W tym tygodniu ponownie oddajemy głos naszemu Czytelnikowi. Klika tygodni temu swoje ulubione kawałki przedstawił Jakub, a dziś 4 utwory prezentuje Patryk. Musimy przyznać, że przygotował ciekawe zestawienie! Życzymy Wam miłego czytania i słuchania.
Celtic Frost – 'Synagoga Satanae’ (z płyty „Monotheist”)
Utwór pochodzi z ostatniego albumu szwajcarskich ojców black metalu, wydanego w 2006 roku „Monotheist”. Metal ciężki, różnorodny, zróżnicowany stylistycznie, ale jakież ma to znaczenie przy najistotniejszej sprawie: kwintesencji zdolności zespołu, zawartej w dopieszczonym brzemieniu… sprzężeń zwrotnych gitar. Nie zamierzam ujmować tej płycie jakości, jest to naprawdę udane, niestety pożegnalne dokonanie szwajcarskiej grupy, niemniej wspomniany element wrył mi się w pamięć najmocniej. Kto zna choć trochę twórczości Celtic Frost (wyjąwszy ludzi, którzy kojarzą ich tylko z „Cold Lake” – wy mieliście pecha) wie, że nieobce są im złożone kompozycje o nieprzeciętnym ciężarze brzmienia. Teraz, poza nisko nastrojonymi gitarami i często doomowymi riffami, pomagają także wyszlifowane do perfekcji piski gitar. Fakt że stanowią tak ważną część niektórych kompozycji podpowiada cicho, że był to zabieg nieprzypadkowy. No i w ten sposób oto powstała – 'Synagoga Satanae’. Bagatela – 14 minut, wypełnionych riffami godnymi samodzielnego wydania i quasi-growlem Toma Warriora.
The Oath – 'Psalm 7′ (z płyty „The Oath”)
The Oath to zespół powstały z inicjatywy pań Ollson i Sadonis. Album tytułowy to jedyny longplay zespołu, bowiem czas od rozpoczęcia współpracy do nagrania tejże płyty okazał się wystarczający, by powstał konflikt, skutkujący rozwiązaniem zespołu. W efekcie wydanie nie doczekało się porządnej trasy promocyjnej, co, jak można się spodziewać, nie przyniosło spektakularnych skoków popularności. Zespół od odejścia w niepamięć uratował znacząco kolejny zespół Johanny Sadonis – Lucifer, którego wydany w tym roku debiutancki album zbiera bardzo dobre recenzje. Niemniej nie jest to już styl mocno zbliżony do The Oath – tam riffy budzą skojarzenia z Black Sabbath oraz rockiem lat 70., brak tak wyraźnej inspiracji doom metalem jak w kompozycjach grupy Lucifer. ’Psalm 7′ rozpędza się powoli, wprowadza słuchacza w nieco leniwą atmosferę, pozwala wsłuchać się w głos wokalistki, perkusista myli słuchaczy, spodziewających się, że utwór za chwilę nabierze tempa, co dzieje się jednak jeszcze chwilę później.
Mercyful Fate – 'Return of the Vampire’ (z płyty „In the Shadows”)
A oto klasyk heavy metalu – Mercyful Fate, zespół swoją renomę zawdzięczający wybornej współpracy duetu Denner/Shermann oraz Kingowi Diamondowi, frontmanowi o <sięga do Powszechnego Spisu Określeń Ogranych> charakterystycznym wokalu, zdecydowanie nie do podrobienia. No właśnie – King. Jednych (w tym skromną osobę autora) wciągnie na dobre w twórczość Mercyful Fate oraz solową swoimi umiejętnościami, zniechęci natomiast tych, zdaniem których tak mężczyźnie nie przystoi brzmieć. Cóż, nie ukrywam, że również moje pierwsze wrażenia po usłyszeniu wokali Diamonda również były dalekie od nader pozytywnych, niemniej po pokonaniu tej pierwszej bariery potem nie pozostaje nic innego, niż dziwić się zdolnościom Duńczyka. 'Return of the Vampire’ to jednak również popis jego bardziej przystępnego śpiewu, a także okazja do przekonania się, jak Lars Ulrich radzi sobie nieco w innych klimatach – jest bowiem gościem specjalnym tego utworu i z nim za bębnami nagrano ten utwór na albumie „In the Shadows”.
Deathspell Omega – 'A Chore For the Lost’ (z płyty „Fas – Ite, Maledicti, in Ignem Aeternum”)
Wyobraźcie sobie grupę eleganckich muzyków, grających równie elegancki, jak i ambitny jazz. Grają nieschematycznie, dosyć nietypowo, sporo pokusiłoby się nawet o brawurową opinię, że w ich twórczości brakuje melodii i jakiegokolwiek sensu. Gotowe? Pewnego dnia jeden z nich stwierdza: „Bracia kamraci! Muzyka nasza tyleż gustowna co piękna, jednakowoż przecież zawsze podzielaliśmy przekonanie, że nie masz nic bardziej wzruszającego na świecie, niż rozpędzony black metal!”. I oto jest – Deathspell Omega. Ich pierwsze dokonania mieszczą się w granicach typowego blacku, jednak po wydaniu „Si Monumentum…” (wybaczcie, nazwy albumów są zbyt długie) zyskali mocno awangardowy charakter. Pamiętam, że po pierwszym przesłuchaniu „Fas, Ite…”, albumu z którego pochodzi zamieszczony tu utwór, byłem nieźle zaskoczony, gdy uświadomiłem sobie, że nie kojarzę konkretnie żadnego riffu. Mnóstwo zmian rytmu, sporo dziwnych brzmień, blasty, growl i ambientowe momenty. Wybrałem 'A Chore For the Lost’ – wydaje mi się, że to utwór, który dokładnie opisuje ich awangardowy styl, nie będąc jednocześnie najbardziej ekstremalnym popisem grupy.
