Recenzja książki “Motörhead w studio”

0

Wielu z nas przeżywa jeszcze koncertową przygodę z Motörhead, która miała miejsce na warszawskim Torwarze parę tygodni temu. I słusznie, bo zespół ten to typowo koncertowy potwór, a Lemmy jest idealnym przykładem gwiazdy rocka, która urodziła się po to, by żyć i umrzeć na scenie. Obchodząca 40 urodziny, niestrudzona grupa jest w trasie od zawsze i między innymi tym zbudowała swój status legendy. Nie można jednak zapomnieć o ogromnej ilości regularnie wydawanych albumów, które są co najmniej solidne, a w większości po prostu bardzo dobre.

11695813_10153153688084209_8877544391025800473_n

Studyjne wcielenie zespołu przedstawia najnowsza książka „Motörhead w studio”. Jej autorem jest Jake Brown, który musi być wielkim miłośnikiem tego typu historii, ponieważ nie jest to jego pierwszy tytuł z serii – wcześniej na warsztat zostali wzięci tacy artyści, jak Alice in Chains, Iron Maiden, Red Hot Chili Peppers, Jane’s Addiction, Tori Amos, Tom Waits, a nawet legendarny producent Rick Rubin. W związku z tym, podejście do tematu jest naprawdę profesjonalne, a co więcej nie czuć, że jest to kolejna sucha dokumentacja – raczej widać tutaj serce i entuzjazm fana zespołu. Należy zaznaczyć, że w przygotowaniu uczestniczył sam Lemmy Kilmister, co również jest gwarancją rzetelności – nie znajdziemy tu zmyślonych, przekręconych historii czy tanich sensacji. Oprócz jego archiwalnych wypowiedzi (m.in. z autobiografii „Biała gorączka”) są także bardziej aktualne komentarze, które zdecydowanie są wielką wartością tego tytułu.

Wydarzenia w książce przedstawione są ułożone chronologicznie. Na początku znajduje się krótki wstęp i przybliżenie sylwetki artysty, a następnie opisywane są kolejne albumy zespołu. Zaczynamy więc od „Motörhead”, czyli debiutu w składzie z ‘Fast’ Eddie Clarkiem oraz Philem Taylorem, który – jak wspomina Lemmy – powstawał w następujących okolicznościach:

To miała być płyta decydująca o naszym przetrwaniu. Wytwórnia dawała nam dwie strony, mieliśmy dwa dni w studiu, więc zaryzykowaliśmy i zamiast utworów singlowych, nagraliśmy w tym czasie jedenaście podkładów bez wokali.

To jeden z wielu przykładów bezkompromisowości frontmana Motörhead. Pominięta została płyta „On Parole”, która była rzeczywiście pierwszą dźwiękową dokumentacją zespołu, lecz jeszcze w składzie z Larrym Wallisem na gitarze. Została ona jednak wydana dopiero na fali popularności grupy po wydaniu „Bomber” i sam Lemmy nie ma o niej najlepszego zdania.

Wspomniana bezkompromisowość i upór zespołu pozwoliły dotrzeć im na szczyt dzięki kolejnym dziełom „Overkill”, „Bomber” i „Ace of Spades”, których atmosferę powstawania możemy poczuć czytając kolejne wypowiedzi osób zaangażowanych w tworzenie tych legendarnych krążków. Jest zatem wiele o potyczkach z producentami (okazuje się, że najdłużej wytrzymał na stanowisku obecny Cameron Webb), sposobach nagrywania i pisania utworów (Lemmy o „Ace of Spades”: Napisałem utwory w studio. Wszystkie. To tam właśnie piszę najlepsze kawałki – spanikowany, pod presją czasu, z ludźmi, którzy mnie poganiają: „Pospiesz się! Zostały nam już tylko dwie godziny!”) oraz o niecodziennym brzmieniu, którego zarejestrowanie spędzało sen z powiek kolejnym współpracownikom:

Oczywiście, brzmienie basu Lemmy’ego było zupełnie unikalne – nigdy nie pracowałem z kimś takim, kto grałby na basie w ten sposób. Używa wzmacniacza gitarowego do basu i ma te swoje cztery paczki – połowa z nich ma spalone głośniki, ale ten crunch to element jego brzmienia. Spędziliśmy z Lemmym wiele czasu pracując nad jego brzmieniem, bo było ono upierdliwe w nagrywaniu. Żadnego dołu – tylko środek z dużą liczbą alikwotów. To jest trudne, ponieważ, jak już mówiłem, nie możesz pójść i przystawić ucha nigdzie w pobliżu wzmacniacza, bo zostaniesz zmieciony. Uchwycenie tego zajęło mi pewnie cały dzień.

Czytając tę pozycję, dochodzimy do wniosku, że status ikony wcale nie przychodzi tak łatwo – z pierwszej ręki dowiadujemy się o walkach pomiędzy członkami zespołu (szczególnie klasycznego składu z ‘Philtym’ i Eddie’m), które skończyło się odejściem Eddiego, nietrafionej przygodzie Briana Robertsona z zespołem (etap „Another Perfect Day”), poszukiwaniu nowego składu, czy odejście Wurzela. Czasem jednak czasem wydaje się, że autor zbyt dosłownie potraktował tytuł „w studio”. Rejestrowanie materiału to na pewno ciężka praca, jednak czasem zamiast interesujących anegdot dostajemy opisy jakich mikrofonów i w jaki sposób używano do nagrywania poszczególnych bębnów perkusji, co dla przeciętnego fana szukającego wrażeń raczej od strony muzycznej niż technicznej może być męczące. Z drugiej strony, dzięki szczegółowym opisom można dowiedzieć się wielu ekscytujących rzeczy – czy wiedzieliście na przykład, że nagrywanie utworów Motörhead zaczyna się od perkusji? Mikkey Dee po prostu siada za zestawem i gra do metronomu swoje partie od początku do końca, bez innych instrumentów. Lemmy nie na darmo przedstawia go zawsze jako „najlepszego perkusistę na świecie”.

„Motörhead w studio” oryginalnie ukazała się w 2010 r. i ostatnim opisanym przez autora albumem jest „Motörizer”. Polski wydawca postarał się jednak i uaktualnił treść o kolejne dwa albumy – „The World is Yours” i „Aftershock”. Autorem zgrabnego uzupełnienia jest dziennikarz „Teraz Rocka” Paweł Brzykcy. Miłym dodatkiem jest także zakładka z grafiką okładki, która z pewnością prawdziwemu maniakowi zespołu będzie towarzyszyć dłużej, niż tylko na czas czytania tego tytułu.

Z książki na pewno wielu nowych, ciekawych informacji dowie się każdy – i mniej, i bardziej zagłębiony w historię grupy fan znajdzie tu coś dla siebie. Nawet osoba wchodząca dopiero w świat muzyki Lemmy’ego i spółki może spokojnie sięgnąć po tę pozycję – chronologiczne przedstawienie faktów i elementy z autobiografii frontmana na pewno będą doskonałym uzupełnieniem podczas słuchania poszczególnych albumów, które proszą się o włączenie podczas czytania. Zatem, czy może być lepsza zachęta do sięgnięcia po tę książkę, niż nieodparta chęć posłuchania muzyki Motörhead?

motorheadwstudio

Wyro(c)k

83%
83%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Warsztat Autora
    9
  • Treść
    9
  • Walory estetyczne
    7
  • Oceny czytelników (2 głosów)
    9.6
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!