tym właśnie tkwi największa jej siła – Skaradziński dotarł właściwie do wszystkich osób, które miały do opowiedzenia niezwykle ciekawe historie na temat Riedla i to „z pierwszej ręki”. Wypowiadają się więc i jego przyjaciele z młodości (Pudel i Ziomal, którzy sypią ciekawymi historiami jak z rękawa), i najbliższa rodzina, i współpracownicy, a także oczywiście koledzy z zespołu. To czyni dzieło niezwykle ekscytującym zarówno dla osób, które pobieżnie znają twórczość Dżemu, a chcą dowiedzieć się zupełnie nowych rzeczy, jak i dla starych fanów i słuchaczy, takich jak ja, którzy pragną zgłębić wiedzę na temat życia (i niestety śmierci) tej wyjątkowej osoby jaką był Ryszard Riedel.

Książka podzielona jest na 6 wyraźnych rozdziałów, które obrazują kolejne etapy życia wokalisty. Zaczynamy więc od opisu szarej, komunistycznej rzeczywistości, w której przyszło dorastać naszemu „malowanemu ptakowi” i do której tak naprawdę nigdy nie pasował. Bo Rysiek mimo, że urodził się w śląskiej rodzinie, gdzie rządziły twarde zasady ojca, zawsze czuł się wolny i nikt nie był w stanie go ograniczyć. Może dlatego tak bardzo zafascynowany był Dzikim Zachodem, którego bezkresne prerie kojarzyły mu się z wolnością, tą wyidealizowaną, której nigdy nie był w stanie zaznać w miejscu, w którym dorastał i mieszkał. Fascynacja Dzikim Zachodem nie minęła mu zresztą nigdy.

Gdy pod koniec lat 80. telewizja pokazywała serial „Jak zdobywano Dziki Zachód”, trzeba było do pory emisji dostosowywać – poważnie – pory koncertów Dżemu. Potrafił skrócić bisy, skrócić nawet set podstawowy, byle dopaść do najbliższego telewizora w klubie, w hotelu, w – też zdarzało się – najbliższej stróżówce cieciów. Nieważne gdzie. Ważne, żeby zdążył. I jeszcze żeby miał na sobie kapelusz i kowbojki, bo to pomagało wczuć się w akcję.

rysiek2

Riedla ograniczało wszystko, co stawiało przed nim wymagania – na początku rodzice (szczególnie despotyczny ojciec) i szkoła, której ukończył niespełna 7 klas. Jego ucieczką zaczynała być muzyka, a zaczął interesować się nią bardzo wcześnie. Tak wspominał to jego ówczesny kolega ze szkoły:

(…) Rysiek, kiedy go zobaczyłem na rozpoczęciu roku szkolnego w siódmej klasie we wrześniu 1970, wyglądał następująco: obcięty króciusieńko na Myszkę Miki, dżinsy tak wąskie, że przylegały do skóry i kremowa wiatrówka, a na niej własnoręcznie wykonany napis „Black Sabbath”.

Tutaj naturalnie przechodzimy do dojrzewania decyzji Ryśka, by założyć swój zespół, zostać artystą i żyć niezależnie, tak jak zawsze tego pragnął. Pomimo tego, że – jak dowiadujemy się z relacji – nasz bohater przede wszystkim chciał być Indianinem, bardziej realne ostatecznie wydało się życie muzyka. A zabiegał o to bardzo uparcie i gdy już dostał się na próbę pozostałych muzyków Dżemu reszta stała się historią. Adam Otręba:

Buty nam spadły jak dał głos, ale niczego po sobie poznać nie daliśmy, żeby małolatowi się w głowie nie poprzewracało.

W dalszej części doskonale opisane są początki profesjonalnej kariery zespołu, o który najbardziej walczył zawsze Rysiek. Szczegółowe, jednak podane z wielkim wyczuciem i „nie zanudzające” fakty czyta się jednym tchem, tak jakby uczestniczyło się w tych wszystkich rozmowach, wydarzeniach, zawirowaniach w karierze zespołu. Nie tylko personalnych dotyczących składu, ale również dotykających samego lidera. Dodatkowo treść uzupełnia pokaźna ilość zdjęć zarówno z prywatnego archiwum, jak i z koncertów, a nawet rękopisy niektórych tekstów piosenek. Szkoda tylko, że w kolorowej wkładce, w której aż prosi się o zamieszczenie tych najbardziej unikalnych, większość to „pospolite” ujęcia Ryśka na scenie.

rysiek3

Z pewnością częścią, która jest bardzo rozbudowana i jednocześnie najmocniej szokuje jest opis narkotykowego uzależnienia Ryśka. I pomimo, że autor stawia tutaj śmiałą tezę, że film „Skazany na bluesa” nie był najlepszy, a raczej „nie wiadomo jaki” i próbuje udowodnić, że Riedel nie był wcale tak mroczną postacią, jak go pokazano, wypowiedzi przedstawione w książce utwierdzają w przekonaniu, że uzależnienie na pewnym etapie tak dyktowało jego rytm życia, jak wspominane wcześniej filmy i seriale o Dzikim Zachodzie. W tym przypadku nie mogło się to jednak zakończyć happy endem. To już techniczny Dżemu:

Ja ich widziałem w trasie – i jego, i Michała [Giercuszkiewicza, perkusistę zespołu]. Straszne to było. Wyli całymi dniami z bólu nóg, rąk. Straszne… To były takie ciężkie głody, że jedną noc wytrzymali, a później brali taryfę nie bacząc na to, że jest wynajęte studio za ogromne pieniądze i jechali pięćset kilometrów po narkotyki, żeby zaspokoić swój głód.

Przy kolejnych niezwykłych historiach i anegdotach towarzyszymy Ryśkowi do ostatnich chwil życia. A nawet dłużej, bo wraz ze śmiercią głównego bohatera opowieść się nie kończy – dowiadujemy się jak ze spuścizną wokalisty poradzili sobie jego współpracownicy, a jak po prostu z brakiem jego osoby – najbliżsi.

Jednak pomimo smutnego i nieuniknionego losu Ryśka, a także bardzo szczegółowo opisanego etapu uzależnienia i choroby z nim związanej, nie jest ona celebracją jego śmierci i bardzo dokładnie opisuje także etap twórczości wokalisty poza Dżemem, a także rzuca nowe światło na wiele legendarnych utworów poprzez ich analizę, nawiązania do wydarzeń lub opowieści osób, które brały bezpośredni udział przy ich tworzeniu. Czy wiedzieliście na przykład, że muzyczny zalążek „Whisky” był efektem oglądania (i słuchania ścieżki dźwiękowej) westernu przez Riedla? Takich smaczków jest tu naprawdę bardzo wiele.

Przy czytaniu tej pozycji nie zabraknie więc i uśmiechów, i wzruszeń, i niedowierzania. Bo pomimo okoliczności, miejsca i czasu, trudno nie nazwać cudem tego, że taki zespół jak Dżem i tak wybitny wokalista jak Rysiek, który nie odstawał poziomem od największych gwiazd w historii blues rocka pojawili się na terenie naszego kraju i to w epoce, kiedy dobre instrumenty czy nawet płyty zagranicznych wykonawców były luksusem. A jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani, musicie koniecznie sięgnąć po ten tytuł.

Wyro(c)k

93%
93%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Warsztat Autora
    10
  • Treść
    10
  • Walory estetyczne
    8
  • Oceny czytelników (4 głosów)
    8.2
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!