Sacrilegium: Recenzja płyty “Anima Lucifera”

0

Blisko dwie dekady – tyle zajęło polskiej legendzie black metalu wydanie drugiej długogrającej płyty. Tytuł albumu, “Anima Lucifera”, nawiązuje bezpośrednio do wiersza Leopolda Staffa, którego fragmenty zostały ponoć wykorzystane w nowych utworach zespołu, podobnie jak twórczość W. B. Yeatsa czy F. Pessoa, pojawiające się obok autorskich liryk Pana N. Jak jest w rzeczywistości? Czy tak głośno zapowiadana nowa płyta Sacrilegium jest w stanie dorównać poprzedzającej ją “Wicher”? Wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu naszej recenzji.

Apetyt na nowy materiał w sposób mistrzowski podsycały muzyczne media. Zespół przy współpracy z wytwórnią Pagan Records także opublikował wiele zapowiedzi oraz singiel zatytułowany “Angelus”. Nawet sama forma wydawnictwa wzbudzała niemałe zaciekawienie. W końcu nie każdy krążek wychodzi w postaci 6-panelowego digipacka, limitowanego do pierwszego tłoczenia. Dobra reklama nie wystarczy jednak, aby zdobyć na nowo serca metalowych odbiorców. Materiał zawarty na “Anima Lucifera” skrupulatnie zweryfikuje czas, a ja tymczasem postaram się przybliżyć Wam pierwsze wrażenia, które towarzyszyły mi przy odsłuchu.

Rozpoczynające płytę ‘Preludium’ przynosi dziwaczne, psychodeliczne wręcz dźwięki. Jest to coś, co można by porównać do bliżej niezidentyfikowanych odgłosów pochodzących z głębin morskich, zasłyszanych we wnętrzu starej łodzi podwodnej. Floydowskie wręcz solo i popisy na perkusji przechodzą w dynamiczny, zmyślne zagrany riff. Zaraz… czy to oby napewno Sacrilegium? Dopiero w ‘Heavenwings Shrugged’ tempo przyspiesza i wchodzi szorstki wokal dając duszy spokój, że nie pomyliliśmy odtwarzanych płyt. Mroczne dźwięki organów połączone z operowymi, ciągnącymi się zaśpiewami kobiet to tylko wstęp do singlowego ‘Angelusa’. Tuż po nim znów wybrzmiewają plugawe w wydźwięku słowa, które bez skrupułów oscylują w mrocznej tematyce okultyzmu. Dla podkreślenia klimatu towarzystwa dotrzymują im partie symfonicznych, podniosłych instrumentów.

Szum lasu przynosi wraz ze swoim nadejściem ‘Mane Tenebrarum’. Esencją tego utworu jest pogłos, który daje wrażenie obcowania z demonicznymi stworami. Akustycznie z kolei zaczyna się ‘The Serpent Throne’ płynnie przechodząc do powolnego, wybijanego przez perkusję tempa. Króluje tu miły dla ucha, przewijający się solowy motyw wygrywany na elektrycznej już gitarze. Jest to zdecydowanie najbardziej subtelny moment na “Anima Lucifera”, który wyraźnie daje do zrozumienia, że wraz z wiekiem muzycy zredefiniowali pojęcie własnej twórczości. Potwierdzeniem faktu jest obecność delikatnych klawiszy na ‘…and Soul’ i klimatyczne zamknięcie albumu w postaci kontynuacji myśli zawartej w ‘Preludium’.

Podsumowanie jest proste. Zestawienie krążka “Anima Lucifera” z wydanym pod koniec ubiegłego wieku “Wichrem”, to jak porównywanie dwóch aut z różnych epok. Można próbować, ale nie ma to większego sensu. Każdy z nich nosi piętno i naleciałości panujące w czasie powstawania. I nie można mówić o tym tylko w kontekście autorskiego projektu. Różni się bowiem cała postprodukcja. Na tegorocznym albumie utwory są wygładzone, a ich elementy znacznie uwydatnione. Z drugiej strony ramy gatunku są w pełni zachowane, co w efekcie sprawia wrażenie kompletnego, nacechowanego duchem czasu, ciekawie zaaranżowanego albumu.

SACRILEGIUM: okładka oraz szczegóły albumu „Anima Lucifera”

00. ‘Preludium’
01. ‘Heavenwings Shrugged’
02. ‘Angelus (Anima Lucifera)’
03. ‘Mare Tenebrarum’
04. ‘The Serpent Throne’
05. ‘… and Soul’
06. ‘Venomous Spell Of Fate’
07. ‘Desiderium Immortalis’
08. ‘Anima Lucifera’
09. ‘Epilog’

Wyro(c)k

88%
88%
Ace of Spades

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway To Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master Of Puppets

  • Pierwsze Wrażenie
    9
  • Instrumentarium
    9
  • Wokal
    9
  • Brzmienie
    9
  • Repeat Mode
    8
  • Oceny czytelników (2 głosów)
    8.7
Udostępnij to

O autorze

MattMarduk

Uzależniony od muzyki. Każdej. Bez względu na gatunek. Chłonę wszystko - od miejscowego undergroundu, aż po światowe legendy metalu. Otoczony dźwiękami całą dobę pisuję, czytuję i poznaję. W życiu kieruję się słowami, które zostawił po sobie Cliff Burton: "Nie wypalasz się od szybkiego życia. Wypalasz się od powolności i znudzenia."