Cochise: Recenzja “The Sun Also Rises For Unicorns”

0

Zespół Pawła Małaszyńskiego powraca z najnowszym, najambitniejszym do tej pory dziełem o intrygującym tytule „The Sun Also Rises For Unicorns”.

Cochise: Recenzja "The Sun Always Rises For Unicorns"

Aktor, znany szerszej publiczności głównie z seriali i komercyjnych filmów, w ostatnim czasie skupił się na swoim mroczniejszym obliczu i rzeczach ambitniejszych – rzadziej pojawia się na wielkim ekranie w filmach wzbudzających zażenowanie typu „Ciacho”, a częściej w teatrze. I na scenie, gdzie przewodzi istniejącej od 2004 r. grupie Cochise, łączącej grunge, hard rock i klasyczne brzmienia.

Po niespełna 1,5 roku od ostatniej płyty „118” przyszedł czas na następcę – „The Sun Also Rises For Unicorns”. Jak mówią sami członkowie, materiał pisali bez przerwy, dlatego tak szybko miłośnicy grupy otrzymali nowy materiał. Czy jednak album stworzony przez odtwórcę ról w M jak miłość, Weekendzie, czy Listów do M. może być autentyczny i przynosić ciężar i ładunek emocji pożądany przez fanów rocka? Jeżeli podchodzicie do tej sytuacji podejrzliwie i zastanawiacie się, czy dać szansę tej muzyce – czytajcie dalej.

To, co rzuca się w uszy od pierwszych minut płynącej z głośników muzyki, to spora dawka mrocznych tekstów, dołujących gitar i surowego brzmienia. Inspiracje widoczne są aż nadto – Black Sabbath, Led Zeppelin, Alice in Chains, Soundgarden. Nawiązanie do nieśmiertelnych klasyków to zawsze dobry znak, chociaż bywają też momenty, których nie powstydziłby się najbardziej ortodoksyjny metalowy zespół.

Powolny wstęp, którym wita nas tytułowy kawałek nie zapowiada ataku ostrych gitar i wspomnianych metalowych zaśpiewów, które zaskakują. Toporne brzmienie przypomina mi trochę Black Sabbath z okresu „Dehumanizer” – wszystkie instrumenty ustawione są bardzo bezpośrednio, z gitar leje się metal, lecz jest w tym wszystkim klasyczny, bluesowy feeling. ‘The Boy Who Lived Before’ to trochę punkowy przerywnik przywodzący z kolei na myśl debiut Metalliki – przez niespełna 3 minuty jest naprawdę energetycznie i szybko. Ciekawym, zakręconym lecz jednocześnie klasycznym riffem wita nas z kolei ‘I Don’t Care’, w którym w drugiej części wokalista prezentuje ukryty w tle growl.

W tym momencie mogę postawić pierwszy i najważniejszy zarzut tej płycie: tak naprawdę nie wiadomo w którą stronę ta muzyka zmierza. Kiedy może być naprawdę ciężko, mam wrażenie, że zamiast dołożyć do pieca, muzycy tonują emocje, by materiał brzmiał bardziej przyjaźnie, a nie brutalnie, tak jak mógłby zabrzmieć (np. we wspomnianym ‘I Don’t Care’). Dobrze stonowany jest natomiast ‘The Viper Room’ opowiadający o ostatnich godzinach Rivera Phoenixa – aktora, który zmarł z przedawkowania w klubie Johnny’ego Deppa o nazwie właśnie The Viper Room. Utwór po cichym początku wybucha, a Małaszyński śpiewa z manierą Layne Staleya. Fajnie brzmią poszczególne instrumenty, jest przesterowany bas i interesująca solówka. Szkoda, że tak zdecydowanie nie jest zagrany cały album.

Ciekawymi momentami są też ‘Monster’ z Zeppelinowymi zagrywkami i ‘Black Summer’ mogące kojarzyć się z ‘In My Time Of Dying’ idoli Cochise oczywiście z dołożonym odpowiednim ciężarem gatunkowym. Chwile wytchnienia na płycie przynoszą ‘Homeland’ i ‘Falling’, czy dość nastrojowe ‘Stupid Love’ nawiązujące do wolniejszych momentów z twórczości Sabbathów, a także chwytliwa ‘Karma’ z ciekawą solową partią gitary.

Na pewno warto dać tej płycie szansę, by wyrobić sobie opinię na jej temat. Słychać, że zespół wciąż się rozwija i poszukuje – fani z pewnością będą usatysfakcjonowani nowym materiałem, a i paru nowych słuchaczy też powinno się znaleźć. Jestem ciekaw, jak materiał będzie wypadał na żywo – przy dodatkowej, koncertowej energii i spontaniczności może być naprawdę obiecująco.

cochisecover

1. The Sun also rises for unicorns
2. The Boy who lived before
3. I don’t care
4. Homeland
5. The Viper room
6. Falling
7. Circus
8. Perfect place to die
9. Stupid love
10. Monster
11. Black summer
12. Karma
13. Dead men wanted

Wyro(c)k

66%
66%
Highway to Hell

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • Pierwsze wrażenie
    6
  • Instrumentarium
    8
  • Wokal
    7
  • Brzmienie
    6
  • Repeat Mode
    6
  • Oceny czytelników (8 głosów)
    6.7
Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!