Leash Eye: Recenzja płyty „Blues, Brawls & Beverages”

0

Zapewne zdarzyło wam się obejrzeć kiedyś jakiś western, w którym samotny strzelec kopniakiem otwiera charakterystyczne drzwi wahadłowe do saloonu, a tam w oparach dymu siedzą spragnieni kowboje ze szklaneczkami whiskey w rękach, pianista przygrywa melodie do tańca na swoim instrumencie, a kobiety prezentują kuszące wdzięki.

W tym momencie przychodzi mi na myśl Clint Eastwood jako William „Bill” Munny w genialnym „Bez Przebaczenia”, kiedy po wejściu to takiego baru rzuca pamiętne hasło: Kto jest właścicielem tego sracza? Przerobiłbym jednak nieco tę scenografię i scenę. Zostawiłbym żłopiących trunki kowbojów i ponętne kobiety natomiast zamiast gościa grającego na pianinie wstawiłbym Leash Eye zasuwających kawałki z ich ostatniego albumu, a kwestia Clinta brzmiałaby: Co za zaj…y zespół gra w tym sraczu!

Wspomniałem o westernach dlatego, że muzyka Leash Eye jest na wskroś amerykańska i kojarzy mi się właśnie z takimi klimatami. Podczas słuchania nieustannie przychodzą mi na myśl: pustynia, przestrzeń, piasek, słońce i duże odległości między stanami – oraz bary, piwo i whiskey rzecz jasna. To również rewelacyjna muza drogi. Pasowałaby do podróży Cadillakiem przez juesej albo na suto zakrapianą imprezę.

„Blues, Brawls & Beverages” to wyborna mieszanka bluesa z hard rockiem idealna na koncerty. Utwory zawarte na płycie świetnie bujają, są przebojowe i brzmią soczyście. Początek otwierającego płytę ‘Bones’ pachnie Purplami, po czym rozwija się i wchodzi takie rytmiczne tempo, przy którym człowiek sam chce ruszyć swoje cztery litery i powyginać się przy tej kompozycji. ‘Lady Destiny’, ‘One Last Time’ – mój faworyt – i rozpędzony ‘Jackie Chevrolet’ są tak nośne i chwytliwe, że nadawałyby się na radiowe hity. Potrafi się zrobić też i ciężko, czego dobrym przykładem jest utrzymany w stylu Black Sabbath ‘Twardowsky, J.’. Z kolei wstęp do ‘Planet Terror’ to wycieczka w okolice muzyki country, a użycie w nim techniki slide jest wręcz kapitalne. Album zamyka bardziej spokojny i wolniejszy ‘Well Oiled Blues’, który spokojnie mógłby służyć za ścieżkę dźwiękową o później godzinie w zadymionym barze.

Każdy utwór na „Blues, Brawls & Beverages” to strzał dobrej muzyki prosto w uszy słuchacza niczym wybornego strzelca na dzikim zachodzie w swój cel. Wszystko tutaj pasuje i perfekcyjnie się ze sobą łączy. Współpraca instrumentalistów jest wręcz wzorcowa. Zdaje się, że znaleźli wspólną płaszczyznę i zmierzają w tym samym kierunku. Jest na tej płycie wszystko to, co w takiej stylistyce być powinno: rasowy wokal, znakomite riffy i solówki, pulsujący i głęboki bas, organy, bez których ciężko sobie taką muzykę wyobrazić i perkusja, która nadaje pożądanej mocy twórczości Leash Eye. Doskonałe wrażenie robią też kobiece wokale w niektórych utworach, dodając im kolorytu. A okładka? Tylko spójrzcie na to cudo. Świetna robota!

Ten album to istna rozrywka i polecam go każdemu, kto ceni sobie takie granie. Przednia zabawa gwarantowana. A jak już nabędziecie „Blues, Brawls & Beverages”, to nie zapomnijcie zabierać go na każdą możliwą imprezę. Niech się ludzie pobawią przy czymś dobrym. Ja właśnie to uczynię po raz kolejny.

www.facebook.com/leasheye

1. Bones
2. Moonshine Pioneers
3. On Fire
4. Lady Destiny
5. The Disorder
6. Planet Terror
7. Twardowsky, J.
8. Furry Tale
9. Jackie Chevrolet
10. One Last Time
11. Well Oiled Blues

Wyro(c)k

92%
92%
Master of Puppets

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    8.5
  • INSTRUMENTARIUM
    9.5
  • WOKAL
    9.5
  • BRZMIENIE
    9
  • REPEAT MODE
    9.5
  • Oceny czytelników (2 głosów)
    9.8
Udostępnij to

O autorze

Avatar

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/