March In Arms: Recenzja płyty „March In Arms”

0

Południowa Dakota, Sioux Falls – to stamtąd pochodzi March In Arms. Powstały w 2012 r. zespół ma na koncie na razie debiut wydany w tym roku własnym nakładem. Jako źródła swoich inspiracji grupa wymienia legendy takie jak: Metallica, Iron Maiden, Motorhead, Black Sabbath, Pantera, Judas Priest. Trzeba przyznać, że są one pierwszorzędne. A jak prezentuje się March In Arms od strony muzycznej?

Kwintet z Dakoty określa swój styl jako thrashy military power metal. Cóż, tematyka wojenna nie jest żadną nowością w metalu – wiele zespołów porusza w tekstach wszelkie możliwe zmagania bitewne, heroizm czy przelaną krew w imię wolności itd. czerpiąc natchnienie z opisów starożytnych wydarzeń aż po obecne czasy. Także pod tym względem nowości nie ma, ale to nie zarzut. Natomiast muzycznie album wypada ciekawie.

„March In Arms” zaczyna się od ‘Procession Of The Dead’, który to stanowi ponad dwumintowe wprowadzenie zabarwione nieco patosem. Nie powinno to dziwić, zważywszy na styl, jaki obrali amerykanie. Po wstępie wchodzi ‘The Failure’ i w tym utworze wyczuwalne są echa twórczości Metalliki czy Pantery. Natomiast wpływy heavy metalowych bogów słyszalne są w ‘Firebreather’ – z melodiami mogącymi kojarzyć się z muzyką celtycką – ‘Empty Pleads’ czy ‘The Knife’. Najdłuższy na płycie ‘Overlord’ to hołd dla bohaterów uczestniczących w inwazji na Normandię w 1944 r. Zaczyna się od fragmentu modlitwy zatytułowanej „Let Our Hearts Be Stout” napisanej przez Franklina D. Roosevelta, która została odczytana w radiu wieczorem 6 czerwca 1944 (D-Day). Do Metallikowego grania zespół wraca w ‘The Ashes’. Ten kawałek zalatuje mi też momentami stylem Anthrax. Praktycznie przez całą płytę mieszają się naleciałości weteranów ciężkiego grania, dzięki którym ekipa z Sioux Falls chwyciła za instrumenty. Niemniej nie jest to plagiat. March In Arms ma swój własny charakter i mądrze korzysta z inspiracji. Jedyne, co nie do końca mnie przekonuje to wrzucenie dwóch utworów w wersjach koncertowych na koniec – ich studyjne odpowiedniki znajdują się na omawianej płycie. Jakoś specjalnie mi nie przeszkadzają, tyle że nie wnoszą one nic do debiutu. Ich jakość jest przyzwoita, zespół bardzo sprawnie je odgrywa i słychać, że publiczność żywiołowo reaguje na muzykę, jednak można by je umieścić gdzie indziej. Według mnie to niepotrzebny zabieg, ale nie będę się nad tym rozczulał, bo nie jest to wielki problem. Ważne, że podstawowa zawartość trzyma dobry poziom, a o to przecież chodzi. A moi faworyci? Zdecydowanie ‘Firebreather’ i ‘The Knife’.

March In Arms należą się również pochwały za profesjonalne podejście do własnej muzyki. Album jest nienagannie wyprodukowany, instrumentaliści i wokalista nie wypadli sroce spod ogona – słychać doświadczenie w grze i śpiewie – i dzięki temu mają szanse na znalezienie wydawcy i zainteresowanie szerszego grona wielbicieli metalowej muzy.

www.facebook.com/marchinarms

1. Procession Of The Dead
2. The Failure
3. Firebreather
4. Mouth Of The Kracken
5. Overlord
6. Empty Pleads
7. The Knife
8. Ashes
9. I Am Death
10. To No End
11. Firebreather (Live)
12. Mouth Of The Kracken (Live)

Wyro(c)k

84%
84%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    8
  • INSTRUMENTARIUM
    8.5
  • WOKAL
    8.5
  • BRZMIENIE
    9
  • REPEAT MODE
    8
  • Oceny czytelników (0 głosów)
    0
Udostępnij to

O autorze

Avatar

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/