Dream Theater: Recenzja płyty “Distance Over Time”

0

130 minut vs 56. 34 utwory vs 9 (10 wliczając kawałek bonusowy). Dream Theater w 3 lata zmienili swoje podejście do nagrywania płyt o 180 stopni. Po rozczarowującym dla wielu fanów “The Astonishing” nadszedł czas na “Distance Over Time”. Album ponad dwa razy krótszy, ale czy dwa razy lepszy?

Sytuacja amerykańskiego zespołu jest nie do pozazdroszczenia. Przez wiele lat uchodzili za jedną z najważniejszych i najlepszych grup progresywnych na świecie. Jednak po odejściu Mike’a Portnoya ich notowania zaczęły stopniowo spadać. Teraz, po wydaniu kontrowersyjnego “The Astonishing” członkowie kapeli sami postawili się przed bardzo trudnym zadaniem. Muszą podjąć próbę powrotu na szczyt, próbę obrania odpowiedniej ścieżki przy nagrywaniu albumów.

Radykalne skrócenie “Distance Over Time” względem jej poprzedniczki przyniosło zamierzony efekt. Nie musimy już w poszukiwaniu świetnych melodii, solówek, riffów i całych kompozycji przedzierać się przez serię niezbyt udanych pomysłów. Dostaliśmy 9 utworów pełnych odświeżonych pomysłów, dopracowanych w każdym aspekcie.

Na największą pochwałę zespół zasłużył za różnorodność. Nie brakuje tutaj wstawek akustycznych, majestatycznego pianina, dominującego basu, a John Petrucci niejednokrotnie przechodzi samego siebie. Jego gitara w ‘Out of Reach’ w połączeniu z poruszającym głosem LaBrie buduje cały nastrój, który przez 4 minuty pozwala nam odpłynąć do całkiem innego świata.

Niestety kanadyjski wokalista na nowej płycie często nie brzmi najlepiej. Silnie przesterowane brzmienie i wiele nałożonych efektów sprawiają, że brzmi on niezwykle sztucznie, często przypominając nawet głos robota. Prawdopodobnie jest to zabieg celowy, lecz ta nienaturalność może drażnić wielu słuchaczy.

Po udostępnieniu 3 singli fani wydawali się być mocno podzieleni. Najlepiej przyjęty został utwór ‘Fall into the Light’, w którym zespół chętnie czerpie z heavy i thrash metalowych wzorców. Od pierwszych sekund słyszymy tutaj echo Metalliki lat 80. Jest to ciekawy stylistycznie zabieg, który w połączeniu z akustyczną częścią oraz świetną solówką tworzy zgrabną całość.

Dream Theater na tej płycie często puszcza oko do swoich fanów. Nie brakuje elementów charakterystycznych dla Toola, czy też brytyjskiego heavy metalu.

Jednym z najlepszych punktów “Distance Over Time” jest ‘S2N’, w którym na zmianę brylują John Myung i John Petrucci. Ciężki, basowy riff przechodzi w chwytliwy refren, aby powrócić wraz z serią mięsistych gitar. Najlepszym określeniem tej kompozycji jest krótkie “Wow!”, które słyszymy w okolicach czwartej minuty.

Warto także wyróżnić balladowy ‘At Wit’s End’ oraz pełen pozytywnej energii ‘Barstool Warrior’, w których rozkwita także LaBrie. Na kilka ciepłych słów zasługuje Mike Mangini, który umiejętnie wpasowuje się w nowy Dream Theater. Tworzy zgraną sekcję rytmiczną i pozwala brylować swoim bardziej znanym kolegom.

Premierowe kompozycje usłyszymy na żywo już podczas Prog in Park. Występ Dream Theater był wielką zachętą do uczestnictwa w tej imprezie. Teraz, po wydaniu naprawdę niezłego albumu, obecność w Warszawie jest dla wszystkich fanów obowiązkiem.

Wyro(c)k

76%
76%
2 Minutes to Midnight

0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets

  • PIERWSZE WRAŻENIE
    7
  • WOKAL
    6
  • INSTRUMENTARIUM
    9
  • BRZMIENIE
    8
  • REPEAT MODE
    8
  • Oceny czytelników (27 głosów)
    7
Udostępnij to

O autorze

Avatar

"Ludzie myślą, że nigdy nie dorosnę. Ale nie mam wyjścia. Nie mam już 21 lat."