Z Naturmacht Productions dotarł do mnie drugi album niemieckiego Non Est Deus wydany samodzielnie przez zespół na CD-R w styczniu tego roku. Jako że grupa nie była mi wcześniej znana, postanowiłem poszukać na jej temat więcej informacji. Niestety muzyk lub muzycy nie ułatwiają sprawy, chcąc najwidoczniej zachować anonimowość.
Formacja nie ma własnej strony internetowej ani konta na FB, Twitterze czy Instagramie. Jedyny ślad ich oficjalnej obecności to Bandcamp. W nadesłanych materiałach również nie ma nic, co ułatwiłoby zadanie. Z jednej strony może to przyprawić chcących dowiedzieć się więcej o zespole o zawrót głowy, jednak z drugiej rozumiem taką postawę, jeśli wynika ona z podjętej przez jego członków świadomej decyzji o takim, a nie innych podejściu do własnej twórczości i idei, jakie przyświecają Non Est Deus. Anonimowość to często cecha black metalowych ekip, a niemiaszki się do nich zaliczają. Zajmę się zatem muzyką zawartą na „There Is No God”.
To, co znajduje się na drugiej płycie to dość melodyjna odmiana tego gatunku. Mimo to nie jest ona przesłodzona; nie ma tutaj klawiszowych ekscesów, chórów czy jakichś symfonicznych dodatków. To typowo gitarowe granie, w którym można wyczuć pewną finezję, lecz nie do przesady. Nie jest to surowy black metal, jaki grało się w Norwegii prawie trzydzieści lat temu i nie jest to też progresywne szaleństwo w obrębie tej stylistyki. Muzyka Non Est Deus mieści się gdzieś pomiędzy surowością a pompatycznością. Są na tym albumie melodie i nośne riffy, są gdzieniegdzie zgrabne solówki i nawet chwytliwe fragmenty, lecz na szczęście zespołowi udało się uniknąć trywialności i taniego nadęcia. W konsternację mogą jedynie wprowadzić niektóre rozwiązania zastosowane przez grupę jak choćby w środku ‘Coffin Of Shattered Dreams’, w którym gitary bez przesteru i coś, co brzmi jak akordeon, grają w stylu jarmarcznym, a całość dopełnia dziwna wokaliza, jakby z czegoś szydziła. Natomiast początek ‘Godless’ utrzymany jest w blues rockowym stylu. Jeśli zamiarem twórców było wprowadzić nieco zamieszania, wyjść na chwilę poza gatunek i wywołać u słuchacza wrażenie z cyklu: O co tu, k…a chodzi?, to ten zabieg się udał. Nie każdemu może się to spodobać, dlatego niech pozostanie to kwestią do indywidualnego rozstrzygnięcia.
„There Is No God” to interesująca płyta, a pięć utworów trwających ponad 32 minuty mija naprawdę szybko. Non Est Deus to intrygujący zespół, który dzięki swojej anonimowości i niekiedy nietypowym rozwiązaniom muzycznym jest dość osobliwym tworem. Nie wiem, czy każdy zwolennik black metalu to łyknie, ale jestem pewien, że znajdą się tacy, którzy to zrobią.
2. Fuckfest Of Blood
3. Coffin Of Shattered Dreams
4. Hobsons Choice
5. Godless

Wyro(c)k
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- PIERWSZE WRAŻENIE7
- INSTRUMENTARIUM8.5
- WOKAL8
- BRZMIENIE8
- REPEAT MODE8
