Latitudes: Recenzja płyty „Part Island”

0

Anglicy z Latitudes już wkrótce wypuszczą na świat swój czwarty pełnowymiarowy album. Piątego kwietnia premierę będzie miał „Part Island”, a za jego wydanie odpowiada Debemur Morti Prodcuctions. Ta wytwórnia znana jest z posiadania w swoim katalogu interesujących zespołów, których często nie można zaszufladkować lub które łączą różne style muzyczne.

Taki jest właśnie Latitudes proponujący mieszankę takich gatunków jak doom metal, shoegaze, indie, folk i elementów melodyjnego black metalu, choć uczciwie przyznam, że tego ostatniego jest tam najmniej jak na moje uszy. Pomyśleć więc można, że taka mikstura jest dość intrygująca i przy okazji cudaczna, aczkolwiek jeśli dobrze różne elementy ze sobą poskładać to może wyjść z tego coś interesującego.

„Part Island” okazał się dobrze przygotowanym albumem, na którym muzykom Latitudes udało się przy sporej różnorodności utrzymać spójność. Materiał zawarty na płycie ma melancholijny charakter, a to za sprawą budowy utworów, akustycznych fragmentów i przede wszystkim głosu wokalisty, jest nim Adam Symonds, który z jednej strony brzmi delikatnie i nastrojowo, a z drugiej słychać w jego głosie smutek i tęsknotę za czymś, co minęło i nie wróci. Dużo jest grania w wolniejszych i średnich tempach oraz odjazdów w spokojne klimaty dzięki wspomnianym akustycznym brzmieniom, które tworzą dobry kontrast do tych mocniejszych partii. Są niczym ucieczka na jakąś opuszczoną i cichą wyspę w celu odnalezienia cichego zakątka, w którym można odpocząć od szalonego i pędzącego świata.

Latitudes tka z dźwięków wydobywanych z instrumentów piękne i melancholijne melodie, niekiedy zaskoczy gwałtownością przy użyciu potężnych riffów, a jeszcze kiedy indziej uniesie człowieka na spokojnej fali subtelnymi momentami. To bardzo refleksyjna muzyka, której atmosfera wciąga i przenosi słuchacza tam, gdzie odpocznie on od codziennego zgiełku i odda się ważnym i dogłębnym przemyśleniom nie tylko związanym z „Part Island”, lecz również tymi związanymi z nim samym. Ta płyta wręcz idealnie się do tego nadaje.

Miłośnikom klimatycznej muzyki, którzy otwarci są na różne eksperymenty, łączenie gatunków, jak i wychodzenie poza ustalone ramy rekomenduję ten album. Latitudes proponuje wam podróż do swej własnej cudownej przestrzeni składającą się z sześciu części i trwającą prawie 44 minuty. To czy się wybierzecie, zależy już od was. Ja tam byłem i śmiało stwierdzam, że warto.

www.facebook.com/Latitudesmusic

www.debemur-morti.com

1. Underlie
2. Moorland Is The Sea
3. Dovestone
4. Fallowness
5. The Great Past
6. Part Island

Wyro(c)k

88%
88%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    8
  • INSTRUMENTARIUM
    9
  • WOKAL
    9
  • BRZMIENIE
    9
  • REPEAT MODE
    9
  • Oceny czytelników (1 głosów)
    9.9
Udostępnij to

O autorze

Avatar

Miłośnik wszelkich odmian ciężkiej muzyki, Star Wars i egzotycznych miejsc. Mawia, że Jedi są spoko, ale Imperium też. Lubi dobrą książkę, film czy serial. Basista w stanie spoczynku. Grał w Island, Chainsaw, Puki' Mahlu i kilku innych zespołach. Od 30 lat w służbie metalu. Stay Heavy! \m/