Despizer: Recenzja płyty “Pogarda”

0

W informacji o zespole, na ich facebookowym profilu, pierwsze zdanie głosi: “Despizer to brutalny cios w mordę”. Ktokolwiek to napisał – trafił w punkt. Po przesłuchaniu najnowszego krążka formacji – “Pogarda” – faktycznie czuję się jakbym oberwała w mordę.

Szybką i niebezpieczną przejażdżkę funduje nam Tomasz Piotrowski na wokalu, Paweł Drozd na perkusji, basista Konrad Kacperczyk i gitarzyści: Bartłomiej Wilczek i Marcin Drozd.

Debiutancka płyta zespołu, „Joyride Of Despair”, ukazała się pięć lat temu i przeważały na niej kawałki anglojęzyczne. Tym razem jedynym numerem w obcym języku okazał się cover Dartkthrone, „Transilvanian Hunger”, zrobiony bardzo po swojemu. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Nikt nie chce słyszeć coveru, który nie jest własną interpretacją utworu, a tylko odgrzewanym kawałem mięcha.

Pierwsze, co uderzyło mnie od samego początku, to mocne, szybkie tempo bębnów, krzykliwy wokal i riffy tak ostre, że można się nimi przeciąć. Brudne granie z nutką punku, owiane blackowym klimatem to mieszanka w której słychać wściekłość, a przy perkusji słychać nawet szczyptę Motörhead.

Album otwiera utwór “Black.Crust.Fakk”, który na pewno nastraja na całą resztę i dodatkowo mówi z jakim prądem muzycznym płynie Despizer. Już od pierwszych dźwięków zaczęła narastać we mnie agresja, choć zakładam, że nie jest to uczucie obce dla fanów metalu.

Dalej jest już tylko lepiej. „Wężownik II” kupił mnie swoim gitarowym intro i ze złością wykrzyczanym „nie ma nadziei, ten świat zgnije”, to właśnie wtedy pomyślałam, że lepiej już być nie może. A jednak – ”Chuj Wam w twarz” (tytuł mam ochotę nadrukować sobie na koszulkę i chodzić tak po mieście) zaskoczył mnie swoją śmiałością. I w zasadzie to jedyne, czym mnie zaskoczył, bo słuchając całego albumu jak leci, mniej uważni słuchacze mogą nie zorientować się, kiedy kończy się jedna piosenka, a zaczyna druga. Mimo wszystko nie musi to być wada. Można włączyć krążek i skupić się na jednym, wielkim 37-minutowym wkurwie, który sprawi, że będziesz chciał znaleźć się w pogo.

Wróćmy do „brutalnego ciosu w mordę”. Zgaduję, że czytając pierwszy akapit recenzji zastanawialiście się, czy moja morda została obita w dobrym tego słowa znaczeniu. Początkowo sama nie byłam pewna, ale zaatakowana i zastraszona przez agresywne granie i jeszcze bardziej agresywne i wykrzyczane prosto w moją twarz (a raczej uszy) teksty, muszę przyznać, że nic, co napełnia człowieka taką energią nie może być złe.

Podsumowując – album może i nie jest zbyt różnorodny, ale jest bardzo spójny. Współpraca poszczególnych instrumentów i wokalu jest wyważona, nic nie wystaje poza muzyczne kontury krążka, a teksty, mimo że wykrzyczane, nie są tylko mieszaniną darcia się i chrypy. Jedyne co wprowadziło mnie w lekki dyskomfort, to fakt, że „Wężownik II” znajduje się w spisie piosenek wyżej od „Wężownik I”. Po tych dwóch kawałkach ułożonych nie po kolei, widać, że faceci z zespołu lubią żyć na krawędzi.

Wystarczająco brutalnie? To teraz wyobraźcie sobie co musi się dziać, kiedy te numery są grane na żywo.

1. Black.Crust.Fakk
2. Wieczny Głód
3. Wężownik II
4. Chuj Wam w Twarz
5. Gra Pozorów
6. Krew Na Rękach
7. 7 Gniewnych Ludzi
8. W Ciemność
9. Droga Bez Powrotu
10. Wężownik I
11. Transilvanian Hunger

Zdjęcie użytkownika Despizer.

Wyro(c)k

68%
68%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    7
  • Brzmienie
    8
  • Repeat Mode
    5
  • Kompozycje
    7
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Kiedy życie daje Ci lemoniadę, zrób z niej cytryny. Życie bardzo się zdziwi.